Acient Cities

 

W czasie którejś z podróży samolotem, ileś miesięcy temu przeczytałam artykuł opisujący szereg antycznych miast. Odwiedziłam je wszystkie. Istanbul jest ostatni. Każde z miast jest bardzo stare, albo powstało w miejscu wcześniej istniejącego miasta. Każde robi wrażenie. W żadnym nie znalazłam antycznej przeszłości. Tyle, co można wyczytać w przewodniku o historii danego miejsca. Po obejrzeniu wszystkich, zdecydowanie nie wrzuciłabym ich do jednego artykułu, bo poza wiekiem chyba nic ich nie łączy. Antyk, jak podaje encyklopedia obejmuje okres od IV w p. n. e. do V w n. e. (różne źródła podają inny zakres wieków).

Hangzhou

Miasto we wschodnich Chinach. Mieszka tu 9 milionów ludzi. Pierwsze ślady potwierdzające bytność ludzi w tym miejscy pochodzą z VII w p. n. e. Położone jest przy Zatoce Hangzhou.

uY82cijTuXbEAgDROX

Osaka

Trzecie co do wielkości miasto w Japonii, leżące na wyspie Honsiu. Mieszkają tu blisko 3 miliony ludzi. Położone u ujścia rzeki Yodo, na styku morza Wewnętrznego i Oceanu Spokojnego. Pierwsze ślady potwierdzające osiedlanie się ludzi w tym miejscu pochodzą z VI – V w p. n. e.

XvgblyOhqqkaWbrqCX

Seoul

Stolica Korei jako całości od 1394 roku, a po II Wojnie Światowej stolica Korei Południowej. Zamieszkany przez 10 milionów ludzi. Pierwsze zapiski o tym mieście pochodzą z I w p. n. e. Miasto położone jest w północno – zachodniej części kraju, niedaleko na południe od strefy zdemilitaryzowanej.

BTjM8U929RvSHgXyeX

Hanoi

Stolica Wietnamu i drugie co do wielkości miasto. Położone w północnej części kraju, usytuowane na północnym brzegu głównego koryta Rzeki Czerwonej. Zamieszkane przez blisko 8 milinów ludzi. Powstało około II w p. n. e.

0inVsWGUl0OBSrdJLX

Jodhpur

Miasto w północno – zachodnich Indiach, zamieszkane przez mniej niż milion ludzi. Drugie największe miasto w stanie Rajastan. Położone na skraju pustyni Thar. Powstał w 1459 roku, ale od około VI – VII wieku było w tym miejscu inne miasto. Zgodnie z definicją nie załapuje się do kategorii – starożytne miasta 🙂

MAnapuna7wTHA5QyZX

Istanbul

Największe miasto w Turcji, którą zamieszkują 14 milionów ludzi. Wcześniejsze nazwy Bizancjum i Konstantynopol. Położone po obu stronach cieśniny Bosfor. Powstało w VII w p. n. e.

CLf5TPbOMx0wkFwKuX

 

Delhi po raz drugi

FGgFsICb3didfrAcrX

3RWlclpMojEb4CB1fX

v9iQYXHDmzaJQOalzX

8A6KgRSWANa31HDFHX

NSMJTjxU2uicgwC6NX

rOCwbJfnB21EIBfm1X

9Zryto8myWT9JhWYtX

5UUSaewe7mPFLzdd2X

TRrcOpYN73mDYUbT4X

YSDnyBmioa6rhhPBSX

oDwaSXi60f1Pr1ZhKX

hn3dxaWEHB0DjXSnhX

Pc16wDaxfUImeSRcUX

WIRP1DtDAQtpxEPFmX

Zmr6bQdAFRrQWkgCAX

PsODSAW5GZbzqSFRYX

 

