Istanbul po raz drugi

VuB910f2IJ653CJfZX

PLngCwUVFOCVrALqqX

tY3TEpvNcgy1tbFyjX

3zs7dd53hRP3deCogX

FPIXHxkhejRN3JCuGX

AUMzslhNjNjOvzxAFX

6Ha2SbxFeANg0tYuUX

 7qegP0gf7wxKGH849X

1c2yQ0za2o4tITcsTX

SPAsUazE0d4JIrBMuX

BHsuNaFWr2SxaWz55X

SQjSCHvYrf5JfuHRUX

BCt3Mgk2lbXT6busaX

yBTS3VEZpLZbYaoFqX

7a9D2Y2qTNxqMq371X

B9YztMRoZ3mUBKYOjX

YQNlanH8dVO62vlXJX

I3e9XabIjPSx3trnjX

rhdHw5my33a7rWpEcX 

BNbEvtN7a0gzFT66xX

r4WlD8caqFW5QBHlvX

ZIzsi7D7bVYu2Ax3CX

pubBHFbjiBb2qQMFeX

Gw0wXGVry1PxraL5ZX

JdsCbU43Ih9fAvLGcX

lB44E8hOMFSqZNqo9X

soM6leqRewmF0l9MDX

ajQheqw0B8S9BPE6WX

rq7Le8YLDVu9EZUDwX

LVpYZIU2bNIafNV2hX

2k6IIdatHOrJr2opuX

HqEM4cb9YuZFzUhSdX

4KWZPbEar93XsE5dqX

EalVpbaViZwqa15pEX

F81FbfiXhB7uLSBM7X

0Luq4H03yxIhBh3U8X

EFqV4tWtcz9BRUdHnX

6PiMF8SZNExvLp4LtX

OqB0hTNzpPVTkEFYcX

 

Z Kapadocji dojeżdżam do Istanbułu przed siódmą rano. W autobusie śpię, zwłaszcza nad ranem. Pan z obsługi nie pyta mnie, może przez trudności językowe, gdzie chcę wysiąść i pomimo że zatrzymujemy się przy Placu Taksim, ja dojeżdżam na dworzec autobusowy. Jakiś miły pan doprowadza mnie na przystanek miejskiego autobusu skąd jadę na Taksim Square. Jest trochę po siódmej. Plac i ulice są puste – niedziela rano. Tylko ranne ptaszki i niedobitki nocne. Na Placu jakaś dziewczyna przewraca wszystkie pachołki odgradzające część przestrzeni. Na deptaku Istikal widzę trzech dobrze ubranych, młodych facetów. Jeden z nich trzyma w ręku do połowy pełną butelkę alkoholu koloru whisky. Po chwili słyszę brzęk szkła, a butelka z impetem rozbryzguje się o nawierzchnię ulicy. Wymieniam zdegustowane spojrzenia z mijanym panem w średnim wieku. Ekipa ludzi ze służb oczyszczania miasta, która pewnie zaczęła robotę nad ranem posprząta z radością po hrabiach tego świata. Na chamstwo i bezmyślność mam zerową tolerancję. Tam oprócz ludzi -w butach, chodzą psy, koty – bez butów. Puściłabym dupków boso na przechadzkę po szkle. Po drodze mijam kilku policjantów z karabinami i micro uzi w rękach.

Hostel ten sam. Odbieram bagaż i dostaję to samo łóżko. Skład z grubsza ten sam. Amerykańska lekarka, która w Ankarze nadzoruje projekt o nauczaniu angielskiego opowiada, że wielu nauczycieli angielskiego w publicznych szkołach prawie nie zna tego języka. Gdy są wypytywani o metodologię nauczania najczęściej muszą korzystać z tłumaczenia lepiej od nich wyedukowanych uczniów. Szokujące, bo to za państwowe, niemałe pieniądze. Często w pakiecie jest też darmowe mieszkanie. Amerykanka mówi, że to nie tylko turecki problem. Podobnie jest w kilku innych azjatyckich krajach.

