Podsumowanie i koszty

IMG_6812s

 

 

 

Podsumowanie

Moja podróż trwała od 30 stycznia 2015 do 10 maja 2016 (z wyłączeniem okresu 11 maja 2015 – 29 czerwca 2015 – regenerowanie sił w Polsce, po chorobie). 17 odwiedzonych krajów (niektóre więcej niż raz), dziesiątki tysięcy kilometrów pokonanych samolotem, pociągiem, autobusem, auto stopem, promem, łodzią, motorem, skuterem, rowerem i na piechotę.

Ciężko byłoby mi wskazać kraj czy miejsce, które podobały mi się najbardziej. Poza tym, że Indie są dla mnie zawsze numerem jeden 🙂 Każde miejsce jest szczególne. Bardziej, lub mniej piękne, ale każde interesujące. Jeśli ktoś mówi, nie jedź tam, tam nic nie ma, tym większą mam motywację by takie miejsce odwiedzić i znaleźć tam coś co mnie zachwyci 🙂

W komentarzu zostało mi zadane pytanie gdzie ludzie są najbardziej przyjaźni. Ja nie pokuszę się o taki osąd. Uważam, że wszędzie można spotkać miłych i mniej miłych ludzi. A jeśli w jakimś kraju miejscowi nie są bardzo przyjaźnie nastawieni to ja bym za to winiła „białych turystów”. Niejednokrotnie byłam świadkiem żenujących zachowań turystów, którzy nie szanują miejscowej kultury i zwyczajów. Traktują je jako turystyczną atrakcję, rodzaj skansenu, a nie sposób życia miejscowych ludzi. Im więcej w danym miejscu turystów z patologicznymi oczekiwaniami, tym więcej patologicznych usług i tym bardziej nieprzyjemnie można zostać potraktowanym. Czasem w pierwszym kontakcie w turystycznych miejscach można zostać potraktowanym obcesowo, ale to znika po chwili rozmowy. Może miałam szczęście do ludzi ale poza wstrętną babą z autobusu w Turcji (a był to już ostatni odwiedzony przeze mnie kraj) nie przypominam sobie by ktoś mnie źle potraktował. Doświadczyłam wiele dobroci i pomocy od obcych ludzi i zawsze się zastanawiam, czy to samo może otrzymać obcokrajowiec w Polsce.

 

Koszty

Przed tą podróżą zastanawiałam się na ile wystarczą mi moje oszczędności. Nie znalazłam informacji o wydatkach na blogach podróżniczych, a moi znajomi nie pamiętali już ile wydali w ciągu kilkumiesięcznej azjatyckiej podróży. Zresztą wszystko zależy od odwiedzanych krajów i stylu podróżowania 🙂 Gdy po dwóch lub trzech miesiącach podróżowania rozmawiałam z poznaną dziewczyną o poziomie wydatków podróżniczych w Nowej Zelandii, ona wyciągnęła swój tablet i podała mi ile średnio dziennie tam wydała. To mnie zainspirowało by notować swoje wydatki. Dziennej kwoty nie będzie – nie chciało mi się tego wyliczać.

Poniżej daty i koszty pobytu w odwiedzonych przeze mnie krajach, osobno wizy i bilety lotnicze.

 

Daty

Kraj

Koszty na miejscu

Wizy

Loty

Bilety lotnicze

30.01.15 – 31.03.15

India

1 045 EUR

54,13 EUR

Warsaw – Doha – Mumbai

271,57 EUR

 

01.04.15 – 28.04.15

Sri Lanka

638 EUR

29,22 EUR

Chennai – Colombo – Chennai

157,98 EUR

29.04.15 – 11.05.15

India

205 EUR

 

Chennai – Delhi – Berlin – Warsaw

340,99 EUR

11.05.15 – 28.06.15

Poland

 

 

 

 

29.06.15 – 26.08.15

Indonesia

672 EUR

 

Warsaw – Istanbul – Jakarta

491,38 EUR

26.07.15 – 10.08.15

Singapore

634 EUR

 

Kuta – Singapore

81,39 EUR

10.08.15 – 30.08.15

Malaysia

465 EUR

 

KL – Bangkok

47,73 EUR

30.08.15 – 17.09.15

Thailand

584 EUR

 

Bangkok – Melbourne

214,40 EUR

18.09.15 – 25.10.15

Australia

1 314 EUR

 

Brisbane – Melbourne

96,91 EUR

25.10.15 – 07.11.15

New Zeland

788 EUR

 

Melbourne – Wellington

Quenstown – Auckland

108,42 EUR

 

57,48 EUR

07.11.15 – 29.11.15

China

697 EUR

31,44 EUR

Auckland – Sydney – Beijing

303,07 EUR

30.11.15 – 09.12.15

Japan

343 EUR

 

Schanghai – Tokyo

227,75 EUR

09.12.15 – 17.12.15

South Korea

245 EUR

 

Osaka – Seoul

72,47 EUR

17.12.15 – 15.01.16

Vietnam

446 EUR

39,40 EUR

Seoul – Saigon

169,19 EUR

15.01.16 – 12.02.16

Laos

595 EUR

30,70 EUR

 

 

12.02.16 – 01.03.16

Cambodia

475 EUR

37,00 EUR

 

 

01.03.16 – 07.03.16

Thailand

158 EUR

 

 

 

07.03.16 – 30.03.16

Myanmar

448 EUR

35,00 EUR

Yangon- Bangkok

52,55 EUR

30.03.16 – 04.04.16

Thailand

77 EUR

 

 

 

04.04.16 – 01.05.16

India

402 EUR

44,92 EUR

Bangkok – Kolkata

86,22 EUR

01.05.16 – 05.05.16

Dubai

182 EUR

 

Delhi – Dubai – Istanbul- Oslo – Warsaw

436,00 EUR

05.05.16 – 10.05.16

Turkey

173 EUR

18,37 EUR

 

 

Total:

 

10 585,00 EUR

320,18 EUR

 

3 215,53 EUR

Grand total:

14 120,00 EUR

 

 

 

 

 

 

 

Praktycznie

IMG_6809s

 

Przed tym wyjazdem chyba nic specjalnego nie kupiłam, poza 2 parami butów. Sandały rozpadły się po jakichś 5 miesiącach codziennego używania, a buty ”trekkingowe” wciąż mam, ale nie są raczej wysokiej klasy;)

Poniżej subiektywna lista praktycznych rzeczy i decyzji do podjęcia przed wyjazdem.

  1. Ręcznik. Tradycyjny bawełniany raczej się nie sprawdzi, bo trudno go będzie prać w ręku. Ze specjalnych turystycznych zrezygnowałam, bo mimo że są lekkie, to ze względu na skład, czyli sztuczności ich nie chciałam. Dawno temu przeczytałam o używaniu pieluch tetrowych do tego celu. Wypróbowałam ten sposób w Indiach trzy lata temu i się sprawdził. Pieluchy są tanie, lekkie i dość małe. Łatwo je uprać w ręku, nawet jeśli jest to pranie pod bieżącą wodą, a nie w misce/wiadrze. No i jak się zniszczy nie szkoda wyrzucić 🙂

  2. W zależności jak kto znosi upały wachlarz może być przydatny. W moim przypadku – prezent z Hiszpanii w końcu się przydał 🙂

  3. Kłódki. Ja miałam dwie. Jedną sporą, do zamykania drzwi lub szafek, mniejszą z metalowym drutem do zamykania szafek lub przypinania plecaka w pociągu (to w Indiach)

  4. Szeroka taśma klejąca, nie pamiętam już nawet dlaczego wylądowała w moim plecaku, przydała się do zaklejania dziur w przeciwdeszczowym pokrowcu na plecaka.