Z Jodhpur do Delhi dojeżdżam pociągiem, na który wyjątkowo 😉 mam rezerwację. Jest więc bez przygód. Śpi mi się tak dobrze, że jakaś dziewczyna budzi mnie na dworcu w Delhi, a mój wagon jest już pusty. Ostatnie trzy dni spędzam u koleżanki. Ona pracuje, więc po mieście włóczę się sama. Jadę do Planetarium imienia Nehru. Mój przewodnik wskazuje stację metra, ale jak się okazuje planetarium jest całkiem daleko od metra. Dojeżdżam rikszą, ale spóźniam się 5 minut. Seans już się rozpoczął. Proszę by mnie jednak wpuścili. Pan prowadzi mnie chyba do swojego szefa. Tłumaczę się ze spóźnienia i pan kiwa głową, że mogę wejść do środka. Planetarium uwielbiam 🙂 Po seansie gdy chcę zapłacić za bilet, mówią mi, że nie trzeba i czy mi się podobało:)

Zwiedzam Nehru Memorial – bardzo dużo interesujących informacji. Budynek jest ładny. To tu Nehru pracował, mieszkał i umarł.

Idę do Nehru Park. Sporo ludzi przychodzi tu biegać. Żar lejący się z nieba powypalał trawniki, ale kwiaty są piękne.

Potem jadę do Kofla Firoz Shah – ruin dawnego fortu. Od metra znów to jest daleko. Rikszarz przy metrze proponując cenę myśli chyba, że jakąś naiwną złapał. Idę kawałek dalej i pytam jakichś mężczyzn jak się tam dostać. Pan łapie mi tuk tuka i w czasie negocjacji ceny kierowca po prostu sobie odjeżdża 🙂 Druga złapana riksza dowozi mnie na miejsce. Trochę późno, bo się mocno ściemnia. Dużo ludzi już wychodzi. Na trawniku mnóstwo śladów po właśnie zakończonych piknikach. W ruinach fortu ludzie palą świece i się modlą. Dwóch młody chłopaków, którzy wchodzą razem za mną zbyt słabo mówi po angielsku bym dobrze zrozumiała co się tu odbywa. Mój przewodnik podaje, że w każdy czwartek odbywa się tu czczenie Dżinów. Ludzie zostawiają mleko i palą świece by przebłagać Dżiny, które ponoć zamieszkują Kotlę.

To mój trzeci pobyt w Delhi. To miasto ma dużo do zaoferowania, ale nie mogę zobaczyć wszystkiego naraz:) Jeszcze tu wrócę, mam nadzieję, że na dużo dłużej 🙂

W Delhi jest ponad 40 stopni. Jak to kiedyś napisała koleżanka tam mieszkająca – wiosna w Delhi, odkręcasz kran z zimną wodą i możesz parzyć herbatę.

Kolejnego dnia idziemy do kina na film akcji Baaghi. Jest w Hindi, bez napisów, ale mam wrażenie, że zbyt dużo nie tracę 🙂 Bardzo mi się podoba.

Mój ostatni dzień w Indiach częściowo spędzam w New Delhi. Kupuję ulubione kosmetyki, pozbywam się przewodnika i jem w tej samej restauracji co kilka tygodni wcześniej. Gdy zamawiam dwa chlebki naan kelner mówi, że przyniesie mi jeden. Ja – dwa, on – najpierw tylko jeden. Ok, wszystko jedno. Po tym jak zjadam ten jeden, on pyta czy chcę drugi. Jednak nie, już mi się nie zmieści 🙂

W restauracji siedzi chłopak z Rosji i ma problemy z zamówieniem. Próbujemy rozmawiać, przysiada się na chwilę do mojego stolika, ale mój rosyjski jest zapomniany, a jego angielski na bardzo nędznym poziomie. W końcu na migi pokazuje, że wraca do swojego stolika 🙂

Jakiś tuk tuk zajeżdża mi drogę a kierowca nachalnie zaprasza do środka. Mówię do kierowce chale (jedź), on krzyczy you chale!!! i odjeżdża wściekły.