Znów jestem półprzytomna po dwóch nocach w autobusie. Istanbuł miał być moim debiutem na couchsurfingu. Kiedy zaczynałam tę podróż couchsurfing był tym, co chciałam spróbować. Nikt ze znanych mi osób nigdy z tej opcji nie korzystał. Pierwsza osoba, która miała doświadczenie w couchsurfingu – Amerykanka spotkana na Sri Lance, o mało nie została zgwałcona przez gospodarza, który zaoferował jej nocleg w Australii. Udało jej się uciec, bo on był pijany. Zgłosiła to na policji i facet został zatrzymany. Później wyszło na jaw, że i tak był poszukiwany, bo zgwałcił inną kobietę. Dziewczyna miała za kilka miesięcy wrócić do Australii na jego proces. Jej doświadczenie skutecznie ostudziło moje plany. Później wielokrotnie spotykałam ludzi, którzy mieli same dobre doświadczenia z couchsurfingiem. Znów postanowiłam spróbować. Stworzenie profilu zajęło mi trochę czasu. W Indiach wysłałam tylko kilka aplikacji i nie miałam szczęścia. W Dubaju wysłałam mnóstwo aplikacji i też mi się nie udało. W Istanbule jedna dziewczyna zaoferowała mi nocleg, ale potem nigdy nie odpisała na mój mail o której mam przyjechać 🙂 Mieszkała daleko od mojego hostelu i może dobrze się stało bo z jej domu raczej miałabym problem by dojechać komunikacją miejską wcześnie rano na lotnisko. Więc couchsurfing spróbuję kiedy indziej 🙂

Pływam statkiem po Bosforze. Jest pięknie. Słońce i wiatr. W wodzie dużo meduz. Widoki piękne. Na obu brzegach dużo ładnych budynków z historią. Na ulicy kupuję pieczone kasztany. Idę do pałacu Topkapi. Oglądam go tylko z zewnątrz. Bilet wydaje mi się za drogi. Park Gulhane pachnie świeżo skoszoną prawą. Tarasy, z których widać Bosfor są właśnie remontowane. Hagie Sophie też oglądam z zewnątrz. To bardzo piękny budynek, który był kościołem, potem meczetem, a teraz jest tu muzeum. Tuż obok jest Blue Mosque (Sultan Ahmed Mosque). Gdy jestem blisko bramy wejściowej przechodzący facet mówi, że meczet jest już zamknięty. W bramie zaczepia mnie kolejny facet. Meczet jest oczywiście otwarty. Jest bardzo duży. W środku piękny i cichy. Na ścianach ponad 21 tysięcy fajansowych kafli. Jest jednym z dwóch meczetów w Istanbule, które mają sześć minaretów. Na raz, w środku oraz na dziedzińcu może się jednocześnie modlić 12 tysięcy wiernych. W budynku obok jest organizowana prezentacja o Islamie. Bardzo ciekawie prowadzona przez chłopaka, który musiał tego dnia zastąpić, zwykle prowadzącego to Imama. Dostaję drzewo genealogiczne ze wszystkimi prorokami trzech religii Księgi. Gdy spaceruję obok meczetu zaczepia mnie kolejny facet. To jakaś plaga. Są wszędzie. Zaczepiają, szczerzą się, łatwo nie odpuszczają. Jeden, na zaczepki którego odwróciłam się i odeszłam, co moim zdaniem było jasnym sygnałem, że nie chcę z nim rozmawiać, biegnie za mną, wypytuje czy jestem tu sama, i czy z chłopakiem. Dopiero gdy potwierdzam odchodzi. Gdybym powiedziała, że jestem sama może uznałby, że nie, nie znaczy jednak nie. Zastanawiam się kto chciałby zawrzeć bliższą znajomość z ulicznymi natrętami. Jednak na pewno ktoś chce, bo inaczej nie traciliby czasu.