  5. Igły i nić – czy tylko moje ubrania ciągle się drą???

  6. Sznurek (ja miałam powiązane ze sobą sznurówki) do wieszania prania. Miałam też 2 spinacze, przydały się do małych części garderoby.

  7. Szczepienia. Większość jest dobrowolna, choć trzeba pamiętać, że niektóre kraje mogą nie wpuścić gdy wcześniej przebywało się w strefie zagrożenia jakąś chorobą.

  8. Środki na malarię. Kwestia do przemyślenia. Kiedyś brałam Malarone i miałam straszne koszmary. Generalnie te leki mają dużo skutków ubocznych. A przy długich okresach przebywania w strefach malarycznych ich skuteczność jest wątpliwa. W czasie tej podróży nic przeciw malarycznego nie brałam. Sprejami przeciw komarom też nie lubię się pryskać, także używałam tego sporadycznie.

  9. Leki. Jakieś podstawowe, coś na gorączkę, przeciwbólowego, warto mieć saszetki z mikroelementami (w czasie upałów czasem taki roztwór piłam). Z apteczki lepiej wyrzucić Aspirynę – w strefach panowania dengi, branie jej można w skrajnych przypadkach przypłacić życiem.

  10. Ubrania, najlepiej z naturalnych włókien, dostosowane do klimatu w jakim nam przyjdzie przebywać. Nie miałam ze sobą zimowej kurtki i ciepłych spodni. Gdy byłam w rejonach, gdzie była zima ubierałam się na cebulkę. Raczej nie polecam zabierania czegoś szczególnie ulubionego – duża szansa, że nie przetrwa podróży.

  11. Pieniądze – ogólnie. Dobrze mieć schowaną jakąś awaryjną kwotę na czarną godzinę. Zawsze pieniądze wypłacałam z bankomatów. Często oprócz opłaty jaką mój bank pobierał jako prowizję, bank miejscowy dorzucał swoją – czasem nawet około 5 euro od wypłaty. Dodatkowo w niektórych krajach są limity i np. nie można wypłacić jednorazowo więcej niż około 120 euro. Czasem trzeba próbować wielu bankomatów zanim uda się znaleźć taki, który obsługuje zagraniczne karty. I nie ma tu reguły, np. inny cudzoziemiec będzie mógł skorzystać z bankomatu, który odrzucił mają transakcję. Np w Chinach chyba tylko jeden bank współpracował z moją kartą. Należy też zgłosić w swoim banku podróż i jej przewidywany czas by nie mieć nieprzyjemnej niespodzianki w postaci zablokowanej karty.

  12. Warto podróżować nocą. Zaoszczędza się opłatę za nocleg i nie traci czasu w dzień. Choć czasem po takiej nocy to się jest bardzo zmęczonym 🙂

  13. Wizy. Coraz więcej dostępnych na granicy. Tę kwestię na pewno warto sprawdzić wcześniej. Aplikując o wizę do danego kraju wymagania mogą się różnić w zależności w jakim kraju występujemy. W przypadku niektórych krajów (akurat w takim nie byłam) o wizę można wystąpić tylko w kraju, gdzie jest się rezydentem.

  14. Jak przewozić pieniądze i dokumenty. Generalnie nie polecam mojego sposobu, bo miałam chyba szczęście, że nikt mnie nie okradł. Miałam ze sobą saszetkę zapinaną na brzuchu, ale strasznie nie lubię tego nosić i mam paranoję, że się odepnie i zgubię. Dobrze jest mieć schowaną jakąś awaryjną kwotę, np. ukrytą w głównym plecaku. Miałam też wszyte wewnętrzne kieszenie w dwie pary spodni, ale z tego też nie korzystałam. Pieniądze i paszport miałam w mniejszym plecaku i jego nie spuszczałam z oka.

  15. Ufaj swojemu instynktowi (to akurat nie odnosi się tylko do podróżowania). Wszystkie (na szczęście nieliczne) nieprzyjemne sytuacje, które mi się przytrafiły, zdarzyły się gdy nie słuchałam swojego wewnętrznego głosu.

 

Warszawa, Polska

qP5nGHZMMskiVge8jX

Wstaję po czwartej rano. Półprzytomna pakuję ostatnie rzeczy. Zostawiam klapki dziewczynie, która i tak je sobie pożyczała. Chłopak z recepcji przychodzi przed piątą i ogląda moje łóżko. Wszystko ok – jednak się powstrzymałam by nie ukraść pościeli i ręcznika 😉 Wychodzę na pustą ulicę. Jest jeszcze przed wschodem słońca. Na Istikal mijam kilka osób, ale większość sprawia wrażenie pijanych. Łapię autobus na lotnisko o 5.30 i po godzinie jestem na miejscu. Super szybko jak na tę trasę:) Chcę nadać plecak i mieć to z głowy. Gdy kładę bagaż na taśmie okazuje się, że odprawa na mój lot jest jeszcze zamknięta. Idę na śniadanie, a potem kolejka do odprawy robi się wielka. Ludzie tyle tobołów ze sobą ciągną, że szok. Wózki uginają się od waliz. Stoję bardzo długo w kolejce. Gdy nadchodzi moja kolej okazuje się że plecak nie jedzie taśmą bagażową i mam go zanieść i zostawić na podłodze obok innego stanowiska. Zastanawiam się czy w tej ostatniej, w tej edycji, podróży plecak mój podąży za mną. Do odprawy paszportowej jest bardzo długa kolejka i przesuwa się bardzo powoli. Zaczynam się denerwować. Przechodzę odprawę paszportową i w końcu osobistą, kiedy powinno zacząć się wchodzenie na pokład. Biegnę przez lotnisko myśląc, że tym razem wiedziałam dokładnie na które lotnisko jadę, dojechałam kilka godzin wcześniej i oto jestem – spóźniona. Linie też są trochę spóźnione i nie wołają mnie przez megafon 🙂

Kupując bilet multicity Delhi – Dubai – Istanbul – Warsaw, każdy z najtańszych miał jeden lot z przesiadkami. Zachowałam więc przesiadkę na ostatni. Do Warszawy lecę przez Oslo i zajmie to większość dnia:) Lotnisko w Oslo wydaje mi się kameralne. Czekam kilka godzin, czytam, jem i rozmyślam. Czy to będzie szok spać we własnym łóżku? Czy to będzie dziwne rozpakować całkowicie plecak po raz pierwszy od stycznia 2015? Wiedzieć gdzie będę jadła obiad?

Na pewno bardzo się cieszę na spotkanie mojej rodziny. Pomimo, że od lat mieszkam za granicą nigdy nie mieliśmy aż tak długiej przerwy w spotkaniach. Regularne rozmowy na skype i maile to nie to samo. Spotkania z przyjaciółmi i znajomymi. Plecaka tak całkiem do szafy też nie schowam.

Ten ostatni lot – z Oslo spóźnia się z powodów technicznych prawie godzinę. Na Okęciu wpadam w ramiona Rodzicieli. W domu czeka na mnie ulubiona Siostra, ulubiony Kot i ulubiona zupa. W mojej sypialni stoją konwalie zostawione przez Mamę.

