Pai

 

IMG_6636IMG_6522IMG_6550dddIMG_6521IMG_6536IMG_6519dddIMG_6589IMG_6548IMG_6617IMG_6625IMG_6613dddIMG_6534

Pai to nieduża miejscowość w północnej części Tajlandii. Około 3 godziny jazdy z Chiang Mai . Trasa prowadzi przez bardzo krętą, górską drogę. Niektóre zakręty mają po 300 stopni. Kiedyś enklawa Hipisów, dziś super turystyczne miejsce. Jak wszędzie jednak można znaleźć cichy i spokojny zakątek, oddzielony np. wiszącym mostem 🙂

Samo miasteczko jest urocze, pełne knajpek i barów. Wieczorami rozkłada się jedzeniowy bazarek.

Z niektórych miejsc w Pai widać na wzgórzu wielki biały posąg Buddy. Poniżej posągu znajduje się mała świątynia.

Pai jest otoczone przez pola ryżowe. W okolicy jest kilka wodospadów i naturalne gorące źródła.

Około 10 km od Pai jest Pai Memorial Brigde – Most Pamięci. W czasie II wojny światowej Japońscy okupanci użyli jeńców wojennych i przymusowych robotników do budowy tego mostu. Jeszcze w czasie wojny podczas wycofywania się z tych terenów Japończycy spalili most. Został odbudowany po wojnie przez miejscową ludność. Dziś jest tylko atrakcją turystyczną. Obok jest murowany most przez który przebiega droga.

Niedaleko mostu jest Pai Canyon – Kanion Pai. Piękny krajobraz, z tego miejsca rozpościera się widok na dolinę, poprzecinany naturalnymi wąskimi przejściami. Przeszłam pierwszy odcinek, bardzo krótki. W połowie obejrzałam przepaście po obu stronach i resztę przeszłam na miękkich kolanach. Z powrotem rozważałam przejście na czworakach.

W 2005 roku w porze deszczowej Pai nawiedziła wyjątkowo duża powódź i dużo domów i guesthouse’ów została zniszczona.

 

Chiang Mai

 

IMG_6425dddIMG_6373dddIMG_6383IMG_6340dddIMG_6320dddIMG_6319dddIMG_6462dddIMG_6488IMG_6357dddIMG_6370dddIMG_6401IMG_6392dddIMG_6312IMG_6404IMG_6368ddd

Chaing Mai to miasto na północy Tajlandii. Dojechałam tu nocnym pociągiem z Bangkoku. Podróż trwa około 13 godzin. W drugiej klasie każda leżanka ma zasłonę oddzielającą od przedziału, prześcieradło poduszkę i mięciutki biały koc. Byłam w szoku. Ostatni raz nocnym pociągiem jechałam w Indiach. Wprawdzie najtańszą klasą z leżankami, ale standard był zupełnie inny:)

Chiang Mai, a w zasadzie stara część miasta, otoczona jest kanałem i pozostałościami muru, który ma 700 lat. Kanał oddziela stare miasto od ruchliwego nowego miasta. Stare miasto jest podzielone cichymi, urokliwymi uliczkami, z ogromną ilością świątyń. W weekend rozkłada się tu uliczny market.

Z Chiang Mai wybrałam się na wycieczkę do wioski White Karen. Ci ludzie przyszli w góry w Tajlandii ponad 100 lat wcześniej z Kambodży. Pracują głównie przy uprawie ryżu i kawy. Mieszkają w tradycyjnych domach na palach (by w czasie powodzi nie zostały zalane). Na miejscu jest mały sklepik gdzie lokalne kobiety sprzedają wytwarzane przez siebie szale.

Doi Inthanon jest najwyższym szczytem w Tajlandii. Ma 2565 mnpm. Na szczyt wiedzie droga. Szczyt tej góry jest płaski i rozległy, zatopiony w lesie mglistym (górna partia lasów deszczowych).