Ostatniego wieczoru rozmawiam z jednym z chłopaków, którzy zatrzymali się w hostelu. Mówi, że zdobył wysokie miejsce w pół maratonie, który odbył się w Istanbule kilka dni wcześniej. Potem nie odnajduję go jednak na liście 🙂 Opowiada, że jak mnie nie było to innych chłopak, pijany lub naćpany demolował pokój męski w hostelu, a potem próbował wleźć do dziewczyn. Menadżer musiał się z nim szarpać i ostatecznie spał pod drzwiami męskiego dorm, by mieć pewność, że tamten znów nie polezie do dziewczyn. Rano wyrzucili awanturnika, który chyba uważał, że w ramach pięciu dolców za dobę może robić rozpierduchę i spędzić noc w damskim dorm. Niby biegacz idzie ze mną na przystanek autobusowy by sprawdzić rozkład jazdy na lotnisko. Gdy wracamy widzę kobietę z dziećmi siedzącą na chodniku i żebrzącą, a kawałek dalej – drugą, też z dziećmi. Pewnie były tam też wcześniej, ale ich nie zauważyłam. Jakiś facet coś do nich krzyczy i macha ręką. Obie od razu się podnoszą. Najwyraźniej zmiana skończona. Nie chcę oceniać ludzi, którzy żebrzą. Nie jestem na szczęście w ich sytuacji, by to oceniać. Czasem daję pieniądze. Zwłaszcza starym i ułomnym ludziom. Kobiety podtykające mi dzieci (swoje lub nie) tylko mnie wkurzają. Żebrzącym dzieciom nie daję pieniędzy z zasady, by ich do tego bardziej nie motywować. Jeśli daję pieniądze, to nie myślę później czy to może jakiś oszust i naciągacz. Jeśli tak, to życie mu odpłaci. Karma wraca. Ale zorganizowaną szajkę żebrzących, o których czasem czytam – widzę po raz pierwszy. Próbują wzbudzić litość wystawiając na ulice kobiety i dzieci. A pan zarządzający biznesem jest bardzo dobrze ubrany.

Z Turcji wyjeżdżam z niedosytem. Przez noce spędzone na lotniskach i w autobusach jestem fizycznie zmęczona. Z drugiej strony i do Kapadocji i do Istanbułu na pewno chcę wrócić. Wtedy odwiedzę miejsca, na które teraz nie starczyło mi energii.

Turcja to mój ostatni przystanek. Wracam do Polski. Przynajmniej na trochę, bo od lat zawodowo związana jestem z Irlandią. Natłok myśli. Powrót. O tym czasem rozmawiałam z poznanymi po drodze ludźmi. Każdy był w trasie – swojej własnej. Jedni tydzień lub dwa, inni długie miesiące. Gdy byłam w Indiach kolega poznany w Kambodży pytał czy jestem już w domu. Wtedy miałam przed sobą ostatni miesiąc podróży. On zdziwił się, bo kilka miesięcy temu mówiłam mu, że już powoli wracam. Bo tak tez było 🙂 Z perspektywy tej długiej podróży ostatnie trzy miesiące były powolnym powrotem. Kiedy to strefy czasowe zbliżały się do polskiej, a odległość w kilometrach malała. Jak to będzie wrócić, jak to mi niektórzy mówili – do rzeczywistości? Choć ta podróż jest jak najbardziej rzeczywista.

Acient Cities

 

W czasie którejś z podróży samolotem, ileś miesięcy temu przeczytałam artykuł opisujący szereg antycznych miast. Odwiedziłam je wszystkie. Istanbul jest ostatni. Każde z miast jest bardzo stare, albo powstało w miejscu wcześniej istniejącego miasta. Każde robi wrażenie. W żadnym nie znalazłam antycznej przeszłości. Tyle, co można wyczytać w przewodniku o historii danego miejsca. Po obejrzeniu wszystkich, zdecydowanie nie wrzuciłabym ich do jednego artykułu, bo poza wiekiem chyba nic ich nie łączy. Antyk, jak podaje encyklopedia obejmuje okres od IV w p. n. e. do V w n. e. (różne źródła podają inny zakres wieków).

