Mount Usher Gardens and Wicklow Town

IqNrlg160TsZVeWaiX

iD8GCNI4h5yrZR52CX

8eJh38aWZaBLkE7dfX

TWHcKC7L1eyDqjSdzX

kYyVH8Z5TWtDojMQ0X

oJAMNCUGDxH7CEkiEX

DJ4OjwsHdfanbiZrxX 

JOoqmEm0YLBUGI323X 

Caku5a5SfwpTCUmxnX

XqwwP4SzXybJJFF4bX

zl57NdgcWMf1M8HbuX

Pr7tFV3HmGuWJwBP1X

1oSdRTGnB6ISl1TS2X

GsCgXEXyeYqEI8KlaX

9NQI9NuUV1uiaM2eWX 

szd0tWp8D4AJtVdKOX

h3io1qfnPaN9jWI8cX

Kpl4HZ0JWva8JPC2VX

NgerOMjSQeax5zuFMX

F7hEV2vSDUUngyc2NX

KKrK6IsjhhH8dM3gEX

ffFvh52HHQRs8b82PX

X518YRxR0uJ6W855FX

ru0P2DuAQQAvlASh2X

sJetcp7PJBy3o0NImX

uMib0xX8hagV3YJ5sX 

aIbOuWiPFgESlbPTqX

KtKJqRwiplZevjSYRX

EA0Ql8JSZ5BLW50yeX

BIzcplliL8TVDxcgHX

i9u80i0zTWisNmyqoX

l5VRLWt5C2toETj7qX

vT74BFMbJaWv20iDKX

fXECZzn6ENiNbS1UmX

 Pisanie jakoś ostatnio mi nie idzie. W pracy duże ciśnienie. Staram się jednak nie zostawać po godzinach. Ludzie odchodzą szybciej, niż zatrudniani są nowi. Czasem zastanawiam się, czy tego nie pieprznąć i nie wyjechać w Bieszczady 🙂 To znaczy najpierw zmienić pracę, zanim będę miała dość pieniędzy by znów zacząć długą podróż.

Zaczynam chodzić na siłownię, bo siedzenie całymi dniami na tyłku nie służy mojej figurze. Siłownia to coś co zawsze wydawało mi się odpychające. Teraz jednak wylewam tam poty. Postępy idą powoli, bardzo powoli. O mało nie spuszczam sobie na twarz 5 kilowego odważnika. Gdy spadam z bieżni, trener mówi, że następnym razem to nagra i puści na youtube.

Pogoda jest dobra, bardzo dobra, jak na irlandzkie lato. Kąpię się w morzu. Chodzę na yogę, oglądam jak w zależności od pogody zmieniają się kolory gór i morza. Staram się być tu i teraz, ćwiczę to od paru lat. Ale snuję też trochę planów.

Z popularną blogerką, i bliską koleżanką w jednym, Dublinią, wybieram się do Mount Usher’s Gardens w Ashford. Ogrody zostały założone w 1868 roku przez rodzinę Walpole. Jest to przykład wspaniałego, dzikiego ogrodu z ponad 5 tysiącami gatunkami drzew i krzewów. W 1980 roku ogród został kupiony przez Madelaine Jay, która poświęciła 30 lat życia na doprowadzenie go do obecnego stanu.

Potem wybieramy się do miasta Wicklow. To stolica hrabstwa, w którym obie obecnie mieszkamy. Miasteczko jest małe, niezbyt piękne. Cudne są za to ruiny zamku na skarpie nad morze. Pogoda jest świetna, w wodzie pływa foka.