 

Istanbul po raz drugi

VuB910f2IJ653CJfZX

PLngCwUVFOCVrALqqX

tY3TEpvNcgy1tbFyjX

3zs7dd53hRP3deCogX

FPIXHxkhejRN3JCuGX

AUMzslhNjNjOvzxAFX

6Ha2SbxFeANg0tYuUX

 7qegP0gf7wxKGH849X

1c2yQ0za2o4tITcsTX

SPAsUazE0d4JIrBMuX

BHsuNaFWr2SxaWz55X

SQjSCHvYrf5JfuHRUX

BCt3Mgk2lbXT6busaX

yBTS3VEZpLZbYaoFqX

7a9D2Y2qTNxqMq371X

B9YztMRoZ3mUBKYOjX

YQNlanH8dVO62vlXJX

I3e9XabIjPSx3trnjX

rhdHw5my33a7rWpEcX 

BNbEvtN7a0gzFT66xX

r4WlD8caqFW5QBHlvX

ZIzsi7D7bVYu2Ax3CX

pubBHFbjiBb2qQMFeX

Gw0wXGVry1PxraL5ZX

JdsCbU43Ih9fAvLGcX

lB44E8hOMFSqZNqo9X

soM6leqRewmF0l9MDX

ajQheqw0B8S9BPE6WX

rq7Le8YLDVu9EZUDwX

LVpYZIU2bNIafNV2hX

2k6IIdatHOrJr2opuX

HqEM4cb9YuZFzUhSdX

4KWZPbEar93XsE5dqX

EalVpbaViZwqa15pEX

F81FbfiXhB7uLSBM7X

0Luq4H03yxIhBh3U8X

EFqV4tWtcz9BRUdHnX

6PiMF8SZNExvLp4LtX

OqB0hTNzpPVTkEFYcX

 

Z Kapadocji dojeżdżam do Istanbułu przed siódmą rano. W autobusie śpię, zwłaszcza nad ranem. Pan z obsługi nie pyta mnie, może przez trudności językowe, gdzie chcę wysiąść i pomimo że zatrzymujemy się przy Placu Taksim, ja dojeżdżam na dworzec autobusowy. Jakiś miły pan doprowadza mnie na przystanek miejskiego autobusu skąd jadę na Taksim Square. Jest trochę po siódmej. Plac i ulice są puste – niedziela rano. Tylko ranne ptaszki i niedobitki nocne. Na Placu jakaś dziewczyna przewraca wszystkie pachołki odgradzające część przestrzeni. Na deptaku Istikal widzę trzech dobrze ubranych, młodych facetów. Jeden z nich trzyma w ręku do połowy pełną butelkę alkoholu koloru whisky. Po chwili słyszę brzęk szkła, a butelka z impetem rozbryzguje się o nawierzchnię ulicy. Wymieniam zdegustowane spojrzenia z mijanym panem w średnim wieku. Ekipa ludzi ze służb oczyszczania miasta, która pewnie zaczęła robotę nad ranem posprząta z radością po hrabiach tego świata. Na chamstwo i bezmyślność mam zerową tolerancję. Tam oprócz ludzi -w butach, chodzą psy, koty – bez butów. Puściłabym dupków boso na przechadzkę po szkle. Po drodze mijam kilku policjantów z karabinami i micro uzi w rękach.

Hostel ten sam. Odbieram bagaż i dostaję to samo łóżko. Skład z grubsza ten sam. Amerykańska lekarka, która w Ankarze nadzoruje projekt o nauczaniu angielskiego opowiada, że wielu nauczycieli angielskiego w publicznych szkołach prawie nie zna tego języka. Gdy są wypytywani o metodologię nauczania najczęściej muszą korzystać z tłumaczenia lepiej od nich wyedukowanych uczniów. Szokujące, bo to za państwowe, niemałe pieniądze. Często w pakiecie jest też darmowe mieszkanie. Amerykanka mówi, że to nie tylko turecki problem. Podobnie jest w kilku innych azjatyckich krajach.

Znów jestem półprzytomna po dwóch nocach w autobusie. Istanbuł miał być moim debiutem na couchsurfingu. Kiedy zaczynałam tę podróż couchsurfing był tym, co chciałam spróbować. Nikt ze znanych mi osób nigdy z tej opcji nie korzystał. Pierwsza osoba, która miała doświadczenie w couchsurfingu – Amerykanka spotkana na Sri Lance, o mało nie została zgwałcona przez gospodarza, który zaoferował jej nocleg w Australii. Udało jej się uciec, bo on był pijany. Zgłosiła to na policji i facet został zatrzymany. Później wyszło na jaw, że i tak był poszukiwany, bo zgwałcił inną kobietę. Dziewczyna miała za kilka miesięcy wrócić do Australii na jego proces. Jej doświadczenie skutecznie ostudziło moje plany. Później wielokrotnie spotykałam ludzi, którzy mieli same dobre doświadczenia z couchsurfingiem. Znów postanowiłam spróbować. Stworzenie profilu zajęło mi trochę czasu. W Indiach wysłałam tylko kilka aplikacji i nie miałam szczęścia. W Dubaju wysłałam mnóstwo aplikacji i też mi się nie udało. W Istanbule jedna dziewczyna zaoferowała mi nocleg, ale potem nigdy nie odpisała na mój mail o której mam przyjechać 🙂 Mieszkała daleko od mojego hostelu i może dobrze się stało bo z jej domu raczej miałabym problem by dojechać komunikacją miejską wcześnie rano na lotnisko. Więc couchsurfing spróbuję kiedy indziej 🙂

Pływam statkiem po Bosforze. Jest pięknie. Słońce i wiatr. W wodzie dużo meduz. Widoki piękne. Na obu brzegach dużo ładnych budynków z historią. Na ulicy kupuję pieczone kasztany. Idę do pałacu Topkapi. Oglądam go tylko z zewnątrz. Bilet wydaje mi się za drogi. Park Gulhane pachnie świeżo skoszoną prawą. Tarasy, z których widać Bosfor są właśnie remontowane. Hagie Sophie też oglądam z zewnątrz. To bardzo piękny budynek, który był kościołem, potem meczetem, a teraz jest tu muzeum. Tuż obok jest Blue Mosque (Sultan Ahmed Mosque). Gdy jestem blisko bramy wejściowej przechodzący facet mówi, że meczet jest już zamknięty. W bramie zaczepia mnie kolejny facet. Meczet jest oczywiście otwarty. Jest bardzo duży. W środku piękny i cichy. Na ścianach ponad 21 tysięcy fajansowych kafli. Jest jednym z dwóch meczetów w Istanbule, które mają sześć minaretów. Na raz, w środku oraz na dziedzińcu może się jednocześnie modlić 12 tysięcy wiernych. W budynku obok jest organizowana prezentacja o Islamie. Bardzo ciekawie prowadzona przez chłopaka, który musiał tego dnia zastąpić, zwykle prowadzącego to Imama. Dostaję drzewo genealogiczne ze wszystkimi prorokami trzech religii Księgi. Gdy spaceruję obok meczetu zaczepia mnie kolejny facet. To jakaś plaga. Są wszędzie. Zaczepiają, szczerzą się, łatwo nie odpuszczają. Jeden, na zaczepki którego odwróciłam się i odeszłam, co moim zdaniem było jasnym sygnałem, że nie chcę z nim rozmawiać, biegnie za mną, wypytuje czy jestem tu sama, i czy z chłopakiem. Dopiero gdy potwierdzam odchodzi. Gdybym powiedziała, że jestem sama może uznałby, że nie, nie znaczy jednak nie. Zastanawiam się kto chciałby zawrzeć bliższą znajomość z ulicznymi natrętami. Jednak na pewno ktoś chce, bo inaczej nie traciliby czasu.