Hangzhou

Miasto we wschodnich Chinach. Mieszka tu 9 milionów ludzi. Pierwsze ślady potwierdzające bytność ludzi w tym miejscy pochodzą z VII w p. n. e. Położone jest przy Zatoce Hangzhou.

uY82cijTuXbEAgDROX

Osaka

Trzecie co do wielkości miasto w Japonii, leżące na wyspie Honsiu. Mieszkają tu blisko 3 miliony ludzi. Położone u ujścia rzeki Yodo, na styku morza Wewnętrznego i Oceanu Spokojnego. Pierwsze ślady potwierdzające osiedlanie się ludzi w tym miejscu pochodzą z VI – V w p. n. e.

XvgblyOhqqkaWbrqCX

Seoul

Stolica Korei jako całości od 1394 roku, a po II Wojnie Światowej stolica Korei Południowej. Zamieszkany przez 10 milionów ludzi. Pierwsze zapiski o tym mieście pochodzą z I w p. n. e. Miasto położone jest w północno – zachodniej części kraju, niedaleko na południe od strefy zdemilitaryzowanej.

BTjM8U929RvSHgXyeX

Hanoi

Stolica Wietnamu i drugie co do wielkości miasto. Położone w północnej części kraju, usytuowane na północnym brzegu głównego koryta Rzeki Czerwonej. Zamieszkane przez blisko 8 milinów ludzi. Powstało około II w p. n. e.

0inVsWGUl0OBSrdJLX

Jodhpur

Miasto w północno – zachodnich Indiach, zamieszkane przez mniej niż milion ludzi. Drugie największe miasto w stanie Rajastan. Położone na skraju pustyni Thar. Powstał w 1459 roku, ale od około VI – VII wieku było w tym miejscu inne miasto. Zgodnie z definicją nie załapuje się do kategorii – starożytne miasta 🙂

MAnapuna7wTHA5QyZX

Istanbul

Największe miasto w Turcji, którą zamieszkują 14 milionów ludzi. Wcześniejsze nazwy Bizancjum i Konstantynopol. Położone po obu stronach cieśniny Bosfor. Powstało w VII w p. n. e.

CLf5TPbOMx0wkFwKuX

 

Capadocia

KswKdUAha3subUgLxX

H1bpk3FLaOjepzoZkX

He4h3M07Z6PaWulHJX

oCO3xbKTr41GEUimzX

tVBuP1uw9LCpSuZC4X

wXpOZJmQuLcaauuEuX
gypauuBba2Vjva5nhX

KPzFqi7UI7eCDkaYQX

axhQEYrmGpmXLJQhbX

oFSY7bMDCOpOxwo5uX

 aFlDTWEdBFFUdsYDtX

EAPMaDSZdMa8nbP2WX

gGCWKuKz5rOlqaBYpX

hbMoXbRMVQY0q9baWX

DWWQt6i8s9f67IZmaX

TQhgNqaNHpwB5DnHxX

9gmWf3XTEHT2DdJrgX

H9sna5SMnTej93x5BX

FJ90Qke0xpiAPG7BVX

DSjYRq8w0ffbSSp0nX

Pap5Z0AQn9BtjHCuKX

QZdp8Jgu63dkTbQSMX

4vR5QugBztShkj8jBX

yMFNcKMYfdLYxW0QlX

Z5yJoOgVfBqDVG3MlX

Eaz6bGbfFo4yR9KBRX

YWHJcBjIH7Ab3a6eUX

UKaQnr4pbG4fwmVGhX

TADsnKmTc9e6UpF7BX

iz2IwurAjUndJLcBWX

ZiIedf8taVqbX0rJ5X

cbfIITgtBK3c1ToOSX

fnDth7WcQlcxVtu4sX

o3Mlva1FLLa8b8DZ1X

W biurze, gdzie kupiłam bilet na autobus oferują dowóz na dworzec. Czekając na busik poznaję kobietę z Urugwaju, która wyjeżdża z Istanbułu, bo bo nie czuje się tu bezpiecznie. Spotykam też Turka, który świetnie mówi po angielsku. Rozmawiamy o obecnej sytuacji w Turcji. Zagrożenie terroryzmem i turystyka, która siadła po zestrzeleniu rosyjskiego myśliwca.

