Plitvice

cPFyk0r3PDKJiaR9hX

7eLMyx3CZ1wqiqil6X

3PEvFNQg4YpZzAgwwX

LBoA7aQSdaRUVfjsEX

gk4LJ0P3yv5TeddeAX

xX84qnpuRdjSOS18KX

nNqXypv8DgLFP1zHkX

 dVUz0I80B5FbhfbamX

hl8eLFs3hI7ctQjiwX

V91cliFbO9LDr8BmzX

HqZ5MlQaznlwCB0TGX

ztlqQQEC4UohVw2mdX

itL1TRPq0yK1pytKTX

avAnUo9S7yzvJd4naX

Od3lWDvSajSekhiPAX

i9L7nQkRAKpQ3FaBSX

 75xaxbQWycCkq2KO3X

 ASjfbEG2bba0Xso5WX

Park Narodowy Jezior Plitwickich to piękne miejsce. Jest to 16 jezior krasowych połączonych ze sobą wodospadami. Jeziora znane są z kaskad tufu wapiennego. Tuf to porowata skał osadowa, powstająca przez wytrącenie się węglanu wapnia w wody. Skała ta tworzy bariery, progi w rzekach krasowych i potokach. Taki rozwój tufu doprowadził do powstania wielu wodospadów. Często woda zmienia swój bieg, prowadzi do wysuszania niektórych barier, jednocześnie rozwój tufu następuje w innych miejscach. Z tego powodu Plitvice cały czas się zmieniają. W parku żyje wiele gatunków zwierząt, a część roślin to endemity.

Plitvice to największy z ośmiu chorwackich parków narodowych. Obszar Jezior Plitwickich został ustanowiony parkiem narodowym w 1949 roku, jest więc też najstarszym chorwackim parkiem. W 1979 roku park został wpisany na listę Światowego dziedzictwa kulturalnego i przyrodniczego Unesco.

Recepcjonistka z hostelu mówi mi, że są inicjatywy by usunąć Plitvice z listy Unesco by jeszcze bardziej eksploatować park, jednak nie znalazłam takich informacji w internecie. Do parku dojeżdżam autobusem z Zadaru. Przy wejściu jest najwięcej ludzi, potem jest dużo spokojniej. Jest koniec maja i nie ma jeszcze tłumów. W parku jest wiele tras spacerowych, określony jest czas ich przejścia, więc każdy znajdzie coś na swoje możliwości. Woda w jeziorach jest krystalicznie czysta, o turkusowym odcieniu. 

Zadar, Croatia

UaxL2XASWJaXgfiqPX

ZCdfdebvv9IKwXFbfX

amRBkjydLHjjSg2O6X

51o9D4Xamez9D6xJLX

Y0gsuoDkm75YapG6dX

PRAHMIvTY4x4kJstQX

rSjRzUuovcyubilCyX

h3aJskaeikys9ciF1X

mbFYVUThqNN0btFpLX 

slQECnNHi5ao4x9RwX

9gW06YR6QIF0XbwFZX 

HnxStO4qiYHmaqW5HX

Ku0BxhqjDnRqaMbT3X

LS00JIaeQUMCWro7XX

Pi6wD1nOs8PrbvsNHX

2vOgklmaUMtjkAY8yX

 SihAU8Iqgxv1BtE4lX

 HXNgqJob0jrzbhXKVX

 TWIZmRurnsNC7TSHcX

 m56wiyT9y23IAB78aX

BPwp33caTlqm8wvlPX

AzrJyDUC86lJicdHeX

jJQjoHXgNbRcUZnvpX 

ZH3GaVfEEqIZpUv0uX

RPFf0koOGYhODkuETX

 

Ostanie dni przed wyjazdem zajmują mi przygotowania do koncertu naszego chóru. Tuż przed koncertem ledwo wbijam się w czarne spodnie (siedzący tryb życia jakoś mi nie służy) i mam wrażenie, że nie dość dobrze się przygotowałam. Dzień jest upalny, cieknie nam pot po plecach, mimo kilku potknięć dostajemy owacje na stojąco.

W dzień wyjazdu idę do pracy z małym plecakiem, i jestem pewna, że nabrałam za dużo ciuchów (co potem okaże się prawdą). W pracy parę osób dopytuje czy to mój cały bagaż. Na szczęście dawno minęły czasy, że tyle rzeczy brałam na wakacje, aż Tata doradzał mi dorobienie szelek do szafy:)

Po pracy łapię autobus jadący na lotnisko. Przejechanie przez moje małe miasteczko zajmuje ponad 20 minut, potem jedzie się trochę łatwiej, do czasu aż na dłuższy czas utykam w centrum i mam już wizję, że nie zdążę na samolot. Korki w Dublinie to jest jakiś żart. Na lotnisko nie dojeżdża pociąg, a wszystkie inne opcje utykają w korkach. Mój autobus w końcu przebija się przez korki, a na autostradzie akurat jest luz. Docieram na lotnisko i nawet nie muszę biec.