W pobliżu we wsi Khum Klang znajduje się Royal Project Research Station. W tym miejscu w górach ludność uprawiła opium. Byli to głównie ludzie, bez kwalifikacji i według nich była to jedyna szansa na zarabianie pieniędzy. Po swojej wizycie w 1979 roku w tym rejonie, król zadecydował o założeniu tego projektu, by wspomóc lokalną ludność w rozwinięciu innej działalności. Za uprawę i handel narkotykami w Tajlandii grożą wysokie kary, łącznie z karą śmierci. Projekt wspomaga górskie plemiona w uprawie roślin lubiących górski klimat i w nowoczesnym rolnictwie.

The Royal Twin Pagoda’s – Bliźniacze królewskie Pagody zostały wybudowane przez tajlandzką armię jako prezent dla Króla i Królowej. W 1987 roku dla Króla na jego 60 te urodziny i dla Królowej w 1992 roku na jej 60 te urodziny. Kiedy tam dotarłam spowite były mgłą.

W pobliżu jest kilka wodospadów. Ja odwiedziłam 2: Wachirathan Waterfall i Sirithan Waterfall.

 

Z Chiang Mai warto wybrać się do Wat Phra That Doi Suthep. Położona jest na szczycie góry Suthep. Rozpościera się stamtąd wspaniała panorama miasta.

 

 

Bangkok, Thailand

IMG_6276IMG_6246ddddIMG_6097IMG_6235dddIMG_6114dddIMG_6129dddIMG_6273dddIMG_6311dddIMG_6301dddIMG_6233IMG_6128IMG_6162IMG_6275IMG_6266dddIMG_6231dddIMG_6223IMG_6181IMG_6232dddIMG_6220

Tajlandia (Thailand), a z zasadzie Królestwo Tajlandii to kraj w południowo wschodniej Azji. Do 1949 roku był zwany Syjamem. Thai w języku tajskim znaczy wolny. Powierzchnia kraju jest ponad półtora raza większa niż Polska. Liczba ludności to prawie 70 milionów. Dominującą religią jest buddyzm. Bangkok jest stolica Tajlandii. Na lotnisku orientuję się, że spisałam instrukcję dojazdu z innego lotniska 🙂 Szybciej, łatwej i chyba taniej jest dojechać taksówką. Wybrałam bardzo ładny hostel. Około 40 minut metrem do centrum, ale wyglądał na tyle zachęcająco, że to przeważyło. Gdy wyszłam na balkon usłyszałam odgłosy uderzeń. Okazało się, ze po sąsiedzku jest ring bokserski, chyba tylko dla trenujących. W Bangkoku jest wiele interesujących świątyń. Wat Pho (jest to cały kompleks świątynny) – można tu zobaczyć wielki, najstarszy w Tajlandii złoty posąg leżącego Buddy. Jest to najstarsza i największa świątynia w mieście. Wat Phra Keaw, zwana też the Temple of the Emerald Buddha (Świątynią Szmaragdowego Buddy). Cud architektoniczny, las stup a w środku świątyni posąg szmaragdowego Buddy. Naprawdę zrobiony jest z jaspisu. Został po raz pierwszy odkryty w 1434 roku i wtedy został pokryty gipsem. W późniejszych latach ktoś zauważył, że gips na nosie ma pęknięcia a pod spodem widoczny jest zielonkawy kamień, który wtedy wzięto za szmaragd. W ten sposób powstała legenda na temat szmaragdowego Buddy. Wat Arun zwana także Dawn Temple (Świątynią Świtu), położona jest na przeciwległym brzegu rzeki Menam. Obecnie w remoncie. Stupy udekorowane są różnokolorową mozaiką. Grand Palace – Wielki Pałac, dawna rezydencja królewska, dziś używana tylko podczas szczególnych okazji, jak koronacja. Wybudowany w 1782 roku przez króla Rama I. Wnętrza są zwykle niedostępne dla zwiedzających. Cały kompleks znajduje się na powierzchni 218 tyś m2 i jest otoczony murem. Lumphini Park położony jest blisko centrum. Przyjemne miejsce z małym, sztucznym jeziorkiem i siłownią na powietrzu. Został stworzony w 1920 roku przez króla Rama VI na królewskich posiadłościach. Był to pierwszy park w Bangkoku. Został nazwany na cześć Lumbini, miejsca w Nepalu, gdzie urodził się Budda. Bangkok ma niezliczoną ilość bazarów. W Tajlandii zdjęcia Króla i Królowej są wszędzie. 2 razy w ciągu dnia o 8 i 18 tajlandzki hymn rozbrzmiewa na stacjach kolejowych, w radiu, publicznej telewizji, z ulicznych głośników. Ruch uliczny zamiera wtedy na parę minut.