Na dworcu autobusowym chłopak z informacji mówi do mnie po turecku. Gdy mój autobus nadjeżdża odnajduje mnie wśród oczekujących i ręcznie pokazuje, że mam już wsiadać. W autobusie siedzę jak się później okaże obok przemiłej, młodziutkiej dziewczyny z Filipin. Za mną siada wielka kobieta z dwójką dzieci. Dla całej trójki wykupiła tylko dwa miejsca. Sprawi, że ta podróż dla mnie będzie chyba najgorsza ze wszystkich w ciągu ostatnich miesięcy. Większość drogi kopie i pcha moje siedzenie, albo na migi próbuje mnie przekonać bym trzymała oparcie w pozycji pionowej. Nie zgadzam się, bo tak samo mam prawo do w miarę komfortowej podróży i mówię jej by swoje siedzenie rozłożyła. Ona na to nananananana i się śmieje. Rano jedno z jej dzieci kręci się, łazi po przejściu i co rusz popycha mnie i mój fotel. Mówię do tej kobiety – mową, której nie rozumie i gestami, które mam nadzieję rozumie, by trzymała to dziecko przy sobie. Ona znów się śmieje. Gdy bachor ciągnie mnie za włosy, daję mu w łeb. Matka już się nie śmieje. W końcu wysiadają a ja jadę jeszcze kawałek. Gdy wysiadam rozmawiam z dziewczyną, która siedziała za tą grubą kobietą. Okazuje się, że jedno z dzieci położyła do spania na podłodze, tam gdzie ta dziewczyna miała nogi i bachor kopał ją większość drogi. Rozłożyła swój fotel na maxa i swoją wagą przygniotła go tak, że dziewczyna za nią ledwo mogła wstać.

Kapadocja – cudo. Księżycowy krajobraz. Jak czytam w internecie tutejsze skały nazywają się tufowe. W skałach tych powstało kilkadziesiąt miast. Do Kapadocji przyjeżdżam tylko na jeden dzień, bo stwierdzam, że lepszy jeden, niż nie przyjechać tu wcale. Ale z pewnością chciałabym tu wrócić na dłużej. Goreme to małe miasteczko. Raczej turystyczne. Jest chyba jeszcze przed sezonem, albo liczba turystów z różnych powodów jest mała. Najpierw jem śniadanie i odzyskuję spokój po koszmarnej podróży. Do czasu aż w knajpce – w środku, ktoś zaczyna palić pety. Na moje pytanie czy to dozwolone, kelner odpowiada – nooo tak. Potem trochę pada. Wchodzę na wzgórze, z którego jest świetny widok na okolicę. Piję herbatkę i podziwiam. Tuż po południu idę do Open Air Museum. Jest sporo ludzi, ale przeczekuję falę zwiedzających i mam ciszę i spokój przy oglądaniu budynków skalnych. Wygląda to niesamowicie. Jest to kompleks kościołów z unikatowymi freskami. Każdy z kościołów jest mały, wykuty w skale. Dark Church (Kavanlik Kilise) jest szczególnie piękny. Ze względu na mały dopływ światła do środka kościoła, freski mają bardzo intensywne kolory. W pozostałych kościołach są wyblakłe. Kościoły powstały pomiędzy X a XII wiekiem. Cały teren jest na Liście Światowego Dziedzictwa Kultury Unesco.

Po drodze spotykam przemiłą Turczynkę i razem idziemy na obiad. Studiowała za granicą i świetnie mówi po angielsku. Rozmawiamy o sytuacji w Turcji. Opowiada, że pod rządami obecnego i poprzedniego prezydenta promowany jest konserwatyzm religijny. Kobiety zakrywające włosy mają większe szanse na państwowe posady. Dlatego wielu młodych i liberalnych Turków chciałoby żyć i pracować w Europie.