W Zadarze ląduję przed północą. Za drzwiami wyjściowymi tłumek mężczyzn. Spinam się. Wraca mi w pamięci jeden z nielubianych momentów mojej długiej azjatyckiej podróży, kiedy to wychodzę z dworca czy lotniska i czekający kierowcy zaczynają krzykiem proponować swoje usługi. Ale to nie Azja. Nikt się nawet do mnie nie odzywa 🙂 Autobusem miejskim dojeżdżam na dworzec, a potem taksówką do hostelu. Ktoś zostawił dla mnie klucz w skrzynce na listy, a kartka z moim imieniem jest przyklejona do przydzielonego mi łóżka.

Zadar jest bardzo przyjemnym miastem, położonym na wybrzeżu Dalmackim, nad morzem Adriatyckim. Starówka jest położona na półwyspie. W obrębie miasta odkryto pozostałości neolitycznej osady z IX w. p.n.e. Miasto zostało podbite przez Rzymian w II w. p.n.e. Jednak niezbyt wiele elementów starej historii przetrwało do dziś. Zadar został bardzo zniszczony w czasie II wojny światowej i kolejny raz w czasie wojny domowej w latach 1991-1995.

Dziś jest uroczym miejscem, pełnym historii, jak Forum Rzymskie i stare kościoły, wąskich uliczek, miejsc z dobrym jedzeniem. Mimo, że widać sporo turystów, to nie ma tu tłumów. Z wieży widokowej podziwiam czerwone dachy i krajobraz.

W nabrzeże Zadaru wbudowane są organy morskie. To system wielu rur o różnych średnich rozlokowanych wzdłuż 70 metrów. Gdy fale uderzają w nabrzeże, z rur wydobywają się dźwięki o różnej intensywności. Jest to wspaniały koncert, który można słuchać godzinami 🙂

Pogoda jest piękna, około 30 stopni. Po południu eskadra samolotów ćwiczy układy powietrzne. Wieczorami oglądam cudne zachody słońca.

Shanganagh Park

ceWXS4lmulCN9Wdw8X

aRmz6NhPJKcbr3hY4X

v47DW6C1SySAUJO1EX

bYVMS4bdbENallSrOX

t6Ia1LZON9FlQ0DDVX

 hLwj4frzoIw3LZRPRX

8kMmYy3HkDV5DFfieX

W1wHbRswidC7ojxpxX

AlwwTJrIhISbbKb8oX

 P4gYsL11XVbZhUtmHX

GxYIa5yjEybSavCbSX

bnyhnyXI4FOCq6MLRX

awrqHHqbOPSu9YinHX

RRtw7qCFvcQulrSibX

GdnTrSBGoIabdbibFX

 S07YhKBrm554wy2tVX

nEoXiHHKcjrXzcPYaX

image

Próbuję wcielić w życie plan przejścia plażą z Bray do Killiney. Za opuszczonym budynkiem na nadbrzeżu odnajduję ścieżkę. Napotkany facet potwierdza, że to dobra droga, ale karze się spieszyć, jest przypływ i za jakiś czas część plaży będzie całkiem zalana. Wtedy nie ma gdzie uciekać, bo brzeg to urwisty, podmyty klif na który raczej nie ma jak się wdrapać. Przez chwilę podążam ścieżką na klifie, bo jednak boję się, że przypływ będzie szybszy niż ja. Wokół ślady ognisk, jakieś popalone beczki. Za jakiś czas ścieżka się kończy i natrafiam na namiot rozbity w krzakach. Szybko zawracam i jednak schodzę na kamienistą plażę. Przez jakiś czas idę w stronę Killney, ale klif jest poszarpany i nie jestem w stanie dostrzec miejsca, w którym plaża bardzo się rozszerza. Jest gorąco, jestem sama i w końcu decyduję się zawrócić. Przypływ nie jest tak szybki, ale nie wiem jak długo musiałabym jeszcze iść, a miejscami plaża jest już bardzo wąska. Morze, mimo że piękne, czasem mnie przeraża. Na plaży leży powyginany przez fale jakiś duży, metalowy przedmiot. Wracam do portu i na piechotę wzdłuż drogi idę do Shankill, gdzie jest bardzo ładny Park Shanganagh. Dość duży, jest gdzie spacerować, uprawiać sporty, jest też nawet ogrodzona część, gdzie psy mogą biegać bez smyczy. Park ma wyjście na plażę, która nadal nie jest zalana 🙂 i gdzie w ciszy można posiedzieć i porozmyślać.