Ostatniego wieczoru rozmawiam z jednym z chłopaków, którzy zatrzymali się w hostelu. Mówi, że zdobył wysokie miejsce w pół maratonie, który odbył się w Istanbule kilka dni wcześniej. Potem nie odnajduję go jednak na liście 🙂 Opowiada, że jak mnie nie było to innych chłopak, pijany lub naćpany demolował pokój męski w hostelu, a potem próbował wleźć do dziewczyn. Menadżer musiał się z nim szarpać i ostatecznie spał pod drzwiami męskiego dorm, by mieć pewność, że tamten znów nie polezie do dziewczyn. Rano wyrzucili awanturnika, który chyba uważał, że w ramach pięciu dolców za dobę może robić rozpierduchę i spędzić noc w damskim dorm. Niby biegacz idzie ze mną na przystanek autobusowy by sprawdzić rozkład jazdy na lotnisko. Gdy wracamy widzę kobietę z dziećmi siedzącą na chodniku i żebrzącą, a kawałek dalej – drugą, też z dziećmi. Pewnie były tam też wcześniej, ale ich nie zauważyłam. Jakiś facet coś do nich krzyczy i macha ręką. Obie od razu się podnoszą. Najwyraźniej zmiana skończona. Nie chcę oceniać ludzi, którzy żebrzą. Nie jestem na szczęście w ich sytuacji, by to oceniać. Czasem daję pieniądze. Zwłaszcza starym i ułomnym ludziom. Kobiety podtykające mi dzieci (swoje lub nie) tylko mnie wkurzają. Żebrzącym dzieciom nie daję pieniędzy z zasady, by ich do tego bardziej nie motywować. Jeśli daję pieniądze, to nie myślę później czy to może jakiś oszust i naciągacz. Jeśli tak, to życie mu odpłaci. Karma wraca. Ale zorganizowaną szajkę żebrzących, o których czasem czytam – widzę po raz pierwszy. Próbują wzbudzić litość wystawiając na ulice kobiety i dzieci. A pan zarządzający biznesem jest bardzo dobrze ubrany.

Z Turcji wyjeżdżam z niedosytem. Przez noce spędzone na lotniskach i w autobusach jestem fizycznie zmęczona. Z drugiej strony i do Kapadocji i do Istanbułu na pewno chcę wrócić. Wtedy odwiedzę miejsca, na które teraz nie starczyło mi energii.

Turcja to mój ostatni przystanek. Wracam do Polski. Przynajmniej na trochę, bo od lat zawodowo związana jestem z Irlandią. Natłok myśli. Powrót. O tym czasem rozmawiałam z poznanymi po drodze ludźmi. Każdy był w trasie – swojej własnej. Jedni tydzień lub dwa, inni długie miesiące. Gdy byłam w Indiach kolega poznany w Kambodży pytał czy jestem już w domu. Wtedy miałam przed sobą ostatni miesiąc podróży. On zdziwił się, bo kilka miesięcy temu mówiłam mu, że już powoli wracam. Bo tak tez było 🙂 Z perspektywy tej długiej podróży ostatnie trzy miesiące były powolnym powrotem. Kiedy to strefy czasowe zbliżały się do polskiej, a odległość w kilometrach malała. Jak to będzie wrócić, jak to mi niektórzy mówili – do rzeczywistości? Choć ta podróż jest jak najbardziej rzeczywista.

Acient Cities

 

W czasie którejś z podróży samolotem, ileś miesięcy temu przeczytałam artykuł opisujący szereg antycznych miast. Odwiedziłam je wszystkie. Istanbul jest ostatni. Każde z miast jest bardzo stare, albo powstało w miejscu wcześniej istniejącego miasta. Każde robi wrażenie. W żadnym nie znalazłam antycznej przeszłości. Tyle, co można wyczytać w przewodniku o historii danego miejsca. Po obejrzeniu wszystkich, zdecydowanie nie wrzuciłabym ich do jednego artykułu, bo poza wiekiem chyba nic ich nie łączy. Antyk, jak podaje encyklopedia obejmuje okres od IV w p. n. e. do V w n. e. (różne źródła podają inny zakres wieków).

Hangzhou

Miasto we wschodnich Chinach. Mieszka tu 9 milionów ludzi. Pierwsze ślady potwierdzające bytność ludzi w tym miejscy pochodzą z VII w p. n. e. Położone jest przy Zatoce Hangzhou.

uY82cijTuXbEAgDROX

Osaka

Trzecie co do wielkości miasto w Japonii, leżące na wyspie Honsiu. Mieszkają tu blisko 3 miliony ludzi. Położone u ujścia rzeki Yodo, na styku morza Wewnętrznego i Oceanu Spokojnego. Pierwsze ślady potwierdzające osiedlanie się ludzi w tym miejscu pochodzą z VI – V w p. n. e.

XvgblyOhqqkaWbrqCX

Seoul

Stolica Korei jako całości od 1394 roku, a po II Wojnie Światowej stolica Korei Południowej. Zamieszkany przez 10 milionów ludzi. Pierwsze zapiski o tym mieście pochodzą z I w p. n. e. Miasto położone jest w północno – zachodniej części kraju, niedaleko na południe od strefy zdemilitaryzowanej.

BTjM8U929RvSHgXyeX

Hanoi

Stolica Wietnamu i drugie co do wielkości miasto. Położone w północnej części kraju, usytuowane na północnym brzegu głównego koryta Rzeki Czerwonej. Zamieszkane przez blisko 8 milinów ludzi. Powstało około II w p. n. e.

0inVsWGUl0OBSrdJLX

Jodhpur

Miasto w północno – zachodnich Indiach, zamieszkane przez mniej niż milion ludzi. Drugie największe miasto w stanie Rajastan. Położone na skraju pustyni Thar. Powstał w 1459 roku, ale od około VI – VII wieku było w tym miejscu inne miasto. Zgodnie z definicją nie załapuje się do kategorii – starożytne miasta 🙂

MAnapuna7wTHA5QyZX

Istanbul

Największe miasto w Turcji, którą zamieszkują 14 milionów ludzi. Wcześniejsze nazwy Bizancjum i Konstantynopol. Położone po obu stronach cieśniny Bosfor. Powstało w VII w p. n. e.

CLf5TPbOMx0wkFwKuX

 

Capadocia

KswKdUAha3subUgLxX

H1bpk3FLaOjepzoZkX

He4h3M07Z6PaWulHJX

oCO3xbKTr41GEUimzX

tVBuP1uw9LCpSuZC4X

wXpOZJmQuLcaauuEuX
gypauuBba2Vjva5nhX

KPzFqi7UI7eCDkaYQX

axhQEYrmGpmXLJQhbX

oFSY7bMDCOpOxwo5uX

 aFlDTWEdBFFUdsYDtX

EAPMaDSZdMa8nbP2WX

gGCWKuKz5rOlqaBYpX

hbMoXbRMVQY0q9baWX

DWWQt6i8s9f67IZmaX

TQhgNqaNHpwB5DnHxX

9gmWf3XTEHT2DdJrgX

H9sna5SMnTej93x5BX

FJ90Qke0xpiAPG7BVX

DSjYRq8w0ffbSSp0nX

Pap5Z0AQn9BtjHCuKX

QZdp8Jgu63dkTbQSMX

4vR5QugBztShkj8jBX

yMFNcKMYfdLYxW0QlX

Z5yJoOgVfBqDVG3MlX

Eaz6bGbfFo4yR9KBRX

YWHJcBjIH7Ab3a6eUX

UKaQnr4pbG4fwmVGhX

TADsnKmTc9e6UpF7BX

iz2IwurAjUndJLcBWX

ZiIedf8taVqbX0rJ5X

cbfIITgtBK3c1ToOSX

fnDth7WcQlcxVtu4sX

o3Mlva1FLLa8b8DZ1X

W biurze, gdzie kupiłam bilet na autobus oferują dowóz na dworzec. Czekając na busik poznaję kobietę z Urugwaju, która wyjeżdża z Istanbułu, bo bo nie czuje się tu bezpiecznie. Spotykam też Turka, który świetnie mówi po angielsku. Rozmawiamy o obecnej sytuacji w Turcji. Zagrożenie terroryzmem i turystyka, która siadła po zestrzeleniu rosyjskiego myśliwca.