Kuala Lumpur

IMG_59071IMG_59601IMG_6067ddd1IMG_6066ddd1IMG_5958dddIMG_60291IMG_60171IMG_60781IMG_60761IMG_5900fffIMG_58911IMG_5943fffIMG_6033dddIMG_60301

Kuala Lumpur to stolica Malezji. Mam trochę mieszane uczucia co do tego miasta. Generalnie średnio mi się podoba. Ale znalazłam 2 miejsca, w których spędziłam sporo czasu.

Pierwsze to śliczny park Lake Gardens. Znajduje się w samym centrum i można tam zapomnieć że to część wielkiego miasta.

Drugie to Petronas Towers zachwycające bliźniacze wieże. Do 2004 roku były to najwyższe budynki na świecie. Mają 452 metry wysokości i są połączone mostem na wysokości 41 i 42 piętra.

U stóp tych budynków jest mały, uroczy park, z którego można je podziwiać. Jest tam też fontanna, w której chlapią się dzieci i można sobie pomoczyć nogi.

Chciałam się wybrać do planetarium, ale pracownik puszczający na cały regulator okropną muzykę z komórki kazał mi zostawić butelkę z wodą na zewnątrz budynku w pełnym słońcu. No więc zrezygnowałam.

Wybrałam się za to do Batu Caves. Są to hinduskie świątynie znajdujące się w bardzo wysokich jaskiniach. Jaskinie mają około 400 milinów lat. Do świątyń prowadzi 272 stopni. Są one dedykowane bogowi Murunga, którego gigantyczny złoty posąg stoi przed wejściem.

Mój hostel jest na ostatnim piętrze budynku. Nawet w nocy jest gorąco i wiatraki średnio dają radę. Za to każdego ranka z mojego okna miałam wielką przyjemność obserwować próby air show przed Malezyjskim Dniem Niepodległości, które wypada 31 sierpnia. Niestety nie będzie mnie już tu tego dnia. Z singapurskiego doświadczenia wiem jednak, że lepiej oglądać próby. W Dzień Niepodległości są zwykle tłumy i trudniej znaleźć dobre miejsce do obserwacji. No więc oglądałam paradę wojskowych helikopterów, i różnych innych samolotów aż do moich ulubionych F16. To niesamowite oglądać jak te super szybkie odrzutowce przelatują nisko nad dachami wieżowców, a huk ich silników przed długą chwilę odbija się od budynków. Bardzo chciałabym odbyć lot jednym z nich. Albo chociaż na symulatorze 🙂

W weekend poprzedzający Dzień Niepodległości w Kuala Lumpur odbywały się chyba największe protesty w historii Malezji. Kobieta, którą zaczepiłam na ulicy, wyjaśniła mi, że ta sama partia rządzi krajem od 60 lat i ludzie są zmęczeni korupcją i chcą, żeby gospodarka Malezji zaczęła się odbijać po recesji. Powiedziała też, że Malezyjczycy są bardzo spokojnym narodem i ten protest to dowód na to jak są zdesperowani że aż zdecydowali się wyjść na ulice. Protestujący byli ubrani w żółte koszulki, a sam protest wyglądał na bardzo pokojowy.