Przy parku usytuowany jest Zamek Shanganagh. Wybudowany w XIII wieku, gruntownie przebudowany w XVII wieku, dziś mieści jedyne w Irlandii otwarte więzienie dla młodych mężczyzn.

Zdjęcie zamku zapożyczone z internetu.

Around Naas, County Kildare

blFaXoDYLb7as596wX

X3qwOKG7PoYqWYuv3X

cMNaVMHVUlYxwz762X

cU25hAFzwwUGXHLSwX

MThVgmxyc7gBcecBTX

Du8TbbZju86CLVf8rX

gYPmaTXeMdMbSEIp1X

QeborWTdn9a2b9Xr6X

bGtw0jhz2E93AdJbAX

AMLX1VwAJ5IKGUYPhX

 F9nJCaeK8Y9haHafCX

m1cbsB4geVedEasOQX

xbaAvddUh3e1PW6G5X

Le2WysnW4ZyHP0RecX

3PGhbUJCyMTRlwQIDX

9bMxM8bHA44bbpAxbX

 KL5bM8biE9WWOb06FX

rMcfkYHpxtf7ORPB6X

m20QmlcB78MUh4ejKX

buZtKaug7SAw7yp0uX

Ir0bGocfjXaLDtaJPX

 nBSQMCC7v7SV8VI3AX

 FNOgZOxMFBVab4oMkX

KQW4cPWKdbjorXqofX

ZfQCHTK8TlhTF0Y9IX

AYqUFUjegdZdA4MVFX

pmwdePKO8knWESMMJX

 ayFBPMZS5I9MoDNAbX

Ur2YIaLC40SKVD3oEX

gSuDFXRGoD8SdUmbWX

rIsHUbcnmfIM0M6m3X

2q3b6luzacrCoVFtkX

pRBoWFxWUqUUnC3kHX

Firmowy obiad z noclegiem. Hotel jest tuż za granicą miasteczka Naas, w Hrabstwie Kildare. Hotel, wraz w przylegającym parkiem jest bardzo fajny. Coś, za co z własnej kieszeni bym na pewno nie płaciła. Rano idę na długi spacer. Tuż za ogrodowym płotem jest pole. Idę wiejską drogą, jest cicho, wsłuchuję się w przyrodę, nie spotykam nikogo, obserwuję zające, których tu pełno. Na końcu drogi, stary opuszczony domek. Przy dróżce ściana sprasowanej maszynowo słomy.

Hotelowy ogród jest bardzo ładne utrzymany. Dużo uroczych zakątków. Na drzewach drzwiczki do domków wróżek. Budynek hotelu pochodzi z pierwszej połowy XVIII wieku. Był domem zamożnych rodzin Belling i Graydon. Obecny kształt przybrał w 1863 roku. Przeszedł później w ręce rodziny Moore, która sprzedała posiadłość zakonowi sióstr La Sainte Union Nuns. W 1961 wystawiły posiadłość na sprzedaż. Lokalne władze chciały ją kupić z przeznaczeniem na kobiece więzienie. Grupa rodziców uczniów zakupiła teren pod warunkiem, że zakonnice nadal będę prowadzić szkołę. Prowadziły ją aż do 1998 roku, kiedy to obecni właściciele kupili posiadłość i przekształcili ją w hotel.

Na piechotę idę stąd do Naas. To trochę jak podróż w czasie. W Naas mieszkałam przez pierwszy rok pobytu w Irlandii, ponad 11 lat temu. Najpierw stres przeprowadzki do zupełnie nowego środowiska, dziś dla mnie niepojęty 🙂 Fajne i niefajne momenty. Różne prace. Miłe zaskoczenia i osobiste rozczarowania. Chyba jeden z najtrudniejszych momentów w moim życiu, choć przecież sama tego chciałam. Stanięcie na własnych nogach. Uświadomienie sobie jak silna jestem. Coś, co procentuje do dziś.

Z perspektywy 11 lat stwierdzam, że Naas nie jest ładnym miasteczkiem 🙂 Pub który lubiłam został zamknięty bardzo dawno temu. Jest tu jedna główna ulica. Od lat szereg budynków straszy pozamykanymi lokalami i sklepami. Jedna księgarnia, kilka sklepów z ubraniami, raczej z wyższej półki, kilka pubów. Oglądam ruiny kościoła Św Dawida. Czytam na tablicy, że został on zbudowany z wapienia w 1212 roku.