Wieczorem kolega poznany w pociągu proponuje, że on i jego współlokator odwiozą mnie na lotnisko. Żegnam się łzawo z koleżanką. Najpierw jedziemy do restauracji i zamawiam ulubione danie. Chłopaki mają zamiar jeść mięso i pytają czy mi to nie przeszkadza – uprzejmość zdarzającą się niezwykle rzadko. Potem rozmowa krąży wokół żarcia. Mówię, że nigdy nie jadłam pani puri. Poznani gdzieś w Indonezji Indianie na to samo moje stwierdzenie wykrzyknęli – jako to nie jadłaś pani puri??? 🙂 Więc talerz z pani puri materializuje się przede mną. Zazwyczaj można to kupić na ulicznych stoiskach. Chłopaki montują to dla mnie i pokazują jak jeść. To pieczona mączna wydmuszka, w którą wkłada się warzywa i wlewa sos. Potem całość naraz wkłada do ust.

Chłopaki odwożą mnie na lotnisko. Oczywiście nie wiem, z jakiego terminala mam lot, więc jeździmy po całym lotnisku. Potem jak już odnajdujemy ten właściwy, odprowadzają mnie pod same drzwi i przypominają numer bramki. Zawsze moje wyjazdy z Indii są łzawe. Ale tym razem pomimo napływających łez uśmiecham się cały czas, bo tak miłego pożegnanie nie mogłabym sobie wymarzyć:)

Delhi jest stolicą, a także drugim, po Mumbai największym miastem w Indiach. Liczba ludności dobija do 19 milionów.

 

Jodhpur, Rajastan

LSg3jKk2PzLq0GRUSX

WV0q6WBKpNDMDCGs4X

TkqcBfSbELuc3xT1cX

7zE5ed1PzDvblqol8X

24jWymaStVt9PYvPCX

7s7Zt9ieCG8pW7lL0X

25gbDkMu7daX1JfkrX

bpVXrzxbHoVqD98C4X

c0MFGKxDjqFulJEySX

BanUUm8JdeSO2fSbLX

ThpQ6bNeW54JNLpyFX

r8rREYg6kYHq81URvX

I9rudD0bQRDQE6oBiX

XnHIEDVp7xUvhAdhMX

QTxPIKvd7xIZf7MLJX

f1oalkpXTYoGZOegWX

NGpoSxlhLCwrf62QaX

bRmVUAj69JkXmKbInX

g0ejzN1uU9iS9pYNlX

cpaunRYDXxZnkcF4eX

wNbK9z3hAIDT3AKuwX

OZag23Cl8bhvSSGg2X

reldGa935GCbmuw6eX

FzjoaobNb9UVzXLreX

BbFqTABreSnsXNZBaX

mVcjX9SKK7p2U6tibX

JIgdSavSKEWtR1pstX

RfdbL6dkwtTocu5q6X

ekVBNYgg9FCfNXRuBX

X2yIGt7bPn7n7wZ4NX

W5b2Z8apThe12xEScX

SodRRrUvS73J123o7X

Rano jadę autobusem z Pushkar do Jodhpur. Nim opuścimy Pushkar autobus zatrzymuje się kilka razy, by zabrać pasażerów, ale też bileter kupuje naręcza zieleniny i karmi krowy a potem rozsypuje ciastka na stopniach jakiegoś budynku. Wszystko to dla Bogów. Jakaś baba w autobusie pokazuje na mnie palcem i nieprzyjemnie się śmieje. Zasłaniam twarz i odwracam do okna.

W Jodhpur jest ponad 40 stopni, więc mam słabą motywację by się włóczyć po mieście. Idę do Mehrangarh Fort – fortecy, która góruje nad miastem. Wstęp jest drogi, ale okazuje się warty swojej ceny. Fort został wybudowany około 1460 roku i jest jednym z największych w Indiach. Znajduje się na 125 metrowej skale. Fort jest prawie 300 lat starszy niż samo miasto Jodhpur.

Ostatni Maharadża Jodhpur – Gaj Singh urodził się w 1948 roku i w wieku czterech lat, po śmierci ojca został Maharadżą. Jak opowiada na nagraniu w audioguide nie towarzyszyły temu żadne zwyczajowe ceremonie. W 1971 roku, gdy po studiach na Oxfordzie wrócił do kraju konstytucja Indii się zmieniła odbierając maharadżom ich przywileje. W Forcie jest zgromadzonych wiele ciekawych eksponatów. Z nagrania dowiedziałam się wiele ciekawych informacji o historii fortu, a także rodziny maharadżów. W jednym z pomieszczeń jest kolekcja lektyk, w których przemieszczali się członkowie rodziny. Jedna z nich należała do babci ostatniego maharadży. Gdy w 1924 roku była ona z wizytą w Anglii, ówcześni paparazzi polowali by ją zobaczyć. Gdy przesiadała się z lektyki do samochodu udało im się zrobić zdjęcie jej kostki u nogi. Strona indyjska wykupiła cały nakład gazety z tym zdjęciem, nim dotarło ono do Indii.