Piszę tego posta w mój ostatni wieczór w Kuala Lumpur. Przed chwilką ktoś mi polecił Genting Highlands – wzgórza niedaleko miasta. Może następnym razem się uda.

Georgetown

IMG_58791IMG_5837IMG_5772IMG_5816fffIMG_58781IMG_57891IMG_5888fffIMG_5784fff1IMG_5739dd1IMG_5787fffIMG_5763IMG_5752IMG_5777fffIMG_5824IMG_5822IMG_5745

Georgetown to miasto a wyspie Penang na zachodnim wybrzeżu Malezji, na północ od Kuala Lumpur. Wyspa jest połączona z lądem Second Penang Bridge (Drugim Mostem Penang), który został otwarty w 2014 roku. Jest to najdłuższy most w południowo – wschodniej Azji i jego całkowita długość wynosi 24 km.

Georgetown ma wiele ładnych budynków i obiektów sakralnych. To co mi się najbardziej podobało to sztuka uliczna. W starej części miasta jest mnóstwo murali, połączonych z rzeczami użytkowymi, np. krzesło czy huśtawka.

W tej samej części miasta znajduje się Chow Jetty – Drewniana osada na palach nad brzegiem morza. Część z budynków została zamieniona na sklepy, ale wciąż mieszka tam kilkaset osób. Domki są raczej niewielkie. Zostały wybudowane w XIX wieku przez biednych chińskich imigrantów, którzy pracowali w pobliskim porcie.

W Georgetown zatrzymałam się w bardzo starym hostelu. W nocy przez podłogę w dorm prześwitywało światło z parteru:) Była tam też dziewczyna całymi dniami zajęta wylepianiem obrazków na tekturowych kółkach. Myślałam, że może jest wolontariuszką pracująca z dziećmi. Przedstawiła mi się jako dream consultant – konsultant to spraw marzeń. Powiedziała, że to nowość i dopiero rozkręca biznes. Jej chłopak miał przelać jej 10 milionów euro na pomoc ludziom w realizacji ich marzeń. Dokładnie nie wypytywałam o co chodzi po tym jak stwierdziła, że skoro mieszkam w hostelu to pewnie potrzebuję pieniędzy i ona pomoże mi rozkręcić biznes. Nie wiem czyje to miałoby być marzenie 🙂 I przypomniała mi się książka Sklepik z marzeniami – po tym trochę zaczęłam się jej bać 🙂

 

 

Cameron Highlands

 IMG_5652IMG_5717dddIMG_5691IMG_5714dddIMG_5670IMG_5694ddd

Tego dnia jest to jedyny prom opuszczający wyspę Tioman. Nie dość, że odpłynąć powinien dopiero o 10,30, to jest jeszcze godzinę spóźniony. Kiedy docieram do Mersing około13tej, okazuje się, że pierwszy bezpośredni autobus do Kuala Lumpur jest o 22. Dzielę taksówkę w kilkoma osobami i dojeżdżamy do Kuantang tylko kilka minut przed odjazdem autobusu w KL. Docieram do miasta wczesnym wieczorem i najpierw ktoś kieruje mnie na zły dworzec autobusowy, a potem okazuje się, że i tak wszystkie autobusy do Cameron Highlands już odjechały. Jestem zmęczona i zła po całym dniu w podróży, kiedy to i tak nie udało mi się dojechać tam gdzie chciałam. Jednak widok podświetlonych Petronas Towers, które mignęły mi w czasie jazdy miejskim pociągiem zachwyca mnie na tyle, że schodzi ze mnie złość. Jadę do Chinatown i wybieram pierwszy napotkany hostel. Miły recepcjonista daje mi zadzwonić do hostelu, który zarezerwowałam w górach. Zwykle nic nie rezerwuję, ale koleżanka mi powiedziała, ze sama musiała wynająć pokój w hotelu, bo wszystkie miejsca hostelowe były zajęte.