Naas ma trochę antycznej historii. Irlandzka nazwa Naas to Nás na Ríogh – miejsce spotkań królów. North Mote to mały kopiec, w którego miejscu jak czytam, ponad 2000 lat temu stała rezydencja królów Leinster. Leinster to nazwa dużego rejonu Irlandii, który obejmuje hrabstwa Kildare, Clare, Dublin (Fingal, South Dublin, Dun Laoghaire – Rathdown), Kilkenny, Laois, Longford, Louth, Meath, Offaly, Westmeath, Wexford i Wicklow. Ostatni król, który tu mieszkał nazywał się Cearbal i umarł w 904 roku. Obecny kopiec jest jednym z najstarszych w miasteczku obiektów stworzonych przez człowieka, datowanym na IX wiek. Zbudowali go Wikingowie po swojej inwazji na wyspę. Ma wysokość około 9 metrów i 90 metrów średnicy. Obecnie na szczycie kopca stoi mały budynek zbudowany w XIX wieku.

Idę na długi spacer wzdłuż kanału. Cisza i spokój. Na wodzie kaczki z małymi kaczuszkami. Mijam kilka zapór. Pasą się krowy. Przy jednej z zapór stoi budynek Naas Gaswork wybudowany w 1865 roku. Barki w tamtym czasie przywoziły z Dublina węgiel, przetwarzano go na ogrzewanie i oświetlenie dla miasteczka.

 

Co. Clare

JS7tlFwb8xDOsv4SuX

AFrQh8SP1GsIJNWtpX

GhWhZu2pKcSbsySO1X

 

XkGUXT286kD2ajVDaX

 

O57Wffo1SvvowB5TaX

eh7tmIRw0OZI5B9VCX

MznmgkKOMw4mobaYaX

4Lo04bdghd1tU1nZoX

RYDTK1aEu7hvFUhawX

RENmbYbDCVnYWKHLfX

nuK4qfD8hjXBQsEHQX

51B9yeX2LYrEZiBtRX

HEy44YJv0BkuI0TpZX

VDhugqiY0kbUMgTdqX

UYuzIx6f8SECCDKylX

cwumfQwj8YVZD5ghLX

 LlvYWZWgJxtsyQcmHX

5RTUbMkGmjpH2UviDX

gQxLqNxTh4m7Pi5LjX

2RbRESn6xuEDFF3AgX

FCa6ygSJMjSnmzMR2X

YxELbIOu6YYbgzO8VX

osLEQnvgKM6k99wgBX

 UZ2sDw3xjDHqpN6MaX

 Cm7Z3bzXyP8MdVaupX

XwuzRRdJOgPN4Ff6VX

e29uxMoWYuqnA1rTPX

uCucRbwvKkJ1zfnGQX

Do Hrabstwa Clare wybieram się w długi majowy weekend, z dwoma koleżankami. Jedną znam od dawna i czasem rozumiemy się bez słów:), a druga jest jej koleżanką i okazuje się być bardzo fajna. Mamy rezerwację się w B&B w Ballyvaughan. Koleżance, która rezerwowała nocleg rozładowuje się telefon, a żadna z nas nie zanotowała nazwy miejsca. W końcu udaje nam się dotrzeć na miejsce.

Podziwiamy wapienny płaskowyż Burren. To niesamowity, kamienisty krajobraz. Cytat z adiutanta Cromwella doskonale charakteryzuje te tereny Brakuje tutaj drzew, żeby człowieka powiesić, brakuje tutaj wody żeby człowieka utopić, brakuje tutaj ziemi żeby człowieka pochować” .

Zaglądamy do małej fabryki perfum pośród kamienistych pustkowi. Pracownica opowiada nam o procesie produkcji mydła. W małym sklepiku oglądamy też perfumy i oleje do twarzy. Tam, na końcu świata, w kawiarni spotykam 2 osoby z pracy (obecnej i byłej).

Poulnabrone to liczący 5 tysięcy lat wapienny grobowiec. Ponad 30 osób zostały pochowanych w tym miejscu. Niedaleko stąd, niecałe sto lat temu wykopany został okazały, złoty naszyjnik z epoki brązu. Obecnie można go oglądać w Muzeum Archeologicznym w Dublinie.

Po raz nie wiem który jestem na klifach Moheru i zawsze mnie to miejsce zachwyca. Okolice najbardziej popularnego miejsca na klifach bardzo zmieniło się od mojej pierwszej wizyty w 2006 roku. Teraz wszystko jest zabudowane, wcześniej ludzie siadali do zdjęć na półce skalnej 🙂

Klify mają w najwyższym miejscu 214 metrów i długość 8 km. Klify wypiętrzyły się około 320 milionów lat temu. W najbardziej obleganym miejscu, blisko krawędzi klifów, stoi Obrian’s Tower wybudowana w 1835 roku. Widać stamtąd wyspy Aran. Visitors Centre zostało oddane do użytku w 2007 roku. Jest wbudowane w wzgórze i stapia się z otoczeniem.