Fort był zamknięty przez długi czas. W 1972 roku utworzona została fundacją, która zajmuje się tym zabytkiem. Na nagraniu słucham, że fort pełen był ptaków i nietoperzy i pierwsze dochody uzyskano ze sprzedaży rolnikom odchodów nietoperzy 🙂 Fort jest w bardzo dobrym stanie i nie wymagał dużych remontów. Z Fortu widać Blue City – Niebieskie Miasto.

Umaid Bhawan Palace jest położony 8 km od Mehrangarh i został wybudowany w latach 1929 – 1943. Była to największa prywatna rezydencja w Indiach. Dziś część pałacu to muzeum, część to luksusowy hotel, a część to rezydencja Maharadży, gdzie mieszka ze swoją rodziną i skąd ma widok na fort. Muzeum jest ciekawe. Obok kolekcja starych samochodów. Malowidła ścienne w pałacu wykonał Stefan Norblin.

Na dworcu w Jodhpur gazeta wpada mi pod pociąg. Ja pakuję się do środka by zostawić bagaże i gdy idę kupić nową gazetę okazuje się, że dwóch chłopaków weszło chyba pod pociąg by ją dla mnie wydostać. Głupio mi, bo wysilili się, a ja tej gazety już nie chcę. Ludzie plują na tory i często korzystają z toalet w czasie postoju na dworcu. Wracam do tego samego sprzedawcy gazet On podaje mi nowy egzemplarz i stanowczo odmawia przyjęcia pieniędzy – takie rzeczy tylko w Indiach 🙂

Ajmer, Rajastan

bQcGCGDIpjCL9WbizX

DRBJMZifj3W1aY4RtX

hPHXnyG4XsU8EnH5AX

S2kT3RXo3i5mXzDIYX

fg5bhxYuQ1ZFYRGkYX

6ia2kPIa7MB5Ugy3sX

i5Nj2H6TV0oEMjlbBX

2CyDWoXtbxVrtNMOBX

bKiY4SHHaZsbcvRlYX

AjoNM7wVBGKtPdebLX

nsJ1JpFq5CzVjMvWwX

gaM4SpajLXepWkdsTX

GuZmKiT48oBbumz7gX

nLzbqoqdbGD6SUb8hX

Do Ajmer wybieram się na kilka godzin z Pushkar. To tylko pół godziny autobusem. Nie jest to chyba zbyt popularne miejsce, bo nie spotykam ani jednego turysty. Ajmer to najważniejsze miejsce w Rajastanie pod względem islamskiej historii i dziedzictwa kulturowego. Odwiedzam tomb Sufiego Khwaja Muin-ud-din Chishti, który zmarł w Ajmer w 1236 roku. Sam grób jest obudowany ażurowym murem. Obok jest meczet wybudowany w XVI wieku. Potem idę do Dhai-din-ka-Jhonpra, który ma być ruinami meczetu, ale na moje oko jest w bardzo dobrym stanie.

Jest bardzo gorąco. Idę do polecanej przez przewodnik restauracji. Robię to bardzo rzadko, bo zazwyczaj jest drogo i rozczarowuję się co do jedzenia. Tym razem jest nie inaczej, tyle, że sobie siedzę w klimatyzowanym pomieszczeniu.

Potem idę do świątyni Nasiyan. Jest to pierwsza świątynia Jainismu jaką oglądam. Z zewnątrz, bo do środka mogą wejść tylko wierni. W holu świątyni jest złota wystawa przedstawiająca koncepcję antycznego świata. Religia ta powstała 600 lat przed naszą erą. Dżynizm to nonteistyczna religia. Wyznawcy wierzą, że świat nigdy nie powstał i nigdy się nie skończy. Przechodzi on przez cykle składające się z czterech wieków.