Zadar na pożegnanie

RaK572wscPhYWub9mX

vAsl6B8LEk16etATdX

aKJX6pJxHmwItK0BaX

xPZmDWxaMPAAfXcKNX

aBPvtYVrDL5NscG3qX

miyVxTbZibstN8hjGX

 hzVRV4kf8fRhFcAOhX

ZT77ZQ62YHmnONyaoX

tfn2lpr9z6RtlchqEX

35QOmzt8X0YdboAViX

t3YbcAoVgmrQp81zGX

GxdHlNuh2OCAX0KzRX

ua7lCo9NuuZ1LpTtxX

rl5GI4b8rCySHqVe8X

cZJgAvrIshUhMjlb7X
Odległość między Dubrownikiem i Zadarem to około 350 km. Autobus może jednak jechać ten dystans 7-9 godzin. Droga na dużym odcinku jest wąska, po jednym pasie w każdą stronę i brak pobocza. Autobus zjeżdża z trasy by zabrać pasażerów z pobliskich miast. Większość mojego ostatniego pełnego dnia w Chorwacji spędzam więc w autobusie. Mój samolot powrotny jest z Zadaru, a nocnych autobusów na tej trasie nie ma. Siadam po dobrej stronie autobusu i gapie się w okno. Za szybą przesuwają się widoki jak z pocztówek. Gdy dojeżdżamy do Zadaru trochę przed czasem jestem bardzo zadowolona. W drodze do hostelu z oddali podziwiam akrobacje synchroniczne samolotów. Żałuje tylko, że nie oglądałam tego z brzegu morza. Wieczorem włóczę się po zadarskiej starówce, która ma kojąca, relaksującą atmosferę, słucham morskich organów, oglądam zachód słońca, piję piwo w cichym barze. Hostel – mój ulubiony ze wszystkich, w których spałam w Chorwacji. Nieduży i cichy. Następnego dnia obchodzę wszystkie ładne miejsca, by się nasycić. Tak późno odbieram plecak z hostelu, że recepcjonista żartuje, że jak się spóźnię na samolot to zawsze się dla mnie miejsce znajdzie. Wyjeżdżam w dobrym momencie, od następnego dnia ma padać przez kolejne dni.

Niektóre nowoczesne bloki wyglądają jak klocki lego. Dopiero wieczorem, jak robi się chłodniej w jednolitych ścianach otwierają się okiennice zasłaniające w ciągu dni okna i drzwi balkonowe.

Chorwacja leży na pograniczu Środkowej i Południowej Europy, nad Morzem Adriatyckim. Powierzchnia to 57 tyś km2, a liczba ludności to ponad 4 miliony. Stolicą Chorwacji jest Zagrzeb.

Dubrovnik

4OwAvVbjXgVn30p1LX

pYmmd1T2bwVqCBeW7X

DiEwIIDKhwFfmadEzX

vaSL6nn6yPaidTN9pX

nHRwianCxy27XlKCYX

Bwv65v1QrPL8hEob8X

jgbbmu0VIV1mXNi4LX

VaZEolGzCjIKIWLYJX

Ut0b8V6FbrTR7viZHX

blb36aaEagaZHx2e4X 

m5CmFmHVUJagJGSaVX

klXJK8gJqU7Qq2c8GX

xlvVHXbeyzLvFqdxHX

94cE2TzkfcCYUwwthX

cumQz8s0dQX8LX1CGX

acIuVdX3rSda6wrEZX

5NDuuGbfA9ghCu5f4X

iDz9yCYMjiGWa6wvTX

2jjFHICDmOUFRgmuMX 

5iDl930T1xb27SC8uX

jzVAIqV6OVWLG0lbHX

 kwbXXQyzdNG7OAvo7X

 lD0eBYT6BaTIafjYmX

 3m1egD2P6RYTJTZqQX

 bDYJpE5765j7CbpeWX

ZEa0zROVHgo859wQ6X

Obiady jem w wegańskiej restauracji. Jedzenie bardzo dobre. Położona ”piętro” wyżej od głównej ulicy, prowadzona przez miłą parę. Jedzenie jest bardzo dobre, ale ceny wyższe niż w Dublinie. Sprzedają wydaną przez siebie książkę kucharską. Chcę kupić póki nie dostrzegam ceny – 50 euro.

Postanawiam po powrocie do domu kupić obie książki Jadłonomii – za cenę o ponad połowę niższą.

Ceny w Chorwacji, a zwłaszcza w Dubrowniku są chyba wyższe niż w Irlandii (gdzie nie jest tanio). Sprawdzam w necie minimalną chorwacką płacę. Trochę gorsza niż w Polsce. Zupełnie nie adekwatna do cen, a to nie jest jeszcze szczyt sezonu.