Włóczymy się po starych cmentarzach. Wymyślamy tytuły przyszłych bestsellerów, które zamierza napisać koleżanka.

Spacerujemy po Loop Head. Jest zupełnie pusto, trawa ugina się jak mchowy kobierzec. To tu jest ta charakterystyczna skała oderwana od lądu, ale ciężko to zobaczyć spacerując po klifie.

Szukając delfinów trafiamy na malowniczą ruinę nad brzegiem morza. Przełazimy na wyłączonym, na szczęście, elektrycznym pastuchem i robimy zdjęcia. W drodze powrotnej dostrzegamy informację o niebezpiecznym byku który tam ma swój wybieg. Na szczęście go nie było 🙂

Po całym wyjeździe boli mnie brzuch – od śmiechu.

Kresowy płaskowyż Burren i klify Moheru są na liście Unesco. 

Newbridge, Co. Kildare 3

O7VQ30h3UOS1rYbnuX

TZmegn8PLR0bm58QwX

CuF7vWWFpraUwbXLEX

ZGXcIVr1KAGm1r13yX

5bhvEOdhvXBJJOqSdX

H4aRyshAbFMdfDra7X

yQ6i6xreM5t2XCk89X

28oIOA7hM2o0aNTtaX

qqSsdzecp1YbePyEQX

UBwTWxb2YM0sznfAcX

cfz8Grx3RLewjTBgEX

k3KaCMJd8Va6lnBDjX

Na początku kwietnia odwiedzam moją koleżankę mieszkającą w Newbridge w Hrabstwie Kildare. Z powodu strajku autobusów czekam na przystanku w Dublinie ponad godzinę. Dublin jak zawsze jest pełen turystów, kwitną jabłonie i wiśnie. Pogoda jest tak dobra, że często chodzę bez kurtki. W centrum miasta niestety jest sporo bezdomnych i żebrzących, na ulicach gdzieniegdzie leżą śmieci. Pobocza drogi są porośnięte żonkilami w różnych odcieniach.

Newbridge jest największym miasteczkiem w Hrabstwie Kildare. Jest położone nad rzeką Liffey, która przepływa dalej przed Dublin aż do morza. Nie jest zbyt pięknym miejscem:) ale ma przyjemne miejsca jak np. trasa spacerowa wzdłuż rzeki.

Z koleżanką obchodzimy wszystkie sklepy charytatywne w poszukiwaniu książki – bez rezultatu. W kinie oglądamy Piękną i Bestię, który to film bardzo nam się podoba. Nigdy wcześniej nie widziałam żadnej innej jego wersji. Wieczór spędzamy w restauracji, a potem do 2 w nocy siedzimy w pubie, coś co bardzo rzadko mi się obecnie zdarza:)

Następnego dnia wybieramy się do Pollardstown Fen Nature Reserve – rezerwatu położonego na wysychającym bagnie. Jest to spokojne, urocze miejsce. Drewnianą kładką przechodzi się nad podmokłymi terenami, potem ścieżka wiedzie wśród pól.

Basel, Switzerland

aMLOXCd6Cmpr9lP7wX

3QQbL9Q61Id2W0rN6X

j3zbUIvYQaVzS4EwbX

lL4Z4yqyUWn1MwlwDX

5LqKohayBhzHRMDf3X

9O2kewlizrMSYBawxX

OsEKinMoJwpabLfPIX

fP0fpxrM2vlZWKu5uX

LbwOAj1zQ8lqglxBdX

 lLQGGH3rXvzyHM6ZtX

LmQ8y9G39Xpvma7UIX

k43fPA0a0E1lK4gIRX

H3RewabSTIgaKsobvX

0icp8F93vJq2i5AcUX

nlr6Su2GGGPQE638SX

waIEOdRVhmCrlWdBBX

9zK5DdbeROX9BxPHEX

kCaEPi50pjpTxZVmpX

QAk9221rvulmW94ZmX

KQq2vu1qEfDIWa8c4X

vD0KaxrRz8OOMKjqHX

apVeVhbMSHJuqNqKYX

0P4JSbml3l7oVivd2X

Ne1zIjKt8YqNNFuEBX

Gv0giHWLhpmjGNGfTX

4PPdYNCxCaikUTTqXX

vxRQ1Or6FD50W7YXAX

LQRx1h6qcDPerLiu5X

4StDi9Uo0aPxSs9u4X

miPrfaa2b3bp1YTViX

aqiOE5NXvy4Lc1WUmX

Laay5aV0apIGoR7sgX

 IMIYLPebOiEdyaBJqX

smRi1BgL1O5bLdxuTX

gbsylYfvASLGqNQSmX

4dNQfmNPhZ5chirELX

bIr5o5725ZZ7v0UxGX

23ZonzB9s5GK5txHuX

QVS5xVJEaSaSmQB9QX

2RMaTmPObNnKZL8FRX

zXqF07knF5zDqm9NsX

 H2fKXFwSwBf9wpYbNX

HHg4BkLhGRhObHnMLX

snvFlIV92eqeLhevSX

GXE6weFbSs4ZQ7m2IX

wjWAC5fbDzK5qPp7qX

wbaMi9nX7BTob3XaxX

Z Colmar jedziemy pociągiem do Bazylei (Basel). W pociągu jakaś baba zmienia dziecku zafajdaną pieluchę w przedziale (choć toaleta obok). Smród się rozchodzi i uciekamy na koniec pociągu.