W drodze powrotnej do Pushkar podziwiam piękną panoramę miasta, budynki na wzgórzu a w dole jezioro Ana Sagar. Ajmer jest oddzielony od Pushkar Górami Wężowymi.

Pushkar, Rajastan

w5mnIgCWMt6dezAxdX

ynggG9uSQtAQk3bQlX

 idqNnOSbiONj0oczcX

 pI8B5bhnobFf3aAIWX

 eqshLZHbSjKwrUgSjX

 sFCjwZdq1xBoLaOdaX

gR6IejWFlh0pCFXLWX

 eKwsus9aEYdvLl032X

tS5uZ00h7v6TYgiTyX

1tVvg0ltjbS34tPpsX

OILZgyW5TWFnqwDQxX

Otnbfy8wa0jAJmpgRX

XpHsoaqaREz4ykf6RX

QNkc0nHq9gImKPMgwX

PUaRc4HYSoXibLEqcX

ILpfwjkKAUoc0BAlAX

 574OtGf6T8NKOPc6zX

K7qMcOfrJTcqjbY4dX

ER4AKzGrcOYupyL3vX

DwigeKjucmAiqkKqBX

O4T4b2iMzMSFB45PRX

QZVCgs84AxZ02SikbX

6ALvldo29zIMHIosRX

LoeU3Hp0TOwqezG7yX

PRjgVfHRop8ZkD0rgX

DHn0MwHXXQm1qJfm7X

PltIAhUMihl1hQ1C9X

mbJllJee5LUmE9edSX

aWxEUOzLDymHxcfyhX

XyzLj4YbRykDXobDkX

WM59jI3Q33JlSL1CtX

KgpR5eNC9G9CWzN5OX

tWJ5VNueageBzBrfCX

jJX7DrAG4KPI6RDELX

fAjIfZH7h4U6rPxAyX

ljZFaYw2mihaz0siaX

AIczDKionBf41yff0X

mQb69Wi9arxqYvpF9X

82CvCpaj4lHSnE2zcX

F2Ufg9sS4Ry7kNdARX

Gdy z kilkudniowym wyprzedzeniem kupuję bilet na pociąg z Jammu do Ajmer (który jest 12 km od Pushkar) na liście oczekujących jest ponad sto osób przede mną. Pociąg odjeżdża po 18 tej. Gdy rano sprawdzam – kolejka zmniejszyła się o połowę. Kilka godzin przed odjazdem jestem już na miejscu trzecim. Pewna swego jadę na dworzec, zostawiając sobie niezbyt duży zapas czasowy. Wciąż jestem na trzecim miejscu, ale lista pasażerów jest już zamknięta. Pracownik dworca radzi mi zwrócić ten bilet, odebrać zwrot pieniędzy i kupić bilet bez miejscówki. Robię tak jak radzi. Tylko jest już zbyt późno by odebrać zwrot – to można zrobić najpóźniej 30 min przed odjazdem pociągu. Ląduję więc z dwoma biletami (jak się później okaże, wystarczył ten, który miałam, a drugiego nie uda mi się już zwrócić) i bez miejscówki. Pociąg według rozkładu będzie jechał 18 godzin. Jakiś pan na dworcu kupuje mi herbatę 🙂 Każą mi wejść do któregokolwiek wagonu klasy sleeper. Pani konduktorka znajduje mi miejsce, które będzie wolne przez najbliższych 7 godzin. Wokół wszystkie miejsca zajmuje zespół z Jaipur, wracający z wesela, na którym występowali. Pani konduktorka, jak mi później mówią poleciła im się mną zaopiekować 🙂 Chłopak (nie z zespołu), który ma miejsce nade mną i będzie wysiadał nad ranem ofiarowuje się dzielić swoje miejsce ze mną, odkąd przyjdzie osoba, która ma rezerwację. Niekończący się pochód panów z herbatą zapewnia mi uśmiech na twarzy:) Siedzę przy oknie. Słońce zbliża się do horyzontu. Wszystko wokół tonie w pomarańczowo złotej poświacie, która z czasem zmienia się w blado różową. Mijamy cegielnie, gdzie cegły wypala się tradycyjną metodą. Z cegieł budowane są kopuły, rozpala się w środku ogień i właz zamyka kolejnymi cegłami. Ludzie poznawani w pociągach i rozmowy z nimi – uwielbiam 🙂