Spaceruję po uroczych, wąskich uliczkach Dubrownika i staram się napatrzeć na zapas.

Zamierzam wejść na górę Srdj, skąd rozpościera się widok na stare miasto i otaczające je wyspy. Wejście powinno zająć około godziny. Lejący się z nieba żar skutecznie mnie do tego zniechęca. Większość szlaku jest na pokrytym kamieniami zboczu i żadnego schronienia przed palącym słońcem. Na górę dojeżdżają wagoniki kolei linowej, ale akurat do tego zniechęca mnie cena.

Ostatniego dnia rano idę popływać. Już wcześniej wypatrzyłam sobie skałę z drabinką, położoną kilkadziesiąt metrów poniżej poziomu ulicy, gdzie kilkukrotnie widziałam pływających w morzu ludzi. To nie jest uczęszczane miejsce, więc zdecydowałam się tam schodzić tylko jeśli zobaczę, że ktoś już tam pływa. Jako, że wypatrzyłam jakiegoś faceta, zeszłam wśród bujnej zieleni, po niezliczonej ilości stopni. Facet w tym czasie zdążył wyjść z wody. Rozebrałam się do kostiumu i nagle mnie strach obleciał, że ta drabinka jakaś wysoka, że woda jest dużo poniżej poziomu skały. Spojrzałam w górę, gdzie facet siedział i zobaczyłam go całkiem gołego, co było podwójnie nieprzyjemnym widokiem, bo był bardzo gruby. Szybko się ubrałam i poszłam szukać innego miejsca. Znalazłam bardzo przyjemną plażę, prawie pustą. Woda cudowna, chłodna, ale nie zimna, przejrzysta. Ostatnie pływanie w Chorwacji.

Dubrownik jest najpopularniejszym miastem w Chorwacji. Słynie z architektury i zabytków. Ma wielowiekową historię sięgającą czasów sprzed naszej ery. Przez wieki zmieniał nazwę, przechodził z rąk do rąk, miał okresy całkowitej niepodległości (Republika Dubrownicka), mocno zniszczony w czasie II Wojny Światowej, a potem z wojnie Bałkańskiej. Dziś, w pełnej krasie, jest na liście Światowego Dziedzictwa Kultury Unesco.

Lokrum Island

8KAYIsSeRTrA5fa3lX

h9iiUghOGUGjUVqM7X

FHzNzHtMev1xGWa1rX

iAm06u09jOXEHDnuqX

KuUKRxT5jhCAQScu4X

JOEGzzN5fiZRLwgO5X

MANFRaytX43TBmKEPX

pqPNp4fWmKazDXbz8X

egBTnCbbCoDxKnQQbX

 boUhTcFlAfdk5cbX0X

 btaKbX1FpMNtxLdX6X

 0yEbllavujb8bmVetX

axaQDCZqNUQv9y0uvX

QQT6LtF28yDIbe31dX

Kt6UcaWyAwzaRdhKXX

jr6amdbIcHx4rs3ccX

as48t0K35WKTTs1KEX

aitN5mavxdjBrZ9CDX

bo1GtK60FfllXdgbaX

Pr4fJVvCIx6Zn1EbeX

OCMAluYvRegwma3B7X

EzjCbLCda0pTscpBvX

6gte9utqMUOxGjmvfX

1aFMYmZ4jU4AkKW2oX

0Db14RK5RwyP48pYAX

 

Na wyspę Locrum dopływam w 10 minut stateczkiem z Dubrownika. Cała wyspa jest rezerwatem przyrody, ze względu na swoją niezwykłą faunę i florę. To super miejsce by uciec na trochę z zatłoczonego Dubrownika. Jest tu gaj oliwny, ogród botaniczny z niezwykłymi kwiatami i krzewami. Małe, słone jeziorko, zwane Dead Sea (Morze Martwe), w którym można się kąpać i które ma pdziemne połączenie z Adriatykiem. Do wielkich skał przy brzegu przyczepione są drabinki i kąpiel w morzu jest cudna. Woda jak z obrazka, przejrzysta, o niesamowitym kolorze. Na Locrum jest dużo pawi i obserwowanie ich jest dla mnie fascynujące. Jest tu kilka tras spacerowych.