Jest już na tyle późno, że idę tylko zjeść obiad i wskakuję do łóżka.

Rano wsiadam w autobus i już koło południa jestem w Tanah Rata. Jest to małe miasteczko w Cameron Highlands położone na wysokości 1440 metrów npm. Miasteczko mało urocze ale tu zaczyna się wiele szlaków treakingowych.

Ja zdecydowałam się na całodzienna zorganizowaną wycieczkę. Najpierw treaking po dżungli w poszukiwaniu kwiatu Rafflesia. Jest to dziwny, niezbyt piękny kwiat, który żyje tylko 7 dni. Wygląda jakby był zrobiony z plastiku. Dużo much się koło niego kręci:)

Przechodząc po śliskich kamieniach w strumieniu poślizgnęłam się i obiema nogami wylądowałam w wodzie. Resztę dnia spędziłam w totalnie przemoczonych butach 🙂

Potem odwiedziliśmy plantacje herbaty. W Malezji zbieranie liści odbywa się maszynowo. Praca zbieracza herbaty jest ciężka i marnie płatna i nikt tu już nie chce tego robić. W tym regionie jest wiele osób pochodzenia indyjskiego. Ich rodzice lub dziadkowie przyjechali z Indii, żeby pracować na plantacjach.

Na koniec odwiedziliśmy Mossy Forest – las obrośnięty mchem. Piękne i urokliwe miejsce.

Bonusem wycieczki było poznanie fajnych ludzi, z którymi wybrałam się na obiad.

 

Tioman Island

 IMG_5616IMG_5418dddIMG_5646fffIMG_5479IMG_5572fffIMG_5503IMG_5525IMG_5478IMG_5631IMG_5482IMG_5583IMG_5626IMG_5453IMG_5617

 Po dopłynięciu na wyspę łapiemy transport na wschodnie wybrzeże.

Najpierw chciałam spać w dorm, ale okazało się, że nie ma zamykanych szafek i drzwi też nie można zamknąć:) Wyspa jest bardzo bezpieczna, ale mimo wszystko.

Dzielę więc domek z Sylvią. Najpierw wydawał nam się super basic, ale potem bardzo nam się podobał 🙂

Nieprzespana noc i podróż promem, choć normalnie mnie to nie rusza kończą się bólem brzucha. Prawie cały dzień spędzam w łóżku, bo nie mam siły jeść ani nawet siedzieć.

Następnego dnia jednak budzę się głodna i czuję się dobrze. Wyspa jest cudna,, choć wrażenie pewnie zależą od części wyspy, w której się przebywa.

Czysty piasek i długa, dość szeroka plaża. Prawie nie ma ludzi.

Na tej plaży jest Juara Tourtle Project. Jest to organizacja, która wspomaga żółwie. Żółwie morskie żyją tyle ile ludzie, około 70 – 100 lat. Potrzebują około 20 -30 lat, żeby osiągnąć dojrzałość płciową. Dzięki swojemu instynktowi po wielu latach wracają w miejsce, gdzie się wykluły, żeby złożyć swojej jaja. Niestety zanieczyszczenie środowiska i ekspansja człowieka powodują, że wiele z tych bezpiecznych dla żółwi miejsc już nie istnieje. Dlatego organizacje wspierające żółwie doradzają żeby budować domy za linią zieleni, która styka się z plażą. W ten sposób drzewa tłumią światła dochodzące z domów i ulic. Żółwice wybierają puste i ciemne części plaży. Jeśli warunki na plaży, na której się wykluły nie spełniają ich wymagań, po prostu więcej tam nie wracają. Nawet na tej wyspie liczba miejsc gdzie gniazdują żółwie znacznie się zmniejszyła na przestrzeni ostatnich lat.