Przez wagon przechodzi ladyboy (shemale) ubrana w czerwone sari. Co chwila klaszcze w dłonie i mężczyźni dają jej pieniądze, zwykle 10 rupii. Ona coś do nich mówi, jakby błogosławieństwo. Nie widziałam, by któryś z facetów nie dał jej kasy. Mimo, że w Indiach jest sporo ladyboys, to często trudnią się żebraniem w pociągach, bo ciężko im znaleźć pracę. Faceci dają im pieniądze by nie rzuciły ”klątwy” 🙂 Słyszałam też, że często pojawiają się na ślubach, czy gdy urodzi się dziecko i wtedy trzeba dać im o wiele więcej, za błogosławieństwo (a raczej za brak klątwy).

Pushkar przyciąga jak magnes. Zostaję tu sporo dłużej, niż na początku zaplanowałam. To małe miasteczko. Centralnym punkt stanowi jezioro, ze świętą wodą. Jak głosi legenda bóg Bramha upuścił tu kwiat lotosu i z ziemi zaczęła wypływać woda. Pushkar to święte miejsce dla Hindusów. Wielu przyjeżdża tu na oczyszczającą kąpiel w jeziorze. Wokół jeziora są 52 ghaty – schody na brzeg i ponad 400 świątyń. Najsłynniejszą z nich jest niewielka świątynia boga Brahmy. Mimo, że jest on najważniejszym z bogów hinduskich jest to jedna z bardzo niewielu (według legendy – jedyna) świątyń, która jest mu poświęcona. Jego pierwsza żona – bogini Savitri przeklęła go gdy za drugą żonę wziął dziewczynę z niższej kasty – Gayatri. Powiedziała, że będzie czczony tylko w tej jednej świątyni w Pushkar. Gdyby był czczony gdzie indziej, obróciłoby się to przeciwko wiernym.

Świątynia Brahmy jest w miasteczku. Świątynie poświęcone obu jego żonom – boginiom, znajdują się na wzgórzach, po dwóch stronach miasta. Rano wybieram się do świątyni Gayatri. Po drodze zaglądam do świątyni Bogini Kali, ale jest zamknięta. Świątynia Garyati jest malutka i różowa. Widok z góry piękny. Po południu wdrapuję się na wzgórze, gdzie jest świątynia Savitri. Jest ponad 40 stopni. U stóp schodów rozmawiam ze sprzedawcą wody. Wokół kręci się kobieta i niemiłosiernie brudne dzieci. Sprzedawca mówi, że jej mąż nie pracuje i jest dla niej bardzo niedobry. Ona i dzieci spędzają dnie na żebraniu. Obok nowo wybudowana kolejka linowa na szczyt. Jeszcze przed otwarciem. Za kilka tygodni przyjedzie Modi – premier Indii, na wielkie otwarcie. Droga na górę, piękne widoki, ale lekko nie jest w tym upale. Ze świątyni widać całą okolicę. Sprzedawca dewocjonaliów wyjaśnia mi całą historię pomiędzy Bogami 🙂 Gdy postanawiam schodzić widzę kilka małp siedzących na schodach. Strażnik świątyni, albo kolejki linowej mówi – monkeys ok. Gdy mijam Boga zaklętego w małpy (Hanuman), jeden z nich podchodzi do mnie, staje na tylnych łapach, jest niewiele mniejszy ode mnie. Zaczyna szarpać mój plecak. Krzyczę aaaa, don’t touch me. Strażnik patrzy na mnie, ale się nie rusza. Bogowie z zaciekawieniem przyglądają się. Ten najbliżej puszcza mój plecak. Korzystam z okazji i wbiegam na górę. Mówię do strażnika – monkeys not ok. Wtedy nadbiega rycerz. Ocieka wodą, jest przepasany ręcznikiem. Zaczyna machać rękami i coś wykrzykuje. Bogowie uciekają. To pan, który parzy herbatę w sklepiku. Chyba się właśnie kąpał. Mówi, że postoi tu chwilę i będzie odstraszał małpy i żebym się nie bała. Schodzę po stromych, wyślizganych kamiennych stopniach. Miliony przeszły tędy przede mną. Bogowie siedzą za zakrętem. Mimo, że pomiędzy skałami przebiega jakiś ogoniasty gryzoń, to boję się Bogów i patrzę tylko pod nogi. Na szczęście nie ruszają się ze swoich miejsc. Po raz pierwszy rozumiem katolicką doktrynę – jeden Bóg w trzech osobach. Znów rozmawiam z panem sprzedającym wodę. Rozmowa o religii i duchowości – nie pamiętam, kiedy ostatnio ktoś powiedział mi coś tak mądrego w tym temacie.