Jest niedziela i większość sklepów jest pozamykana. Szwajcarzy są bardzo uprzejmi. Zatrzymują się jak tylko zbliżyć się do pasów. Bazylea jest starożytnym miastem. Dzieli się na Małą i Wielką Bazyleę. Na pierwszy rzut oka miasto nie zachwyca aż tak bardzo. Potem jednak zagłębiamy się w wąskie uliczki i robi się uroczo.

Przy Munsterplatz, rynku starego miasta stoi katedra zbudowana z czerwonego piaskowca. Powstała w XI wieku, w obecnym kształcie od XIV wieku. Wdrapałyśmy się po wąskich schodach na wieżę kościelną skąd można podziwiać panoramę miasta, kryte dachówką średniowieczne domy i przepływający tuż obok Ren. Wewnątrz kościoła znajduje się grobowiec XVI wiecznego filozofa – Erazma z Rotterdamu.

Przy Markplatz, gdzie schodzą się trzy główne ulice handlowe, można podziwiać jedną z najbardziej charakterystycznych budowli Bazylei – XVI wieczny Ratusz. W kolorze ciemnej czerwieni jest przykładem stylu burgundzkiego. Bryła budynku, okna, balkony, zdobienia i strzelista wieża – wszystko to sprawie, że budynek ten przyciąga wzrok i zachęca by obejrzeć wewnętrzny dziedziniec, także bogato zdobiony.

Warta obejrzenia jest także fontanna Fasnachtsbrunnen przy Placu Teatralnym. Tuż obok budynek wielkiego kościoła można wynająć na imprezy 🙂

Tego dnia w mieście odbywa się chyba jakiś festiwal. Wszędzie pełno orkiestr, dużych i małych. Nieustannie przemieszczają się po mieście. Muzyka fajna, ale jak się zbyt blisko stoi to trochę ogłuszająca 🙂

Przyjemnie spaceruje się promenadą nad Renem, jest ciepło i ludzie siedzą w restauracyjnych ogródkach. Mała łódka przymocowana do wiszącej liny przepływa z jednego brzegu rzeki na drugi. Jest piękna wiosna, kwitną kwiaty i drzewa. Wieczorem oglądam cudny zachód słońca z hotelowego okna.

W samolocie do Dublina siedzi za mną dziecko i ciągle kopie w moje siedzenie. Kilkukrotne zwracanie matce uwagi nic nie daje. Ryanair kiedyś żartem puścił info, że będą loty bez dzieci, szkoda, że to tylko żart.  