Wyspa była zamieszkana od czasów prehistorycznych. Pierwsze wzmianki są z X wieku, kiedy to Benedyktyni wybudowali tu monastyr. W ruinach starego opactwa mieści się dziś wystawa o historii wyspy, a także restauracja.

W1667 roku wyspę, tak jak i Dubrownik zniszczyło trzęsienie ziemi. Benedyktyni opuścili ją, rzucajać na nią klątwę, jak głosi legenda. W 1806 roku Francuzi zbudowali tu twierdzę Royal Fort, którą poźniej przebudowali i użytkowali Austriacy. Jej ruiny stoją do dziś.

Wyspa Locrum położona jest 600 metrów od Dubrownika, na morzu Adriatyckim. Jej linia brzegowa to około 5 km. Nie jest zamieszkana.

Mostar, Bosnia & Herzegovina

3nP7ODMKzDgJH9uaPX
aTv03ZBeSN1lTBD19X

twT05MekAEbhCS8YuX

bMb0Y9027MzjkpF6CX

Pf3uSrbZk0M1sbu3VX

Vs9MhkbCFXnxbabUVX

VUhZpovOSaR2rR3vIX

VaImxCkvvNVfjGmR6X

EUm4JsnNe6hbmh2MvX

 lkevgmBZoaxxezSlkX

 BFLVOJu8aWfKacm4SX

LfNxu5Z6vBAIVqcOMX 

T1wzK1f8OBbBr8MrjX

b9AahiaktkxB2NhlEX

ilC8GQoi9k8KqV42pX

PRuOeJ73hXR2hCyDgX

79Qm0bjwzMGRkWW0VX

YYtK57hUaPD8DL1FLX

4lisdW1KULvkyhZvyX

fqQV4dZVQluXWur0LX

7gbS8RROpRD5wgodTX

RF4x0ZOpTpkTTu49wX

YL81kO1NvVQFKbFQLX

 JWVSQ2MXZ0Wo2uav0X

6aI7R8DmYO3S4oNiFX

 pO7bLKf01opBVLWUjX

SDBNaosxdHub70lsoX 

kF4CxpNiaCJa3Aa1EX

wRvAbrLHyrtnbob4MX

bf77jJf66pbbLkRZpX

Z Dubronika wybieram się do Mostaru w Bośni i Hercegowinie. Z zorganizowaną wycieczką. Zwykle unikam takich atrakcji, ale gdybym jechała na własną rękę autobusem, to musiałabym zostać w Mostarze na noc, bo nie miałabym jak stamtąd wrócić tego samego dnia. Bonusem jest Park Kravica, który zobaczymy na koniec wycieczki.

Przejazd przez granicę trochę trwa. Wszystkie paszporty są dokładnie sprawdzane na zewnętrznych granicach Unii Europejskiej. Przewodniczka mówi, że dużym problemem jest przemyt alkoholu, narkotyków i co najgorsze z tego – ludzi, głównie kobiet i dzieci.

Przewodniczka opowiada o wojnie na Bałkanach i o swoim życiu w czasie wojny w Dubrowniku, gdy była nastolatką. Mój kolega z pracy w czasie wojny mieszkał w Mostarze. Bardzo dziwnie słucha się wojennych opowieści kogoś w moim wieku. W Polsce jest to zarezerwowane dla pokolenie naszych dziadków.