Zachody słońca nad jeziorem są piękne. W tym miejscu kręci się kilkoro żebrzących dzieci. Są natrętne. Głównie napastują turystów, ale widzę też, że nie omijają zamożnych Indian. Zwykle daję pieniądze kalekim i starym ludziom, zwłaszcza w Indiach. Dzieciom prawie nigdy. To tylko będzie je zachęcać do żebrania. Kobietom z dziećmi, zazwyczaj śpiącymi albo otępiałymi też nie, patrząc na biegające wokół hałaśliwe dzieci – raczej nie jest to normalne dziecięce zachowanie. Żal mi tych dzieci, ale nie mam też cierpliwości by przez 5 minut powtarzać w kółko – nie. Czuję się potem okropnie, bo czy mam prawo się na nie złościć? One już zostały skrzywdzone przez nieodpowiedzialnych dorosłych, którzy sprowadzili je na ten świat. Pytam w restauracji czy są tu np. świątynie wydające posiłki dla ubogich. Wiele świątyń tak robi. Pan mówi, że jest tu wiele organizacji charytatywnych i nikt nie chodzi spać głodny. Na ile to jest prawda to nie wiem. Nie daje mi to spokoju, więc pytam kilka innych osób i każdy mówi, że codziennie wydawane są posiłki.

Gdy zapada zmrok ogród pachnie obłędnie. Jest tylko 30 stopni, patrzę na gwiazdy. Każdego wieczoru z innej części miasta dobiega mnie głośna muzyka – sezon na wesela trwa.

Jammu, Kashmir

uKQULNvzNWmkRPHTPX

oUxM4NyvXBmYNBGCpX

jubMr9ZTDKDbPN3O4X

eogCAN8iIFQ8SbwUCX

EP4YghRbW7ESYji2xX

s38U1xdOG69gOWiymX

uhSGh93a27hFN44TiX

GirboGapGMDdwS7LoX

aNhXhCwBzcHFH2UEjX

yKaaHuLwmN3WzBKaYX

PcOCnjXn92hmJW1VxX

iaGE1rKDOIYb4a9iHX

G4mhGWtgaiZDOWE3bX 

1b1clh50BkOaz58jjX

t3VBIhX5XWep3ivVPX

leeaaTcPm8ObpA4jYX

nsEC83GTlXKSXXH0SX

rSgmQm9gIOjxfJpFmX

m6lRGQ0oo7NhjmAzmX

8ayr2IuFYO5c1JmdaX

pIuKVbs0h0ZTr8F1LX

Do Jammu dojeżdżam autobusem z Amritsar. Mimo, że kilka osób mi mówi, że nie warto tu przyjeżdżać, jadę właśnie do Jammu. Na powłóczenie się w Kaszmirze i Ladah nie wystarczy mi czasu (zgniły kompromis z samą sobą, by zobaczyć wszystko co chciałam), więc choć postawię tu nogę 🙂 Po drodze mijamy kilka wyschniętych koryt rzeki, woda pojawi się w nich w porze deszczowej.