Na dworcu autobusowym chłopak z informacji mówi do mnie po turecku. Gdy mój autobus nadjeżdża odnajduje mnie wśród oczekujących i ręcznie pokazuje, że mam już wsiadać. W autobusie siedzę jak się później okaże obok przemiłej, młodziutkiej dziewczyny z Filipin. Za mną siada wielka kobieta z dwójką dzieci. Dla całej trójki wykupiła tylko dwa miejsca. Sprawi, że ta podróż dla mnie będzie chyba najgorsza ze wszystkich w ciągu ostatnich miesięcy. Większość drogi kopie i pcha moje siedzenie, albo na migi próbuje mnie przekonać bym trzymała oparcie w pozycji pionowej. Nie zgadzam się, bo tak samo mam prawo do w miarę komfortowej podróży i mówię jej by swoje siedzenie rozłożyła. Ona na to nananananana i się śmieje. Rano jedno z jej dzieci kręci się, łazi po przejściu i co rusz popycha mnie i mój fotel. Mówię do tej kobiety – mową, której nie rozumie i gestami, które mam nadzieję rozumie, by trzymała to dziecko przy sobie. Ona znów się śmieje. Gdy bachor ciągnie mnie za włosy, daję mu w łeb. Matka już się nie śmieje. W końcu wysiadają a ja jadę jeszcze kawałek. Gdy wysiadam rozmawiam z dziewczyną, która siedziała za tą grubą kobietą. Okazuje się, że jedno z dzieci położyła do spania na podłodze, tam gdzie ta dziewczyna miała nogi i bachor kopał ją większość drogi. Rozłożyła swój fotel na maxa i swoją wagą przygniotła go tak, że dziewczyna za nią ledwo mogła wstać.

Kapadocja – cudo. Księżycowy krajobraz. Jak czytam w internecie tutejsze skały nazywają się tufowe. W skałach tych powstało kilkadziesiąt miast. Do Kapadocji przyjeżdżam tylko na jeden dzień, bo stwierdzam, że lepszy jeden, niż nie przyjechać tu wcale. Ale z pewnością chciałabym tu wrócić na dłużej. Goreme to małe miasteczko. Raczej turystyczne. Jest chyba jeszcze przed sezonem, albo liczba turystów z różnych powodów jest mała. Najpierw jem śniadanie i odzyskuję spokój po koszmarnej podróży. Do czasu aż w knajpce – w środku, ktoś zaczyna palić pety. Na moje pytanie czy to dozwolone, kelner odpowiada – nooo tak. Potem trochę pada. Wchodzę na wzgórze, z którego jest świetny widok na okolicę. Piję herbatkę i podziwiam. Tuż po południu idę do Open Air Museum. Jest sporo ludzi, ale przeczekuję falę zwiedzających i mam ciszę i spokój przy oglądaniu budynków skalnych. Wygląda to niesamowicie. Jest to kompleks kościołów z unikatowymi freskami. Każdy z kościołów jest mały, wykuty w skale. Dark Church (Kavanlik Kilise) jest szczególnie piękny. Ze względu na mały dopływ światła do środka kościoła, freski mają bardzo intensywne kolory. W pozostałych kościołach są wyblakłe. Kościoły powstały pomiędzy X a XII wiekiem. Cały teren jest na Liście Światowego Dziedzictwa Kultury Unesco.

Po drodze spotykam przemiłą Turczynkę i razem idziemy na obiad. Studiowała za granicą i świetnie mówi po angielsku. Rozmawiamy o sytuacji w Turcji. Opowiada, że pod rządami obecnego i poprzedniego prezydenta promowany jest konserwatyzm religijny. Kobiety zakrywające włosy mają większe szanse na państwowe posady. Dlatego wielu młodych i liberalnych Turków chciałoby żyć i pracować w Europie.

W autobusie powrotnym do Istanbułu siada koło mnie miła, starsza pani. Oddycham z ulgą. Za mną dwie spokojne panie. Nikt nie kopie w moje siedzenie. Deszczowe chmury i tysiąc kolorów na niebie. Patrzę przez okno na krajobraz, magiczny w zapadającym szybko zmierzchu. Gdy robi się ciemno, gapię się na gwiazdy. Gwiaździste niebo nade mną, wielka podróż we mnie.

Istanbul, Turkey

bz1Zu5bsrH4A8p59KX

faHKWWlxyeU1Gt6A1X

fnQbHXLFF0umDI7S2X

i1RE96qgb4LhbC4pVX

9EDl6RHtBbgVoCFteX

0cctfa8gWIUfEvttGX

Y9YwJdpBTFddFuBJbX

eCkaO0TMYdrSatsLVX

AKXaYZRdRjajLfn52X

WgWMkv40ibxJb7JmdX

psQ7gWtRa0CbjHcRKX

eX5mO6nTQkWweRpgkX

 u1XFjsDMZDBFgh75GX

 NA1mNPS1WDJaUtT88X

aXehY71gXJXnDzVbgX

ad5U01riiWbpv1fvyX

bafxHDJkXa28vMyUpX

9XEYhKP0uT87lOEbbX

PLQwIeseN9EmIltLzX

Djv2u2dXK3fbRbmo9X

CWBN4pytmLGuvngV5X

SodWHUdMCohXDI56fX

tzhA6nBGFIsJcNWKVX

NC1BDUkKyo1NTgayKX

K3QtQZUAGW8hhGcp8X

H4bxvQIXVbT9iq3zKX

tgvNC47fraLvXfLZgX

qm9saq3xAIMiowUAGX

aEWFYybUfSSbVr5gUX

LFVcWn06MiMvjLGhqX

50bDCgkt95FJ5jwlVX

JgEarss6UOfey4WnsX

5LVG0wKs9H4JinVLvX

g3uDgyIxuFlLuKvbsX

Jayo4ct5NUlHS2ldSX

YakOCs975UOfTnpRMX

mILcYAxlvzrI8bfLnX

zbx2CC2LrXE4uQZuhX

J9S5QEB6eac4CbSaWX

bKPuAO6eR6aJbmZuEX

2cENv7RLjKRatIrhFX

MYb9Mb5XJDKw1I52DX

zW0J2mZ1tmvIeuT5pX

5yCDgq5usFzkFZoo2X

lSrlgHMI3ewLUaAsQX

Po nocy spędzonej na lotnisku i w samolocie, rano ląduję w Istanbule. W złą stronę obliczam różnicę czasu i lot zamiast trzech godzin, trwa pięć:) Ze zmęczenia śpię w autobusie jadącym na Taksim Square. Korki są koszmarne. Z Taksim mam do hostelu całkiem niedaleko i dzięki dobrym instrukcjom nie błądzę:) Jest bardzo zimno. W ciągu tygodnia z 43 stopni zmieniło się dla mnie na 15. Ręce mi grabieją.

Jestem tak zmęczona, że najpierw dość długo otępiała siedzę w hostelu. Potem idę na poszukiwanie biletów do Kapadocji. W Turcji byłam już kilka lat temu, ale wtedy nie odwiedziłam ani Istanbułu ani Kapadocji. Zderzam się ze ścianą. Prawie nikt nie mówi tu po angielsku. Jako, że nie chce mi się jechać na dworzec autobusowy, idę do kilku biur sprzedających bilety i co ciekawe cena jest niższa niż na stronie internetowej. W biurach w sprawie ceny biletu i daty można się dogadać. Jakiekolwiek inne pytanie nie jest rozumiane. Wracam do hostelu i szukam informacji w internecie. To wymaga znacznie mniej energii niż dogadanie się z drugim człowiekiem. W informacji turystycznej chłopak tam pracujący coś duka, ale w końcu dzwoni gdzieś, podaje mi telefon i po drugiej stronie ktoś mówi świetnie po angielsku. Może po prostu mam za duże oczekiwania? Ostatnie miesiące spędziłam w krajach, gdzie może i było podobnie. Ale Turcja to jakby Europa. No może nie geograficznie, ale chcą być w Unii Europejskiej. Nie wiem, może cudzoziemcy w Polsce też natrafiają na taką ścianę?