Wolontariusze każdej nocy patrolują plaże, i jeśli znajdą gniazda mierzą ich głębokość i przenoszą je w bezpiecznie miejsce. Pomiar głębokości jest bardzo istotny, ponieważ płeć małych żółwików będzie zależała od tego jaka temperatura panowała w gnieździe. Jeśli to było 30 stopni to wyklują się samiczki, a jeśli 28 stopni to samczyki.

Jaja są przenoszone i zakopywane na takiej samej głębokości jak zrobiła to żółwica, żeby chronić je przed drapieżnikami, a także ludźmi, którzy czasem gustują w żółwich jajach.

Statystyki podają, że tylko jeden na tysiąc z małych żółwików ma szansę osiągnąć dojrzałość płciową. Oprócz naturalnych wrogów żółwi, jest jeszcze człowiek, który jest najbardziej destrukcyjnym z gatunków żyjących na Ziemi (a może i w całym Wszechświecie). Te piękne stworzenia zabijane są dla ich skorup, a także mięsa. Każdy z nas może coś zrobić dla ochrony żółwi. Wystarczy choćby nie kupować rzeczy wykonanych lub inkrustowanych skorupami żółwi.

Dorosły żółw (z gatunków, które tam gniazdują) osiąga długość o jednego do dwóch metrów.

Organizacje wspierające ochronę żółwi są bardzo potrzebne, bo ich ilość systematycznie się zmniejsza.

Tioman w zdecydowanej większości porośnięta jest dżunglą. Nie ma zbyt wielu dróg, a w niektóre rejony wyspy można się dostać tylko łodzią. Jest wiele miejsc gdzie można się wybrać na treaking. W większość miejsc jednak lepiej wybrać się z miejscowym przewodnikiem. Łatwo się zgubić,a poza tym jest tam mnóstwo dzikich zwierząt, jak słonie, małpy i jadowite węże.

My wybrałyśmy się do wodospadu. Żeby tam dojść trzeba przekroczyć rzekę. Lepiej poczekać do popołudnia bo wtedy poziom wody jest znacznie niższy, sięga tylko za kolana. Najpierw źle odczytałyśmy mapę i przelazłyśmy rzekę nie w tym miejscu co trzeba. Wyszłyśmy koło domku jakiejś pani, czym naraziłyśmy się na jej nieprzyjemne uwagi. Potem odnalazłyśmy właściwą drogę, trochę dzięki pokrzykiwaniom tej pani, która obserwowała nas z tarasu 🙂 Trasa do wodospadu jest bardzo ładna. Zajmuje to niecałą godzinę, jednak temperatura i wilgotność powietrza nie czynią tego najłatwiejszym. Wodospad nie jest zbyt duży. U jego stóp jest naturalny basen, w którym można pływać. Jest to super przyjemny sposób, żeby się ochłodzić.

Wokół wyspy jest wiele miejsc gdzie można oglądać rafę koralową. Wybrałyśmy się na całodzienny rejs łodzią. Podglądanie podwodnego świata jest fascynujące. Rafa koralowa, żółwie i przepływające koło mnie setki najróżniejszych ryb.

Wyspa Tioman jest położona 32 km od wschodniego wybrzeża Półwyspu Malezyjskiego na morzu południowo chińskim.

Na wyspie mieszka około 400 osób. Wyspa została wybrana w głosowaniu jako jedna z 10 najpiękniejszych wysp na świecie.

 

Mersing

IMG_5396ggg1IMG_5410fff1IMG_53801 IMG_5384IMG_5401fff

IMG_5379
IMG_5398
IMG_5392IMG_5403

Przyjeżdżam do Mersing tuż po 12tej i okazuje się, że ostatni prom na Tioman już odpłynął. W biurze, które sprzedaje bilety na prom okazuje się, że dziewczyna poznana przy wysiadaniu z autobusu jedzie do tego samego miejsca na wyspie. Kupujemy bilety na pierwszy prom i idziemy szukać hostelu. Jedyny chyba hostel w mieście robi dziwne wrażenie. A raczej ludzie, którzy tam siedzą. Zamykane szafki są tylko 4 (a miejsc w hostelu kilkanaście) i wszystkie zajęte. Dochodzimy do wniosku, że tylko ktoś komu uciekł prom zatrzymuje się w tym mieście na noc. Koleżanka postanawia się zdrzemnąć a ja idę robić zdjęcia i sprawdzić rozkład autobusów.