Mój telefon przestaje działać. Ze względów bezpieczeństwa telefony na kartę są odcinane od sieci. Na ulicach trochę samochodów opancerzonych. W guesthouse właściciel wypełnia jakieś szczegółowe druki o mnie i robi mi zdjęcie. Ze względów bezpieczeństwa musi to umieścić w jakimś rejestrze on line. W Indiach prawie zawsze robią kopie paszportu i trzeba podać sporo informacji, ale tu pytań jest trzy razy więcej.

Pogoda się zmienia i jest przyjemnie. W guesthouse mogę normalnie spać nawet bez włączania wiatraka. Minibusem jadę do Bahu Fort. Droga do wejścia jest dziwnie długa, kręta, obstawiona straganami i dużą liczbą żebrzących. Przed wejściem na teren fortu każą zdjąć buty. Trochę to dla mnie dziwne, bo przynajmniej teoretycznie powinna być to budowla militarna. Potem okazuje się, że nie można wnosić aparatów fotograficznych ani telefonów. Rezygnuję więc z wejścia do środka. Kawałek dalej siadam by coś wypić i czytam przewodnik, który o forcie w zasadzie nic nie mówi i zastanawiam się gdzie iść dalej. Zagaduję dwóch chłopaków i oni mnie przekonują, że do fortu jednak warto wejść. Wracam, zostawiam aparat, telefon i buty w przechowalni. Od razu podchodzi do mnie jakiś facet, który prowadzi mnie do środka. Mówi, że jest policjantem. Ja mu mówię, że też jestem. Za bramą fortu tłum ludzi. Teraz orientuję się po co każą zdjąć buty. Fort poza samą bryłą budynku, dość małego zresztą jak na tego typu budowle, jest miejscem tłumnie odwiedzanym ze względu na świątynię, która znajduje się w środku. Facet prowadzi mnie do budynku, gdzie w dość małym pomieszczeniu kłębi się tłum mężczyzn. Mają w rękach jakieś podarki i najwidoczniej jest to najświętsze miejsce. Staję w progu a i tak parę osób mnie popycha. Wycofuję się, bo tłumy mnie trochę przerażają, a już zwłaszcza ogarnięte jakimś amokiem religijne tłumy. ”Policjant” się śmieje i prowadzi mnie do jakiegoś siedzącego najprawdopodobniej księdza czy innego świętego i każe podejść. Jedną z rzeczy które najbardziej nie lubię, to gdy ktoś próbuje mnie do czegoś zmuszać albo mną rządzić. Przeganiam więc natręta, patrzę chwilę na przepychających się dookoła ludzi i czym prędzej stamtąd czmycham. Tuż obok fortu jest jakiś park i tam idę. Okazuje się że to Akwarium. W środku w podziemiach jest dość mała ilość akwariów, a na ścianie rycina jak wyfiletować rybę na obiad 🙂 Siadam na ławce i podziwiam panoramę miasta. W oddali góry, w dole rzeka, a przede mną ściana budynków wznoszących się na wzgórzu.

Potem zaczyna padać i kryję się pod daszkiem jakiegoś budynku. Z mężczyzna, który tam pracuje rozmawiamy trochę o Indiach, a potem on mi mówi, że mam szczęście, że przyszłam do fortu akurat tego dnia (wtorek), bo to dzień wielkich celebracji w świątyni Kali – pijącej krew Bogini. Wolałabym chyba mieć mniej szczęścia w tej kwestii, bo może udałoby mi się tę świątynię zobaczyć.

Potem idę do innego parku, tuż obok, spaceruję i znajduję coraz to lepsze miejsca na zdjęcia. Są tu też jakieś VIPy, bo mijam kilka razy sporą grupę ludzi, których ochraniają policjanci i żołnierze z karabinami. Mimo, że w parku jest dużo koszy na śmiecie, pracownik parku wyrzuca je na skarpę za żywopłotem. Zaczyna znów padać i wracam do guesthouse.

Gdy w sklepie chcę kupić sucharki, bo brzuch mi wciąż dokucza, sprzedawca chyba źle mnie rozumie, bo rzuca mi paczkę podpasek, z miną jakby już były używane.