Istanbuł – to tu Europa spotyka się z Azją. Miasto jest piękne. Mój hostel jest w jednej z bocznych uliczek odchodzących od deptaku – ulicy Istikal. Ulice obstawione stolikami. Miasto żyje. Pomimo zagrożenia terrorystycznego. Na ulicach widać sporo policji, żołnierzy i od czasu do czasu pojazdy opancerzone. Mojego drugiego dnia w Istanbule ktoś chce zastrzelić dziennikarza wychodzącego z sądu – ujawnił, że rząd chce podarować broń rebeliantom z Syrii.

Wiele tu małych lokalnych sklepików z jedzeniem, gdzie ludzie robią zakupy. Bardzo mi się to podoba. Podobnie jak i w Dubaju rzucam się tu na chleb, a może raczej na bułki:) To niedostępny w wielu miejscach luksus – pieczywo z piekarni. No i sprzedają tu bajgle – podobne do tych krakowskich.

Z Turkami dzielę wielką miłość do herbaty. Wszyscy dookoła piją herbatę w małych szklaneczkach. Jest mocna, ma trochę inny smak, niż te które zazwyczaj piję, więc pierwszych kilka razy lekko ją słodzę. Potem piję bez cukru.

Wszędzie pełno kotów 🙂 W wielu miejscach wystawione pojemniki z karmą. Przed restauracjami i sklepami wylegują się koty słusznych rozmiarów. Widać, że nawet te, które nie mają własnego człowieka i łóżka są dobrze odżywione.

Spaceruję nad Bosforem. Na niebie szare chmury. Wszędzie meczety, pięknie wtapiające się w panoramę miasta.

Dużo kobiet zasłania włosy. Widać też sporo kobiet w burkach i nikabach. Myślałam, że ten chyba najbardziej liberalny muzułmański kraj jest bardziej liberalny. Panowie w obcisłych koszulach i spodniach 🙂

Już przed lotniskiem rzuca mi się w oczy ogromna liczba palaczy. Pali tu większość ludzi. Siedzieć w ogródku herbaciarni się nie da, bo śmierdzi. W niektórych lokalach można palić też w środku.

Hostel wydaje się być fajny. Otwarty kilka tygodni wcześniej. Chłopak, który pracuje na recepcji jest bardzo miły. Do dorm prowadzą piękne drewniane schody, a ściana jest z czerwonej cegły (choć w dobie otaczających zewsząd imitacji, kto wie czy jest oryginalna). Ale jest trochę dziwnie. Niektóre dziewczyny mieszkają tu po kilka tygodni. Jedna mówi mi, że nie lubi tego miasta. Gdy pytam, co tu w takim razie robi, odpowiada – a, przejeżdżałam i tak jakoś zostałam. Druga, od rana do nocy na telefonie. Raz kłótnie, raz rozanielenie. W internecie ktoś napisał, że to ukryty burdel. Ale to raczej nie prawda. Przynajmniej nie kiedy tu jestem. Zostawiam plecaki u miłego recepcjonisty i idę na nocny autobus do Kapadocji.

Istanbuł (poprzednie nazwy Bizancjum, a później Konstantynopol) jest największym miastem Turcji i był stolicą do 1923 roku. Mieszka tu 14 milionów ludzi. Turcja to kraj położony w większości w zachodniej Azji i trochę w południowo – wschodniej Europie. Populacja to prawie 80 milionów ludzi, a powierzchnia to 815 tyś km2. Stolicą Turcji jest Ankara.

Dubai, United Arab Emirates

cbRDMCDcinhIIRzsoX

U1Sor15CxQbFqpGmOX

CSv8fJLBHhWgfc5ouX

WcqJroDlCThEjTKnSX

Y23oVMkePM0HndehHX

w2hfYAGs0ASYaKCVuX

3wJwPGGeciHSYa5O7X

pTNa6Zs6yUrQBbDRfX

2XewO3bmUp5U4daTQX

bR217hJ1bVfScqDd8X

THoTF4J7QgQvcXrYWX

UiooYprttNRTLPEkQX

VFI4GuzB8WfajMZZuX

UOQdd6jZfTpbhAMpxX

ONFnjx8tO3bnZLqbIX

 

oW4aXJqvlEKfQSi00X

em1aEEghGsH7Mb0QWX

PmrEb9awBQ5L3N26aX

PWZUeI8WzY0LpiWkYX

Ne1iiOyqAW7ErYTGzX

hkurU1WA1RTnuwHbtX

q95Ii9kuJAPhI4TVNX

YUAciaaaOJXCAqIxbX

5bFNz190gJxC4pMJRX


VNvt6mBOqvqwPHFa4X

GhF2pEfbWkkLISWQbX

azBFYAXshV48TgOV2X

hXShuZJzT8nC13mutX

zObGqXPSxB9AVm39JX
x8qTg9mCdabGHjXdWX

cM0GlVbd7kWVGegRIX

hoq9eAeGffLbHa5JxX

L2mARdCWO8jyF0ncrX

mHh9vmxUHfunzidz3X

0bqofq7cO4eaKnHmEX

Początków Dubaju można szukać w roku 1833, kiedy to grupa około 800 osób osiedliła się przy Dubai Creek. Ze względu na strategiczne położenie tego miejsca zostało wybudowane tu miasto. Na początku XX wieku Dubaj był już dobrze prosperującym portem. Rozwinął się handel, rybołówstwo i połowy pereł. W 1971 roku Dubai, Abu Dhabi, Sharjah, Ajman, Umm Al Quwain, Fujairah i (w 1972 roku) Ras Al Khaimah stworzyły Zjednoczone Emiraty Arabskie.

Po nieprzespanej nocy mózg mi chyba nie działa. Najpierw nie mogę znaleźć przesiadki w metrze, które ma aż DWIE linie. Potem nie mogę znaleźć hostelu. Hostel jest w pobliżu wielu sklepów i na piechotę można dojść do Deira – najstarszej części Dubaju.

W Dubaju tylko 30 stopni. Tylko, po ponad czterdziestu w Delhi i Rajastanie. Tylko, zanim w czerwcu będzie tu pięćdziesiąt stopni.

Im bliżej domu tym zimniej i mniejsza różnica czasu:)

Najpierw średnio mi się podoba. W głowie mam Indie, wszystko inne wypada blado. Dubaj jest bardzo zadbany. Chodniki, rabatki, wszystko piękne.

Transport publiczny jest. Dwie linie metra i jedna tramwajowa. Jest wiele autobusów, ale w ich trasach trudniej się połapać, przynajmniej mi.

Oglądam pokaz fontann prze Burj Khalifa – najwyższym budynku świata. Cudne:) Oglądam kilka razy. Świetne nagłośnienie, arabska muzyka i chłodny powiew powietrza na twarzy. Burj Khalifa ma 828 metrów wysokości i 160 pięter. Wjazd na najwyższe piętro jest bardzo drogi. Może innym razem:)

Na plaży, z daleka oglądam Burj Al Arab. Całość terenu jest ogrodzona i tylko goście hotelowi mają tam dostęp. Potem idę na przystanek tramwajowy, który na mapie wygląda, że jest tuż obok, a w rzeczywistości jest bardzo daleko. Idę wzdłuż pięknej kilku pasmowej drogi. W oddali widać wieżowce z Dubai Marina. Wzdłuż drogi wjazdy na teren luksusowych hoteli. Wszystko pięknie zaplanowane i utrzymane.

Dubai Marina to świetne miejsce na wieczorny spacer. Można albo iść na plażę, albo spacerować po deptaku przy wieżowcach.

Dubaj to też niekończący się plac budowy. W wielu miejscach widać żurawie.

Przepływam przez Dubai Creek w łódce, która nazywa się an abra. Deira to najstarsza część Dubaju. Stara zabudowa, i mnóstwo sklepów.