Mostar to miasto w południowo zachodniej części Bośni i Hercegowiny, jest nieformalną stolicą Hercegoviny. Przepływa przez niego rzeka Naretwa i to nad nią góruje symbol miasta – pocztówkowy, półokrągły, kamienny most – Stari Most. Oryginalny most został zbudowany w 1566 roku. W czasie wojny w 1993 roku most został zbombardowany i odbudowany w roku 2004. Dziś jest na liście Światowego Dziedzictwa Kultury Unesco. Do odbudowy użyty został ten sam rodzaj kamienia, natomiast to by miał ten sam odcień co okoliczne budynki, będzie musiało upłynąć kilkaset lat oddziaływania warunków atmosferycznych. Na moście można zobaczyć siedzących skoczków, zbierających pieniądze od przechodniów. Gdy uzbierają określoną kwotę pieniędzy, to skaczą do rzeki. Co roku organizowane są zawody w skokach. Jako że Naretwa jest bardzo zimna i pod mostem niezbyt głęboka, tylko najbardziej doświadczeni skoczkowie mogą brać udział w konkursie.

W Mostarze mamy inną przewodniczkę. Świetnie mówi po angielsku, ciekawie opowiada, także o realiach życia w mieście i w kraju. Niestety panuje tam bardzo duże bezrobocie. Natomiast ludzie są bardzo przyjaźni i nie nachalni. Jest zdecydowanie mniej tłoczno niż w Chorwacji.

Starówka Mostaru jest malutka, przesiąknięta długowieczną historią, do dziś wiele budynków ma dziury po kulach. Atmosfera wydaje się być dużo przyjemniejsza. Stragany z pamiątkami, które zawsze oglądam, choć prawie nigdy nie nie kupuję, mają znacznie przyjemniejsze dla kieszeni ceny. Na lunch zjadam gigantyczną sałatkę, której nie było w menu i piję lokalne piwo.

Park Kravica to przede wszystkim piękny wodospad. Można tu pływać, więc z chęcią chłodzę ciało po żarze, który leje się z nieba. Gdy wychodzę z wody, ktoś pokazuje mi węża, który właśnie łowi rybę.

Bośnia i Hercegowina to kraj na półwyspie Bałkańskim, w południowo wschodniej Europie. Jako suwerenne państwo istnieje od 1992 roku, kiedy to została proklamowana niepodległość tego kraju, co zapoczątkowało rozpad Jugosławii. Stolica jest Sarajevo. Liczba ludności to około 4 miliony.

 

 