Colmar, France

1He5tWG57ICEGjfr6X

cnUHZNi7oSPOEZm95X

hFR0s5pTDgqbyHM5VX

Vb4GG7jo7xh6dMVP0X

I6GyX5piasAAZqCyzX

lLppqTAm7N95fcugaX

4Vvl2oaqfG7dwgVCkX

nxuj1h3oSDiolKva6X

RzTv8yKHHaVQPvwUEX

l09QXNEa4bVSqFBlyX

LcraBSAOJaDCbdsNlX

dbSJa7MNEH2vJ7k7OX

y0NtSPMOAqRgofA3LX

IPx2F04cZVKb0aMkqX

7sH3sLIMlD5V9LFtjX

6ugzbnkaXPRxidihVX

PdFra0vrQ3895Dx5vX

twaRlBELeaoGrEYHaX

abWvhUoKNJ0jLZNFVX

VdFM81WZOQPP2m9sdX

qeoB8aQ23lOAoo3pMX

1pwFQNgDn42s4aNWFX

a7ZjyuPkwab9kaN3GX

ia7TzXxk1eNOGxOwgX

4fabpkqTItjFG9tjnX

 61oNLrcvVlBmGvqQaX

 P9knMeWTNE8zcN3QBX

gxKocpnJoBp3S0aXpX

GpvKbtPfKmbmuKRSxX

pbfWb7Xh1vpTaMhNlX

qHfBtIZxYRa6kp3nnX

TIcHOCFyy0G4BBgxiX

4bJ4VuuIrgFhaDCcPX

GQF0cfyp9R2YQt3qFX

Dtqfn5ELAYlJ8NILsX

wOOD0gfaapoYA61DpX

MO3aL4QyX8b4hS05OX

NRvfUtZ3iBjdzF4EoX

yU5c2ovxGjjxs02NLX

Rw4qtAHLJXaIk9OkzX

fdJmQ60nZaMqlBReOX

bXBTejGQra5jywTZxX

7GR2HnBmwup0fM0bAX

0D61fCyZJ1tR6NBzgX

b940eTtcdRaJsUhB6X 

nods0GqhRlRlJSSRJX

UqoaRa9EWgJSrHnd1X

rjSBZVcgmavzspk1WX

M2UOqHUUMI6z1zAe5X

Do Colmar, uroczego średniowiecznego miasteczka na wschodzie Francji, przy granicy ze Szwajcarią i Niemcami jadę w dzień Św. Patryka. Tym razem podróżuję z koleżanką. Zaglądamy do irlandzkiego pubu Le Murphy’s, gdzie dostajemy zielone świecące okulary, by w bardziej widoczny sposób świętować.

Przez dwa dni spacerujemy, robimy zdjęcia, zaglądamy do małych sklepików, podziwiamy misterne wyroby cukiernicze. Ja zawzięcie oglądam oferty mieszkań na sprzedaż. Jakoś tak mam, że gdzie nie pojadę to od razu chciałabym tam mieszkać 🙂 Architektura tego miasteczka po prostu zachwyca.

Pływamy łódką po części miasteczka zwanej Małą Wenecją. To w zasadzie jeden kanał, ale miasto wygląda pięknie z tej perspektywy.

W muzeum Unterlinden, mieszczącym się w dawnym XII wiecznym klasztorze dominikanów oglądamy dużo ciekawych obrazów w tym Moneta i Picassa, oraz trochę sztuki nowoczesnej, czasem ciężkiej do zrozumienia 🙂

W internecie czytam, że Colmar to duży ośrodek produkcji wina. Chyba to prawda, bo wino jest bardzo tanie.

Warszawa 4

adPgVMKQe2VE4LjaVX

o0GjHsnX90aZaHm9pX

IApumuU1zesC6unCrX

fmTCtI7VyRX1o94ExX

UAaQxTxKve0oakpVjX

bgnchgifJCQeBFdjiX

QCIWMbdH4qIU9KJKrX

6MXqAq8LC9MOjjtaZX

OG9yzsqcU9ILCQ3ZcX

U5mHPJ9VpUG8cbieeX

6X4gZwQCvVmj0myfSX

v1vyMfebY8luL9YaaX

8GgaZvJLQWvvSRwsWX

TsraWDZFhJOlWGYQ7X

6ckvMTXkz9YS6MqtrX

YRamRtqOZQ03eqbAwX

ZMztgfWzaFtiF78bvX

zqZkZ2RoraMSqynFGX

Q5aVemaVBqx3WGLUwX

3gIRn9bi6fo20HmTwX

cUYHqBWvJ7lJGNPozX

PhJ71tM34g7ajsJdFX

0JbK71QGYZHXPb2mgX

CC8rWXaAIK3btz88yX

2CGzHn9aOap3UttXoX

KHH39FO9jz1R68SI8X

ldQvfkNoyAwqctWnkX

Hwm6aLM26qT3qC6GsX

YwzrfRcuWcMRA7AnMX
ZnLHvaYfUjn65D1zPX

Budzę się przed świtem by zdążyć na samolot – do domu 🙂 Jestem wykończona, z niewyspania i trochę z przepracowania. Kilka przystanków dalej wsiada jakiś facet i zwraca się do kierowcy per sir. Od razu myślę, że to chyba jakiś turysta, my tu wszyscy jesteśmy na ty 🙂 Facet siada, wyciąga telefon i okazuje się, że to Polak. Bardzo ciekawe bywają rozmowy jakie ludzie prowadzą w miejscach publicznych. Kiedyś w dalekobieżnym autokarze dziewczyna za mną rozmawiała, jak sądzę ze swoim partnerem o jego potencji, a raczej jej braku 🙂 No więc facet dzwoni do swojej partnerki i przez ponad pół godziny rozwodzi się nad tym co będzie jadł jak już dojedzie do domu, czy zje sam, czy z rodziną, do którego sklepu uda się po zakupy, czym tam dojedzie. Wszystko to przed 7 rano. W końcu po wielu cześć cześć, pa pa rozłącza się, by znów zadzwonić i na głos myśleć czy może kupiłby dom, bo szkoda kasę na lokacie trzymać. Czasem mam wrażenie, że rzeczy nie wypowiedziane na głos, dla niektórych ludzi nie istnieją.