Gdy rozlegają się azany – wezwania na modlitwy, naraz ze wszystkich stron jest magicznie.

Jadę na zorganizowaną wycieczkę na pustynię. Cena jak na Dubai jest ok. Pan w białej galabii odbiera mnie z umówionego miejsca. Oprócz mnie są jeszcze dwie pary. Dostaję super miejsce – przy kierowcy. Przejeżdżamy przez wyłożony kafelkami tunel – dużo czystszy, niż większość łazienek z jakich ostatnio korzystałam:) Wyjeżdżamy z Dubaju w kierunku Omanu. Piach się przesypuje przez drogę. Przed wjazdem na pustynię kierowca spuszcza trochę powietrza z kół. Gdy pytam dlaczego, mówi, że zbyt twarde opony będą się zapadać w piachu. Mówi, że wielbłąd ma miękkie kopyta i może chodzić po pustyni, a np. koza już nie. Jazda po pustyni – najlepsza część pobytu w Dubaju 🙂 Jeździmy po piaskowych pagórkach. Zawisam na pasach 🙂 Pustynia jest piękna. Tak jak góry, jeziora, oceany – ma moc, człowiek jest zdany na jej łaskę. Na koniec dnia lądujemy w osadzie na pustyni – na kolację. Pan kierowca odwozi mnie na końcu. Rozmawiamy o religii, życiu, zasadach i czemu Francuzi nie mówią po angielsku.

Wczesnym popołudniem idę na piechotę z hostelu do meczetu Al Jumeirah. Tutaj ludzie raczej nie chodzą na piechotę:) Jest trochę gorąco. Gdy przebiegam wielopasmową ulicę w niedozwolonym miejscu włączają się zraszacze trawy na rozdzielającym jezdnie pasie. Wysycham bardzo szybko. Meczet jest piękny. Kilka razy w tygodniu, rano, organizowane są tam zwiedzania z przewodnikiem. Ja jestem po południu i meczet jest zamknięty. Potem chcę spacerować po plaży. Pytam jakiegoś pana o drogę, a on mi mówi, że jest za gorąco, i żebym poszłam gdzieś do środka, bo sobie zrujnuje kolor skóry i będę całkiem czarna:) Idę więc do supermarketu i przez kilka minut spaceruję w dziale z nabiałem – przyjemność 🙂

Miejscowi – oryginalni, w sensie nie expaci. Niewielu ich w przestrzeni publicznej. Widzę kilku facetów na lotnisku, kilkoro pań i panów, gdy przechodzę przez centrum handlowe by oglądać fontanny. Panowie obejmują się i całują w policzki na powitanie. Faceci w galabijach – nie mogę się napatrzeć jak pięknie wyglądają. Ubranie zawsze śnieżnobiałe i prosto spod żelazka. Chusta na głowie dopełnia strój. Panie w burkach, czasem nikabach (zasłona na twarz). W kilku miejscach czytam by ubierać się przyzwoicie. Ale najwyraźniej dużo cudzoziemców nie rozumie, nawet pisma obrazkowego. Zastanawiam się co powoduje, że tyle pań wybiera takie stroje. I mam tu na myśli ubrania, które w każdej części świata nie byłyby najodpowiedniejsze na ulicę. Niektóre panie ubierają się chyba w stylu – czego jeszcze na siebie nie włożę. I pomijając estetyczną stronę prezentowanych części ciała, czy ja muszę patrzeć na bieliznę obcych ludzi na ulicy?

W metrze, tak jak i w wielu innych krajach, strefy tylko dla kobiet. Na ścianach metra informacje, o karach dla mężczyzn podróżujących w tej przestrzeni. To samo na peronie, bo zwykle pierwszy lub drugi wagon jest tylko dla kobiet. W wagonie gruba różowa linia oddziela strefy. Z niezrozumiałego dla mnie powodu wielu mężczyzn chce choć stopę postawić w strefie dla kobiet. I oczywiście zawsze ściana gapiących się mężczyzn wyrasta tuż za różową linią. W tej sytuacji mam ochotę założyć koszulkę z popularnym w Indiach napisem – human being.

Powierzchnia Dubaju to niecałe 4 tyś km2 a liczba ludności to 2,2 miliona. Większość populacji Dubaju to expaci z różnych części Azji.

Delhi po raz drugi

FGgFsICb3didfrAcrX

3RWlclpMojEb4CB1fX

v9iQYXHDmzaJQOalzX

8A6KgRSWANa31HDFHX

NSMJTjxU2uicgwC6NX

rOCwbJfnB21EIBfm1X

9Zryto8myWT9JhWYtX

5UUSaewe7mPFLzdd2X

TRrcOpYN73mDYUbT4X

YSDnyBmioa6rhhPBSX

oDwaSXi60f1Pr1ZhKX

hn3dxaWEHB0DjXSnhX

Pc16wDaxfUImeSRcUX

WIRP1DtDAQtpxEPFmX

Zmr6bQdAFRrQWkgCAX

PsODSAW5GZbzqSFRYX

 

Z Jodhpur do Delhi dojeżdżam pociągiem, na który wyjątkowo 😉 mam rezerwację. Jest więc bez przygód. Śpi mi się tak dobrze, że jakaś dziewczyna budzi mnie na dworcu w Delhi, a mój wagon jest już pusty. Ostatnie trzy dni spędzam u koleżanki. Ona pracuje, więc po mieście włóczę się sama. Jadę do Planetarium imienia Nehru. Mój przewodnik wskazuje stację metra, ale jak się okazuje planetarium jest całkiem daleko od metra. Dojeżdżam rikszą, ale spóźniam się 5 minut. Seans już się rozpoczął. Proszę by mnie jednak wpuścili. Pan prowadzi mnie chyba do swojego szefa. Tłumaczę się ze spóźnienia i pan kiwa głową, że mogę wejść do środka. Planetarium uwielbiam 🙂 Po seansie gdy chcę zapłacić za bilet, mówią mi, że nie trzeba i czy mi się podobało:)

Zwiedzam Nehru Memorial – bardzo dużo interesujących informacji. Budynek jest ładny. To tu Nehru pracował, mieszkał i umarł.

Idę do Nehru Park. Sporo ludzi przychodzi tu biegać. Żar lejący się z nieba powypalał trawniki, ale kwiaty są piękne.

Potem jadę do Kofla Firoz Shah – ruin dawnego fortu. Od metra znów to jest daleko. Rikszarz przy metrze proponując cenę myśli chyba, że jakąś naiwną złapał. Idę kawałek dalej i pytam jakichś mężczyzn jak się tam dostać. Pan łapie mi tuk tuka i w czasie negocjacji ceny kierowca po prostu sobie odjeżdża 🙂 Druga złapana riksza dowozi mnie na miejsce. Trochę późno, bo się mocno ściemnia. Dużo ludzi już wychodzi. Na trawniku mnóstwo śladów po właśnie zakończonych piknikach. W ruinach fortu ludzie palą świece i się modlą. Dwóch młody chłopaków, którzy wchodzą razem za mną zbyt słabo mówi po angielsku bym dobrze zrozumiała co się tu odbywa. Mój przewodnik podaje, że w każdy czwartek odbywa się tu czczenie Dżinów. Ludzie zostawiają mleko i palą świece by przebłagać Dżiny, które ponoć zamieszkują Kotlę.

To mój trzeci pobyt w Delhi. To miasto ma dużo do zaoferowania, ale nie mogę zobaczyć wszystkiego naraz:) Jeszcze tu wrócę, mam nadzieję, że na dużo dłużej 🙂

W Delhi jest ponad 40 stopni. Jak to kiedyś napisała koleżanka tam mieszkająca – wiosna w Delhi, odkręcasz kran z zimną wodą i możesz parzyć herbatę.