W autobusie powrotnym do Istanbułu siada koło mnie miła, starsza pani. Oddycham z ulgą. Za mną dwie spokojne panie. Nikt nie kopie w moje siedzenie. Deszczowe chmury i tysiąc kolorów na niebie. Patrzę przez okno na krajobraz, magiczny w zapadającym szybko zmierzchu. Gdy robi się ciemno, gapię się na gwiazdy. Gwiaździste niebo nade mną, wielka podróż we mnie.

Istanbul, Turkey

bz1Zu5bsrH4A8p59KX

faHKWWlxyeU1Gt6A1X

fnQbHXLFF0umDI7S2X

i1RE96qgb4LhbC4pVX

9EDl6RHtBbgVoCFteX

0cctfa8gWIUfEvttGX

Y9YwJdpBTFddFuBJbX

eCkaO0TMYdrSatsLVX

AKXaYZRdRjajLfn52X

WgWMkv40ibxJb7JmdX

psQ7gWtRa0CbjHcRKX

eX5mO6nTQkWweRpgkX

 u1XFjsDMZDBFgh75GX

 NA1mNPS1WDJaUtT88X

aXehY71gXJXnDzVbgX

ad5U01riiWbpv1fvyX

bafxHDJkXa28vMyUpX

9XEYhKP0uT87lOEbbX

PLQwIeseN9EmIltLzX

Djv2u2dXK3fbRbmo9X

CWBN4pytmLGuvngV5X

SodWHUdMCohXDI56fX

tzhA6nBGFIsJcNWKVX

NC1BDUkKyo1NTgayKX

K3QtQZUAGW8hhGcp8X

H4bxvQIXVbT9iq3zKX

tgvNC47fraLvXfLZgX

qm9saq3xAIMiowUAGX

aEWFYybUfSSbVr5gUX

LFVcWn06MiMvjLGhqX

50bDCgkt95FJ5jwlVX

JgEarss6UOfey4WnsX

5LVG0wKs9H4JinVLvX

g3uDgyIxuFlLuKvbsX

Jayo4ct5NUlHS2ldSX

YakOCs975UOfTnpRMX

mILcYAxlvzrI8bfLnX

zbx2CC2LrXE4uQZuhX

J9S5QEB6eac4CbSaWX

bKPuAO6eR6aJbmZuEX

2cENv7RLjKRatIrhFX

MYb9Mb5XJDKw1I52DX

zW0J2mZ1tmvIeuT5pX

5yCDgq5usFzkFZoo2X

lSrlgHMI3ewLUaAsQX

Po nocy spędzonej na lotnisku i w samolocie, rano ląduję w Istanbule. W złą stronę obliczam różnicę czasu i lot zamiast trzech godzin, trwa pięć:) Ze zmęczenia śpię w autobusie jadącym na Taksim Square. Korki są koszmarne. Z Taksim mam do hostelu całkiem niedaleko i dzięki dobrym instrukcjom nie błądzę:) Jest bardzo zimno. W ciągu tygodnia z 43 stopni zmieniło się dla mnie na 15. Ręce mi grabieją.

Jestem tak zmęczona, że najpierw dość długo otępiała siedzę w hostelu. Potem idę na poszukiwanie biletów do Kapadocji. W Turcji byłam już kilka lat temu, ale wtedy nie odwiedziłam ani Istanbułu ani Kapadocji. Zderzam się ze ścianą. Prawie nikt nie mówi tu po angielsku. Jako, że nie chce mi się jechać na dworzec autobusowy, idę do kilku biur sprzedających bilety i co ciekawe cena jest niższa niż na stronie internetowej. W biurach w sprawie ceny biletu i daty można się dogadać. Jakiekolwiek inne pytanie nie jest rozumiane. Wracam do hostelu i szukam informacji w internecie. To wymaga znacznie mniej energii niż dogadanie się z drugim człowiekiem. W informacji turystycznej chłopak tam pracujący coś duka, ale w końcu dzwoni gdzieś, podaje mi telefon i po drugiej stronie ktoś mówi świetnie po angielsku. Może po prostu mam za duże oczekiwania? Ostatnie miesiące spędziłam w krajach, gdzie może i było podobnie. Ale Turcja to jakby Europa. No może nie geograficznie, ale chcą być w Unii Europejskiej. Nie wiem, może cudzoziemcy w Polsce też natrafiają na taką ścianę?