Miasto jest nieciekawe. Jedynie nad morzem jest ładnie. Kiedy wracam do hostelu Silvia pokazuje mi recenzje o naszym hostelu na trip advisor. Raptem 3 tygodnie wcześniej 2 osoby napisały, że obudziły się w środku nocy, bo jakaś dziewczyna krzyczała. Ktoś ją obmacywał, a jak się obudziła ukradł jej telefon i tablet i uciekł. Silvia pytała o to dziwnego faceta z recepcji, a on stwierdził, że to jedyny raz jak nie zamknęli drzwi na noc. Pytamy go kilka razy czy na pewno zamknie drzwi tej nocy.

Idziemy szukać miejsca na obiad, ale większość jest mało zachęcających. W końcu lądujemy w chyba najładniej wyglądającej, ale i tak bardzo taniej restauracji.

Wieczorem w łóżku plecak z cennymi rzeczami kładę pod głowę i długo nie mogę zasnąć. Wokół inni też się kręcą w łóżkach i chyba większość z nas ma tę noc w plecy.

Wstaję bardzo rano, bo na odprawie promowej musimy być o 6. W recepcji śpi jakiś chłopak, którego nie widziałam poprzedniego dnia. Obok niego leży chyba jego plecak.

W hostelu są tylko 2 łazienki (w tym jedna to sam prysznic). Kiedy staram się ocucić w łazience słyszę jak ktoś obok sika w prysznicu, a zaraz potem trzaskają drzwi wejściowe. Lecę sprawdzić bagaże, ale na szczęście wszystko jest na miejscu. Zniknął tylko śpiący chłopak z recepcji.

Idziemy z Silvią na prom a tam jakiś totalny sajgon. Mimo, że mamy bilety musimy stać w 3 kolejkach, po boarding pass, żeby zapłacić za wstęp na wyspę i żeby się wpisać do zeszytu. Po godzinie chaosu udaje nam się wleźć w końcu na prom.

 

Melaka (Malacca), Malaysia

 IMG_5278fffIMG_5334IMG_5369dddIMG_5279fffIMG_5272rrrIMG_5260cccIMG_5264vvvIMG_5291IMG_5314IMG_5331IMG_5319IMG_5336

Malezja położona jest na półwyspie Malajskim i wyspie Borneo.

Powierzchniowo jest trochę większy jak Polska, a liczba ludności zbliża się do 30 milionów. Dominującą religią jest islam.

Melaka (Malacca) to mój pierwszy przystanek w Malezji. Tylko 3 godziny autobusem z Singapuru.

Melaka jest położona na zachodnim wybrzeżu Malezji. Zatrzymuję się w Chinatown – najbardziej interesującej części miasta. Wszystko w zasadzie można obejść na piechotę. Jest tu wiele muzeów. Odwiedziłam tylko Pałac Sułtana. Bardzo piękna drewniana budowla położona w przyjemnym parku. Jest to powstała w roku 1984 replika pałacu wybudowanego w XV wieku.

Obok pałacu jest wzgórze z ruinami kościoła wybudowanego przez Portugalczyków na początku XVI wieku. Poniżej znajduje się cmentarz holenderski. Na przestrzeni wieków Melaka przechodziła z rąk do rąk. Po Sułtanie rządzili nią Portugalczycy, a potem kolejno Holendrzy, Brytyjczycy i Japończycy.

