Seoul, South Korea

qKhFLivW5dLMPzgPPX

 IaVT5oyqfpmWCsoDDX

zb4RZaawxw3ocLuCXX

kyrI4kOObbUecaUjVX

I0e9ad8bnT1XANU3bX

qGschGhVWFosN3vTlX

SwhTpmLSYLby2hLt4X

9PmUXMC1rwbFrSJsCX

SGMOCbuaQwsdOZT5bX

kIOsoeS7KguHObUViX

cF5WREN95so5FmIzUX

Dd2hF4KpQR2QRO30oX

yqOYAG3qOxactviIKX

zykZOdkZXaTSrJPSrX

NWD6hWaUfFTHYDaPlX

uX0VPq5d67MDQw3NKX

lxIAgc6tBm3hRb3AiX

tbo86JTi3WfokfPilX

1NOrFKNy4kGIdc3IGX

Tsha7LFBkvpF1WBKoX

bIs2RszmPGWO6mgCwX

7emb0CZFzJtGx3bXJX

8rUBDMFiOSzq3tqG6X

KTMBNAwiBJHSxa6GFX

qpUdptj9BSsNyiwZfX

bo4a03XYjzmbH25MaX

JwGyevbmIdwCbvf3zX

Gdy w hostelu mówią, że pociąg na lotnisko Kansai będzie jechał półtorej godziny to kłusem pędzę na metro. Łapię metro, dojeżdżam na dworzec i miły pan mówi, że pociąg jedzie tylko 50 min. Uff, inaczej bym nie zdążyła. Lot trwa tylko 2 godziny. Na lotnisku w Seulu są jakieś występy. Siadam i oglądam tańczącą dziewczynę w tradycyjnym stroju do pięknej instrumentalnej muzyki. Pojawia się tancerz i robi się romantycznie. Potem na scenę wchodzą faceci i sytuacja staje się bardziej dynamiczna. Wykonują różne akrobacje, potem kopniakami roztrzaskują drewniane deseczki. Jeden z nich wchodzi między publiczność i wybiera mnie. Idę na scenę, odmawiam wykonywania wojowniczych okrzyków, ale kopniakiem rozbijam deseczkę. Subtelnie kopię, więc rezultat nie jest zbyt spektakularny:)

Gdy stoję przed biletomatem na stacji podchodzi miły pracownik stacji i pomaga mi kupić bilet, a potem dwa razy przypomina żebym zapięła torbę:)

Mieszkam niedaleko Uniwersytetu Hongik. W poszukiwaniu czegoś do jedzenia krążę po okolicznych uliczkach. Dużo knajpek, ale wszędzie mięso. W desperacji wchodzę do Pizzy Hut, ale ani vege pizzy ani baru sałatkowego 🙂 W końcu znajduję jakąś japońską knajpkę i jestem szczęśliwa:) Zupa miso 🙂

Następnego dnia jadę do War Memorial (muzeum wojennego). Oglądam różnego rodzaje samoloty użyte w czasie wojny i spaceruje po parku. Niedaleko jest Seoul Tower – wieża widokowa. Wchodzę na wzgórze, na którym się znajduje. Trochę kropi deszcz i widoczność jest kiepska. Nie powstrzymuje to jednak ludzi od wjeżdżania na szczyt wieży 🙂

Kolejnego dnia jadę do Pałacu Gyeongbokgung. Teren na którym jest pałac i inne budynki jest duży. Pogoda jest piękna i zostanie taka przez najbliższe kilka dni. Świeci słońce i jest ciepło. Lokalsi noszą zimowe kurtki a mi czasem zdarza się rozebrać do tshirta. Napawam się tą zimową, przynajmniej jak na tutejsze warunki pogodą, bo za kilka dni upał na najbliższe miesiące. Mimo, że się bardzo cieszę, to może jednak powinnam pojechać na koło podbiegunowe? 🙂

Na placu Gwanghwamun jest wielki pomnik króla Sejong. Zapisał się w historii przede wszystkim tym, że od 1443 roku Korea ma swój alfabet. Od tego czasu tylko najbardziej wykształceni ludzie umieli czytać i pisać i używano chińskich symboli. On wprowadził Hangul – alfabet fonetyczny języka koreańskiego.

Jogyesa Temple to jedna z najbardziej znanych koreańskich buddyjskich świątyń. Po przeciwnej stronie odbywa się jakiś protest. Dużo krzyczenia i śpiewania. Kordon policji dookoła, ale jest spokojnie. Podobno to jacyś konserwatyści.

Na koniec jadę do Bukchon Hanok Village. To teren pełen hanok – tradycyjnych koreańskich domów. Usytuowane są na wzgórzu, skąd rozciąga się widok na piękne pobliskie góry. Na uliczkach dzieci bawią się drewnianymi mieczami i prawdziwym nunczako. W zaułkach kręcą jakiś film. Młody chłopak jedzie na rowerze. Z zainteresowania wnioskuję, że to jakiś tutejszy gwiazdor:)

Szampon kupiony w Australii rozlewając się wielokrotnie w kosmetyczce skończył się i szukam czegoś nowego. Staram się używać jak najbardziej naturalnych kosmetyków, o co w drodze często nie łatwo. W jakieś drogerii szampon, niby naturalny, z zaporową ceną około 15 euro ma skład po koreańsku. Zaglądam do sklepu jakiejś marki z natural w nazwie. Składniki szamponu (były też w wersji angielskiej) nie leżały nawet obok czegoś naturalnego. Zastanawiam się ile osób kusi się na wyroby wszelkiej maści, które nazywają się naturalne i nie patrzy na skład. A producenci cynicznie wykorzystują ludzką naiwność. Postanawiam spróbować z sodą oczyszczoną. Przynajmniej do czasu aż znajdę szampon, na widok którego włosy nie będą mi stawały dęba.

Korea Południowa jak sama nazwa wskazuje leży na południu Półwyspu Koreańskiego. Powstała po II wojnie światowej na terenach zajętych przez USA. Kraj jest górzysty, świetny na treakkingi. Powierzchnia kraju to niecałe 100 tyś km2 (ponad 3 razy mniej niż Polska). Populacja to 51 milionów ludzi.

Seul jest stolicą Korei Południowej od końca II wojny światowej. Był stolicą Korei (jako całości) od 1394 roku. To ogromne miasto. Mieszka tu ponad 10 milionów ludzi. Gęstość zaludnienia to ponad 17 tyś ludzi na km2. Plasuje to Seul na trzecim miejscu (po Tokyo i Jakarcie) wśród najbardziej zatłoczonych miasta świata. Bardzo rozległa sieć metra i pociągów miejskich – najdłuższe na świcie – tysiąc kilometrów torów. Niektóre stacje są kilka pięter pod ziemią.

Język koreański w przeciwieństwie to chińskiego i japońskiego ma alfabet. W związku z tym jest łatwiejszy na nauczenia.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s