Istanbuł – to tu Europa spotyka się z Azją. Miasto jest piękne. Mój hostel jest w jednej z bocznych uliczek odchodzących od deptaku – ulicy Istikal. Ulice obstawione stolikami. Miasto żyje. Pomimo zagrożenia terrorystycznego. Na ulicach widać sporo policji, żołnierzy i od czasu do czasu pojazdy opancerzone. Mojego drugiego dnia w Istanbule ktoś chce zastrzelić dziennikarza wychodzącego z sądu – ujawnił, że rząd chce podarować broń rebeliantom z Syrii.

Wiele tu małych lokalnych sklepików z jedzeniem, gdzie ludzie robią zakupy. Bardzo mi się to podoba. Podobnie jak i w Dubaju rzucam się tu na chleb, a może raczej na bułki:) To niedostępny w wielu miejscach luksus – pieczywo z piekarni. No i sprzedają tu bajgle – podobne do tych krakowskich.

Z Turkami dzielę wielką miłość do herbaty. Wszyscy dookoła piją herbatę w małych szklaneczkach. Jest mocna, ma trochę inny smak, niż te które zazwyczaj piję, więc pierwszych kilka razy lekko ją słodzę. Potem piję bez cukru.

Wszędzie pełno kotów 🙂 W wielu miejscach wystawione pojemniki z karmą. Przed restauracjami i sklepami wylegują się koty słusznych rozmiarów. Widać, że nawet te, które nie mają własnego człowieka i łóżka są dobrze odżywione.

Spaceruję nad Bosforem. Na niebie szare chmury. Wszędzie meczety, pięknie wtapiające się w panoramę miasta.

Dużo kobiet zasłania włosy. Widać też sporo kobiet w burkach i nikabach. Myślałam, że ten chyba najbardziej liberalny muzułmański kraj jest bardziej liberalny. Panowie w obcisłych koszulach i spodniach 🙂

Już przed lotniskiem rzuca mi się w oczy ogromna liczba palaczy. Pali tu większość ludzi. Siedzieć w ogródku herbaciarni się nie da, bo śmierdzi. W niektórych lokalach można palić też w środku.

Hostel wydaje się być fajny. Otwarty kilka tygodni wcześniej. Chłopak, który pracuje na recepcji jest bardzo miły. Do dorm prowadzą piękne drewniane schody, a ściana jest z czerwonej cegły (choć w dobie otaczających zewsząd imitacji, kto wie czy jest oryginalna). Ale jest trochę dziwnie. Niektóre dziewczyny mieszkają tu po kilka tygodni. Jedna mówi mi, że nie lubi tego miasta. Gdy pytam, co tu w takim razie robi, odpowiada – a, przejeżdżałam i tak jakoś zostałam. Druga, od rana do nocy na telefonie. Raz kłótnie, raz rozanielenie. W internecie ktoś napisał, że to ukryty burdel. Ale to raczej nie prawda. Przynajmniej nie kiedy tu jestem. Zostawiam plecaki u miłego recepcjonisty i idę na nocny autobus do Kapadocji.

Istanbuł (poprzednie nazwy Bizancjum, a później Konstantynopol) jest największym miastem Turcji i był stolicą do 1923 roku. Mieszka tu 14 milionów ludzi. Turcja to kraj położony w większości w zachodniej Azji i trochę w południowo – wschodniej Europie. Populacja to prawie 80 milionów ludzi, a powierzchnia to 815 tyś km2. Stolicą Turcji jest Ankara.