Dubrovnik 2

5P95z3OMYWZzQzwJiX

rpzoUSGDvaaERFlsKX

kYkFUYaWhSrk2E0S2X

USWRYVQPQkfKSYk5FX

BILEGohPwXJHb0KBGX

1zQouoC4ReJvilLslX

WqaDLPV39rSSRiuOcX

ziA42Nco5GXSbKgz3X

7iLIJXZh7tFuqwuaaX

BYlWkb9p9faJJ5a3oX

 LehL80BZElOLPrDYbX

 0I8BJ3NwQsPgyadCsX

rwp0dwyHOlVOVQa8FX

UkuvxoNfJS8Tlh1b0X

vcqCKtBOIbKRqviXBX

66dTauOYU4C3iU11zX

fcM2RpBRx0RH3Ea31X

fVuSlgSIFPzLkBqcLX

bUo9YilwRIEqLbMrcX

kafC7tZqdDZHu6uppX

hMZAbp2FAy804eovNX 

Eq0frO1C0cnyhdn0hX

ecTDHt58lHtu89MLvX

ddNvlw0s208kDxhh1X

qIw8anSQWB9NuW6TQX

hY6bnDno246Ghq6emX

NwfHPZmY0VrtUBLXwX

k05kkuPaH5UXjfDZNX

bif7pFKmiiKUxfpeiX

MhOLf4c8kMwH66gotX

lkHadpO5d6dtWCVYNX

 6VsUTOBf6lbAu3aTTX

 R50gNgcvOfOS2N6kaX

 KfOnsQYsniLRhdwGJX

d8bbna9tBoahR2cWeX 

K9JE15Elskq84b3y1X

D4LvibatpLzaXTjWmX

DV8YfrEt7eaxI8dbhX

NdB99xMYj6JLBqnbKX

jbJoMO5qds3vrHxwUX

HYJD6n4XX7aiaooNiX

uyMZbPZMC5A3GpO71X

430DgCvztkbGLbH7jX

pr4I8bWZt3bKyFrvaX

Kxb9BtrcF1HmOdPm6X

nVFmZXNVxQMyn68OMX

CmSaJIaISOPXrHoCfX

8ZnRaGHKq81zFYecYX

M8OLe6ihKnMJgmnH6X

IM160foJHEfqvmOhhX

D47tqLC8C1chxtx2CX

NRxBWb6Ntqvemi2XLX

YPjkqmNbyb8Kv6VqNX

UnSY1hGxoI8SaUKSWX

xbJQNXs719clRj2bXX

wRxopQA7kYbwUbzIJX

 br4vrc1twYUheLBUwX

BkKOgp5B8js8G8NzFX 

NAd6sFaSsF4UVvCbDX

Do Dubrownika jadę autobusem ze Splitu. Nie dość dobrze patrzyłam na mapę, bo jestem zdziwiona, że przejeżdżamy przez Bośnię i Hercegowinę. Te kilka kilometrów, całkiem blisko od Dubrownika, to całe wybrzeże Bośni i Hercegowiny i dostęp do morza. Kierowca autobusu zatrzymuje się na obiad. Ja w dużym sklepie kupuję czekoladę, a potem piwo w knajpce. Płacić można w wielu walutach. Do Dubrownika docieram już po zmroku. Mój hostel jest 20 minut na piechotę od dworca autobusowego. Gdy kilka dni wcześniej szukam noclegu czytam czyjś komentarz, że trzeba sprzedać nerkę by mieć dobre zakwaterowanie w tym mieście. Ja swojej nie sprzedaję, ale tanio (nawet w hostelu) nie jest. Z hostelu mam 20 minut do starego miasta, co jak czytam w necie jest ”daleko” i trzeba ten dystans jechać autobusem.

Stare miasto jest cudne. Pełne wąskich uliczek i uroczych zaułków. Pałac Rektora, jest zamknięty przez cały czas, który spędzam w mieście. Dlatego (z płatnych atrakcji) decyduję się tylko na spacer po murach miejskich. Jest bardzo gorąco, widoki wspaniałe, na czerwone dachówki dachów, stare domy, morze. Jest początek czerwca (wiem, zaległości skandaliczne), temperatury przekraczają 30 stopni i wszędzie jest dużo turystów.

 

Split

saZ1WzRw9LgiNEtgGX

JtkU0Ea3lifCHjS5yX

 wAapJJgQavzkZCXjrX

 nlvlYaMQ0bXF8ARRvX

 84a0UabYaJ98wA4ynX

vN58iISL2uaxviaacX

esUlZG3ZGuIYN1JfjX 

cjM50PX1RjWu3aLbUX

X1RdOqF0abYIbE1lYX

HJMvFiEUc4evL5eXqX

 Kppst7jABBthPLSGKX

 nT5LBMPPJoHBUdMdTX
5UrUm1hbzn2WsarbqX

 8RiGUbsRR4VtIj5NqX

ZIdapcnhatBMUZut2X

tanM7ebaJwE6885xbX

o3jL4vhTcQtGbVE2XX

feAJfpDQtc05aKF68X

 iFtbsRly9GoGNVYniX

 FK33OlBM6e492h0XFX

 Qs5wTajVr3NNUBEn5X

 UOB3TgJzmvPRHLyACX

 AR4iQZoH1ZCZEPnA6X

zMYL4SHc21vvsN8EhX

Do Splitu dojeżdżam rano z pobliskiego Trogiru. Plecak zostawiam w przechowalni na dworcu (najtańsza opcja), chwilę poszukuję kantoru z dobrym przelicznikiem i idę na spacer po starówce.

Split – stolica Dalmacji i drugie największe miasto Chorwacji. Sztandarową atrakcją jest starówka mieszcząca się w ruinach pałacu Dioklecjana. W latach 295 – 305 ne pałac został wybudowany dla cesarza. Dziś w dawnych pałacowych korytarzach są wąskie uliczki z budynkami mieszkalnymi, sklepami i restauracjami. Na wielu wystawach przepiękne kostiumy kąpielowe:)

Historyczna część robi wrażenie. Z dzwonnicy przy katedrze Św. Duje podziwiam panoramę miasta, pokrytą czerwoną dachówką starówkę, morze i okoliczne góry. Na plac przy katedrze wychodzi cesarz Dioklecjan. Tłum reaguje entuzjastycznie. Cesarz przemawia, po czym odchodzi wraz z towarzyszącą mu damą.