Warto wybrać się na rejs promem po rzece i podziwiać malownicze budynki na jej brzegach. W dole rzeki znajduje się osiedle starych, drewnianych, tradycyjnych domów. W niektórych z nich są teraz pokoje do wynajęcia, ale większość jest wciąż zamieszkana. Wypożyczyłam rower, żeby dokładnie je sobie obejrzeć.

W Chinatown jest mnóstw uroczych kawiarenek, restauracji i miejsc serwujących soki. Idealne miejsce na spacery. Wokół piękne kościoły, meczety i buddyjskie świątynie.

Melaka od 2008 roku jest na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.

 

Singapore 3

 

IMG_4245fffIMG_4211IMG_4678IMG_4210IMG_4280gggIMG_4172IMG_4563IMG_4679gggIMG_4487gggIMG_4610gggIMG_4237IMG_4299IMG_4289ggg

W Indonezji poznałam bardzo sympatyczną parę mieszkającą w Singapurze, gdzie spotkaliśmy się później kilkukrotnie. Dzięki nim miałam okazję posłuchać jak żyje się w tym małym państwie.

W Singapurze jest wiele regulacji, dotyczących różnych dziedzin życia, których nie znajdzie się w Europie. Nigdzie nie kupi się gumy do żucia. Kiedyś było to możliwe, ale chodniki były zaplute przeżutymi gumami i ich sprzedaż została zakazana. Nie przeszkadzałoby mi to. Odkąd przeczytałam z czego dokładnie składa się guma do żucia, nie używam już tego świństwa.

Sprzedaż alkoholu jest ograniczona do pewnych godzin, z powodów poalkoholowych ekscesów.

Za narkotyki grozi kara śmierci.

Obywateli Singapuru, którzy chcieli by pójść do kasyna obowiązuje opłata wstępu w wysokości 100 singapurskich dolarów.

Dla ochrony środowiska wprowadzono wysokie podatki przy kupnie samochodu. Wprawdzie na ulicach można zobaczyć super drogie samochody, jednak większość jest średniego standardu. Transport publiczny: autobusy, metro i taksówki jest bardzo punktualny i stosunkowo tani.

W Singapurze nie ma emerytur w sense takich jakie znamy z Europy. Każda pensja jest dzielona i przelewana na 3 różne subkonta. Jedno to konto osobiste, drugie jest na wydatki medyczne a trzecie na emeryturę. Z konta emerytalnego pieniądze można używać po osiągnięciu wieku emerytalnego i nawet wtedy nie można wypłacić naraz całej sumy.

Służba zdrowia jest płatna. Za wizyty i zabiegi można płacić pieniędzmi zgromadzonymi na koncie medycznym, ale większość osób ma prywatne ubezpieczenie medyczne.

Można by powiedzieć, że państwo nakłada wiele ograniczeń na swoich obywateli. Jednak patrząc na Polskę czy Irlandię, w której mieszkałam wiele lat, może nie jest to głupie rozwiązanie. Ludzie popadający w uzależnienia czy długi przez swoją niefrasobliwość, a potem oczekujący, że społeczeństwo będzie współuczestniczyć w leczeniu ich zdrowia, które sami sobie popsuli czy spłacać ich długi, bo w swej fantazji kupili kilka nieruchomości na kredyt.

Są wysokie kary za śmiecenie i nie spuszczenie po sobie wody w publicznej toalecie. Może wydaje się to śmieszne (w przypadku toalety) ale jak przypomnę sobie ile razy weszłam do zafajdanego kibla, choćby w pracy, gdzie można by oczekiwać ludzi na poziomie. Może jakby jedna czy druga dama dostała mandat za zostawianie syfu w łazience to skończyłyby się takie sytuacje.

Prawie każde miejsce, które odwiedzam podoba mi się tak bardzo, że mogłabym tam zamieszkać. Singapur pod tym względem spodobał mi się na tyle mocno, że kto wie. Kiedyś trzeba będzie wrócić do pracy 🙂