Kolejnego dnia idziemy do kina na film akcji Baaghi. Jest w Hindi, bez napisów, ale mam wrażenie, że zbyt dużo nie tracę 🙂 Bardzo mi się podoba.

Mój ostatni dzień w Indiach częściowo spędzam w New Delhi. Kupuję ulubione kosmetyki, pozbywam się przewodnika i jem w tej samej restauracji co kilka tygodni wcześniej. Gdy zamawiam dwa chlebki naan kelner mówi, że przyniesie mi jeden. Ja – dwa, on – najpierw tylko jeden. Ok, wszystko jedno. Po tym jak zjadam ten jeden, on pyta czy chcę drugi. Jednak nie, już mi się nie zmieści 🙂

W restauracji siedzi chłopak z Rosji i ma problemy z zamówieniem. Próbujemy rozmawiać, przysiada się na chwilę do mojego stolika, ale mój rosyjski jest zapomniany, a jego angielski na bardzo nędznym poziomie. W końcu na migi pokazuje, że wraca do swojego stolika 🙂

Jakiś tuk tuk zajeżdża mi drogę a kierowca nachalnie zaprasza do środka. Mówię do kierowce chale (jedź), on krzyczy you chale!!! i odjeżdża wściekły.

Wieczorem kolega poznany w pociągu proponuje, że on i jego współlokator odwiozą mnie na lotnisko. Żegnam się łzawo z koleżanką. Najpierw jedziemy do restauracji i zamawiam ulubione danie. Chłopaki mają zamiar jeść mięso i pytają czy mi to nie przeszkadza – uprzejmość zdarzającą się niezwykle rzadko. Potem rozmowa krąży wokół żarcia. Mówię, że nigdy nie jadłam pani puri. Poznani gdzieś w Indonezji Indianie na to samo moje stwierdzenie wykrzyknęli – jako to nie jadłaś pani puri??? 🙂 Więc talerz z pani puri materializuje się przede mną. Zazwyczaj można to kupić na ulicznych stoiskach. Chłopaki montują to dla mnie i pokazują jak jeść. To pieczona mączna wydmuszka, w którą wkłada się warzywa i wlewa sos. Potem całość naraz wkłada do ust.

Chłopaki odwożą mnie na lotnisko. Oczywiście nie wiem, z jakiego terminala mam lot, więc jeździmy po całym lotnisku. Potem jak już odnajdujemy ten właściwy, odprowadzają mnie pod same drzwi i przypominają numer bramki. Zawsze moje wyjazdy z Indii są łzawe. Ale tym razem pomimo napływających łez uśmiecham się cały czas, bo tak miłego pożegnanie nie mogłabym sobie wymarzyć:)

Delhi jest stolicą, a także drugim, po Mumbai największym miastem w Indiach. Liczba ludności dobija do 19 milionów.

 

Jodhpur, Rajastan

LSg3jKk2PzLq0GRUSX

WV0q6WBKpNDMDCGs4X

TkqcBfSbELuc3xT1cX

7zE5ed1PzDvblqol8X

24jWymaStVt9PYvPCX

7s7Zt9ieCG8pW7lL0X

25gbDkMu7daX1JfkrX

bpVXrzxbHoVqD98C4X

c0MFGKxDjqFulJEySX

BanUUm8JdeSO2fSbLX

ThpQ6bNeW54JNLpyFX

r8rREYg6kYHq81URvX

I9rudD0bQRDQE6oBiX

XnHIEDVp7xUvhAdhMX

QTxPIKvd7xIZf7MLJX

f1oalkpXTYoGZOegWX

NGpoSxlhLCwrf62QaX

bRmVUAj69JkXmKbInX

g0ejzN1uU9iS9pYNlX

cpaunRYDXxZnkcF4eX

wNbK9z3hAIDT3AKuwX

OZag23Cl8bhvSSGg2X

reldGa935GCbmuw6eX

FzjoaobNb9UVzXLreX

BbFqTABreSnsXNZBaX

mVcjX9SKK7p2U6tibX

JIgdSavSKEWtR1pstX

RfdbL6dkwtTocu5q6X

ekVBNYgg9FCfNXRuBX

X2yIGt7bPn7n7wZ4NX

W5b2Z8apThe12xEScX

SodRRrUvS73J123o7X

Rano jadę autobusem z Pushkar do Jodhpur. Nim opuścimy Pushkar autobus zatrzymuje się kilka razy, by zabrać pasażerów, ale też bileter kupuje naręcza zieleniny i karmi krowy a potem rozsypuje ciastka na stopniach jakiegoś budynku. Wszystko to dla Bogów. Jakaś baba w autobusie pokazuje na mnie palcem i nieprzyjemnie się śmieje. Zasłaniam twarz i odwracam do okna.

W Jodhpur jest ponad 40 stopni, więc mam słabą motywację by się włóczyć po mieście. Idę do Mehrangarh Fort – fortecy, która góruje nad miastem. Wstęp jest drogi, ale okazuje się warty swojej ceny. Fort został wybudowany około 1460 roku i jest jednym z największych w Indiach. Znajduje się na 125 metrowej skale. Fort jest prawie 300 lat starszy niż samo miasto Jodhpur.

Ostatni Maharadża Jodhpur – Gaj Singh urodził się w 1948 roku i w wieku czterech lat, po śmierci ojca został Maharadżą. Jak opowiada na nagraniu w audioguide nie towarzyszyły temu żadne zwyczajowe ceremonie. W 1971 roku, gdy po studiach na Oxfordzie wrócił do kraju konstytucja Indii się zmieniła odbierając maharadżom ich przywileje. W Forcie jest zgromadzonych wiele ciekawych eksponatów. Z nagrania dowiedziałam się wiele ciekawych informacji o historii fortu, a także rodziny maharadżów. W jednym z pomieszczeń jest kolekcja lektyk, w których przemieszczali się członkowie rodziny. Jedna z nich należała do babci ostatniego maharadży. Gdy w 1924 roku była ona z wizytą w Anglii, ówcześni paparazzi polowali by ją zobaczyć. Gdy przesiadała się z lektyki do samochodu udało im się zrobić zdjęcie jej kostki u nogi. Strona indyjska wykupiła cały nakład gazety z tym zdjęciem, nim dotarło ono do Indii.

Fort był zamknięty przez długi czas. W 1972 roku utworzona została fundacją, która zajmuje się tym zabytkiem. Na nagraniu słucham, że fort pełen był ptaków i nietoperzy i pierwsze dochody uzyskano ze sprzedaży rolnikom odchodów nietoperzy 🙂 Fort jest w bardzo dobrym stanie i nie wymagał dużych remontów. Z Fortu widać Blue City – Niebieskie Miasto.

Umaid Bhawan Palace jest położony 8 km od Mehrangarh i został wybudowany w latach 1929 – 1943. Była to największa prywatna rezydencja w Indiach. Dziś część pałacu to muzeum, część to luksusowy hotel, a część to rezydencja Maharadży, gdzie mieszka ze swoją rodziną i skąd ma widok na fort. Muzeum jest ciekawe. Obok kolekcja starych samochodów. Malowidła ścienne w pałacu wykonał Stefan Norblin.

Na dworcu w Jodhpur gazeta wpada mi pod pociąg. Ja pakuję się do środka by zostawić bagaże i gdy idę kupić nową gazetę okazuje się, że dwóch chłopaków weszło chyba pod pociąg by ją dla mnie wydostać. Głupio mi, bo wysilili się, a ja tej gazety już nie chcę. Ludzie plują na tory i często korzystają z toalet w czasie postoju na dworcu. Wracam do tego samego sprzedawcy gazet On podaje mi nowy egzemplarz i stanowczo odmawia przyjęcia pieniędzy – takie rzeczy tylko w Indiach 🙂