Jest gorąco. Wdrapuję się do położonego na wzgórzu Parku Suma Marjan. Z tarasu widokowego w połowie trasy świetnie widać port i całe miasto. Kwiaty juk wyrastają w górę na wiele metrów. Las na szczycie pachnie żywicznie i daje wytchnienie od wczesno popołudniowego upału.

Trogir

hwn24Oeyd4ExREdAUX

SosoEyIfmmu1SeqLcX

oj0FBrZeFhW6XLe4dX

GziShlWZPA08XwQK1X

aa6p1svvZH54De5PpX

pBb6cL8ngJ5vQXz3QX

4bRkbYCwPGsSx313aX

9bsy0lHAMMlEQ8NACX

T0G6m1Gq6Mhur65yOX

SwjsOTqDKjl9ICVQMX 

MdIAzcZbPESKyb5VLX

uHaybyJzxLzUywdaVX

cfVOHEa2ojgy2SNe7X

iz3IeaVCaGYYiadCTX

 TQx0bycPtaOh7Lt2kX

 TyZKljIlGYibXMb3bX

 qy4K1rldYRxnOTzshX

4aj2s6jLY0jYhrcjjX 

ayutrmKgvaE8bmo8aX

Xki6R3QpCe4kvm88IX

JZlZGtcY9AaLqmOFCX

rm0teCc9W7VtJ0oTWX

sYbPDT0DdvFjqFfuVX

3EtcxddahHY2LvzBHX

OcCNu1vI7abFJMLbBX
Trogir, a w zasadzie jego starówka jest położona na niewielkiej wyspie. Trogir został założony w III w p.n.e. przez greckich kolonistów. Pierwotna nazwa Tragurion oznacza Kozią Wieś.

Architektura wyspy jest przepiękna. Mnóstwo bardzo starych domów, kościołów, pałaców. Wyspę można spokojnym krokiem obejść dookoła w 20 minut. Z jednej strony Trogir połączony jest mostem ze stałym lądem, a z drugiej, z dużo większą wyspą Ciovo. Połowę wyspy okala park, druga część to szeroki bulwar kończący się przy forcie Camerlango.

Wyjątkowo mieszkam w hostelu w samym sercu starówki. Tylko dlatego, że to była najtańsza opcja noclegowa w Trogirze:) W hostelu, poza recepcjonistą, jestem sama.

Po wstępnym obejrzeniu miasta idę na pobliską plażę. Kamienie i parking ale i tak jest super ochłodzić się w wodzie, a widok na górzysty brzeg Ciovo przyciąga wzrok. Na brzegu czytam książkę, gdy z wody wynurza się płetwonurek z torbą małży w ręku.

Kelner w restauracji wita mnie śpiewem: hello, is it me you are lookig for, I can see it in your eyes? 🙂

Sibenik

nGxCaE4izlDtfDagrX

M4Nz78cDeF905Cr8IX

ayAW29S1G3PupLEJeX

3kgOZKPdNl8672eAvX

TWqpxHlhenj94TiraX

P28H5BiqfZI0Tk8WSX 

rIyYdafz7gN6wUwFUX

1vpSdHGUXVnBugOkCX 

 OHZBxmjNZk2S9bYaLX

 1zDXJKiI4cIG5BYBSX

 vdXc9jkU2EqFiEA92X

im1ofbRIlndg1Y3S6X 

RcGCCnXsOIXz0gnTiX

Ql7bfC4mEpW1GrealX

Eur5ln5d3R2ZrywWkX 

xDcIavMfVUXD4MFb5X

CRYRrAIcAOEXCFlo8X

4usRbKksWNg4QiaxOX

wk5id5bTqaM9jALwxX

I9iIc7qkrHlQKmbl1X

Ea2fy04m1O1dBwcL9X

 roVQin05plheawpBXX

vUeHJPYSJvGvN7JnLX 

GxfDphxLxoBxnxpmxX

6ctFFa2zIQI5oaTWTX

eoWf0bsPwvfhhBb9RX

FgLW31XasoVNCblVjX

9FZGAJGGo8kfb9AkbX

8chRPorSAdaL199zHX

 