Na lotnisku widzę z oddali faceta z torbą podróżną i wypchaną reklamówką w ręku. Reklamówka nie wygląda na lotniskową z duty free. Z bliska widzę na niej zdjęcie mięsa i napis – apetyt na więcej. Po foliówce wnioskuję, że zmierzamy do tej samej bramki.

W domu, jak na zamówienie pierwszego dnia pada śnieg 🙂 Dość szybko się topi. Jest jeszcze brązowo i szaro, na moment przed wybuchem zieleni. W naszej okolicy cały czas słychać piły:( Sąsiad wyciął wszystkie drzewa na swoje posesji. Na innej działce leży wielka sterta ściętych drzew. Pogoda jest dobra, ciepło i słonecznie. Wszędzie sprzedają tulipany. W mojej niedalekiej okolicy na miejscu starego dworku teraz stoi blok. W centrum wybebeszony Smyk, ogrodzona Rotunda – tuż przez ”remontem”, ogólnie dużo zmian, wyburzenia, nowe budowy. Przy Stadionie Narodowym wciąż leżą hałdy śniegu. W sklepie z rękawiczkami podziwiam te koronkowe, ponoć wciąż są starsze panie które je noszą. Przy rondzie De Gaule’a widzę Filipa Chajzera jak robi jeden z reportaży. A w domu, jak to w domu, jest fajnie 🙂 Obżeram się, spędzam czas z rodziną, bawię się z kotem, i nie chcę myśleć, że to tylko 10 dni. Całą rodziną oglądamy w Teatrze Polskim sztukę ”Pożar w burdelu”. Sztuka naprawdę świetna, owacje na stojąco i bisy. Z Mamą jem obiad w wegańskiej restauracji. Przy stoliku obok polityczne i społeczne rozmowy. Obecnie polityka tak dzieli ludzi jak mało co. W domu oglądam trochę telewizji i bardzo to przygnębiające jest.

Jak zawsze zbyt szybko wakacje się kończą i trzeba wracać. Lotnisko w Modlinie jest chyba zbyt małe jak na liczbę pasażerów, tyle ludzi, że nie ma gdzie usiąść. Polak z obsługi Ryaniara sypie żartami przez samolotowy megafon.

Dalkey

luYsBEUofD04yzwM9X

2BIG0guXzcb4vTzDxX

TjB7897j82hjbn5r0X

bixEDANZpS8xIqunJX

ovzSYnuJHqgTxzWmvX

qJnQzZz1HHzwwTBkZX

6eo1ou9iaIm6u0U7tX

2yScufop5y1rBU0ZRX

tZS34IRUPv3k4lmbIX

aMxa4UH8Ue2uRV9r4X

YUDH6oW5BjA4tnjGVX

4vgdU5SkilsbIbfRXX

4EHdqbeG4nBCR7MgyX

mvJdnaKdyPbil1dtMX

F5jE95j1aBHyVvI6vX

joahdEpPuIFReyYG3X

X2vbuN2har7COw8AxX

dFvJbISfthgotUT5mX

o0AlquwoD1jEsZ9qbX

y3h9bqwFgai570f6EX

49UblholX58RduCOMX

9yHOAhKoer4rMBYrbX

kCiXxaDnk7s52obHqX

NLKS5pOMZntikBkFNX

pnGgCjnpF885pc8GyX

ynErcfdJZwpMjdyxVX

OwcR9ybAIaBZj6n2jX

u6HgImrWykGt6gh5OX

j1LjbbTw2RKpYbHpdX

sX2L7b6BAEx0NFhOdX

QQHujr9xfgLftOC2QX

NnC8cbae7ydETcGNAX

Dalkey to jedna z nadmorskich części przedmieść Dublina. Po irlandzku Deilginis, nazwę swą zapożyczyło od nieopodal położonej wyspy, w kształcie ciernia. Deilg znaczy cierń a Inis – wyspa. Dalkey zostało założone przez Wikingów, w średniowieczu było ważnym portem. Wzdłuż wybrzeża znajduje się kilka przystani. Przy jednej z nich można spotkać foki. Przy głównej ulicy znajduje się niewielki zamek, który jest średniowieczną wieżą obronną.

Dalkey jest urocze. Jest tu kilka kawiarenek i restauracji. Można podziwiać zatokę Killiney i okoliczne wyspy siedząc na nadbrzeżu za opactwem, albo spacerować po wąskich uliczkach i podziwiać miejscową architekturę. Jest tu wiele ślicznych małych domków. Od kilku lat w Dalkey odbywa się festiwal książek.

Z Dalkey pochodzi Maeve Binchy, słynna irlandzka pisarka, autorka wielu powieści. W Dalkey mieszka także Van Morrison, a Enya i Bono w pobliskim Killiney.