Do Sibenik dojeżdżam autobusem z Zadaru. Zostawiam plecak w przechowalni i idę zwiedzać starówkę. Jest ona niewielka ale bardzo ładna, pełna kościołów i pałaców, wąskich uliczek i schodów. Sibenik jest położony przy ujściu rzeki Krka do morza Adriatyckiego. Ma tysiąc lat bardzo ciekawej historii. Jednym z najbardziej znanych budynków jest kamienna katedra Św. Jakuba, łącząca gotycki i renesansowy styl. Budowa jej zajęła 100 lat na przełomie XV i XVI wieku.

Twierdza Św. Michała zbudowana na wysokości 70 m npm góruje nad starówką. Twierdza w obecnym kształcie została zbudowana w XV wieku, ale już w XI wieku wzgórze było ufortyfikowane i nazywane zamkiem Św. Anny. Dziś, po odnowieniu, wewnątrz starych murów mieści się scena letnia na otwartym powietrzu. Z murów twierdzy rozciąga się piękny widok na średniowieczne miasto i wyspy.

Jako, że bilet wstępu obejmuje też Twierdzę Baron, pomimo lejącego się z nieba żaru wdrapuję się a kolejne wzgórze. Twierdza zbudowana na wysokości 80 m npm przez mieszkańców w 1646 roku, w ciągu zaledwie dwóch miesięcy przed przybyciem wrogich wojsk osmańskich. Twierdza nazwana na cześć barona von Degenfeld, który dowodził skutecznej obronie Sibenika. Dziś z twierdzy można podziwiać panoramę okolicy i uraczyć się czymś w twierdzowej restauracji.

Twierdza Św. Jana jest położona na wysokości 115 m npm. Zbudowana w 45 dni w tym samym roku i z tej samej okazji co Twierdza Barona. Dziś jest niedostępna dla zwiedzających.

W Sibeniku jest jeszcze jedna twierdza – Św. Mikołaja. Znajduje się ona na niedużej wyspie przy wejściu do kanału St. Ante. Została zbudowana w połowie XVI wieku. Obejrzenie jej polecały mi Mama i Ciocia, które były tam kilka lat wcześniej. Niestety nie miałam czasu by iść tam na piechotę, a taksówka wydała mi się nieadekwatnie droga w stosunku do dystansu.

Na koniec na chwilę przysiadam w uroczym Średniowiecznym Śródziemnomorskim Ogrodzie przy

klasztorze Św. Lovre – ma długą nazwę 🙂 Maleńki ale bardzo ładnie zaprojektowany – fajne miejsce by odpocząć od upału. Potem lecę na dworzec autobusowy by odebrać plecak i zmierzam w stronę Trogiru.

 

Skradin

q60NYXAAmQIv9lt60X

gTCDTizLOC6EfXL1RX

bqcBsuXwo1US4TtvGX

OjvL0BRWFHIdaND86X

dFJ7nYmzskANjk7xJX

itkZ3xyMWV1KfLCReX

23xot0hOraRShaA24X

cb3vnSf0xbhj1ts0GX

4tX9i9ebPoqX6Jd7yX

9lxkiWr16h2MvoisOX

6LBFDyo3eP3dWlz8tX

ZcnvFpUX0zo7CFzk9X

zyhbaRf4WydbclaXGX

Skradin to niewielkie miasteczko z wielką historią. Jest jednym z najstarszych miast w Chorwacji. Posiada uroczą starówka zbudowaną z kamienia. Znajduje się tu jedna z ładniejszych chorwackich marin. Ze wzgórza, na którym stoją ruiny średniowiecznej fortecy Turina można oglądać panoramę okolicy.

Ze Skradin odpływają statki do Parku Narodowego Krka.